DOE podnosi jakość produktu o 80 proc.
Polskim firmom brakuje wyspecjalizowanych matematyków
PO USZY W DOE: Największą sztuką w DoE jest umiejętność zaplanowania eksperymentu i interpretacja uzyskanych danych. Dlatego wdrażaniem tej metody powinien się zająć ktoś, kto siedzi w statystyce po same uszy — twierdzi Zbigniew Banaśkiewicz, dyrektor Renaissance Technology Group. fot. Małgorzta Pstrągowska
Projektowanie Eksperymentów (DoE) jest w naszym kraju owiane nimbem tajemniczości. Prawie każdy polski specjalista ds. jakości o nim słyszał i wie, że może ono przysporzyć jego firmie wielu korzyści. Niewielu z nich orientuje się jednak, co tak naprawdę kryje się pod kryptonimem DoE. Jeszcze gorzej jest ze stosowaniem tej metody w naszych przedsiębiorstwach. Krótko mówiąc, nikt tego nie robi.
DoE (Design of Experiments), czyli Projektowanie Eksperymentów jest narzędziem zapobiegawczym, które może być zastosowane w planowaniu produkcji i doskonaleniu wyrobu. Służy optymalizacji tych procesów, przy możliwie najmniejszej liczbie przeprowadzonych doświadczeń.
Uzupełnienie SPC
Projektowanie Eksperymentów wykorzystuje się do podnoszenia parametrów jakościowych wyrobu. Stosowane jest głównie w zaawansowanych technologiach produkcji, np. przy wytwarzaniu wyrobów wymagających skomplikowanej obróbki cieplnej lub chemicznej. Mówi się, że jest to metoda komplementarna do Statystycznego Zarządzania Jakością (SPC).
— Przy bardziej skomplikowanych procesach zachodzących w organizacji, SPC może się okazać niewystarczające. W momencie kiedy okazuje się, że trzeba dopasować do siebie kilka lub więcej parametrów produktu, należy zastosować DoE — tłumaczy Zbigniew Banaśkiewicz, dyrektor Renaissance Technology Group (RTG).
— Statystyczne Zarządzanie Jakością i Projektowanie Eksperymentów nawzajem się uzupełniają. Z tym że ta druga metoda jest dużo trudniejsza i bardziej złożona — dodaje Janusz Brzezicki, konsultant KEMA Polska.
Fenomenalne 80 proc.
— Rzeczywiście wdrożenie DoE nie jest sprawą prostą — potwierdza Zbigniew Banaśkiewicz.
Jego zdaniem, firma, która się na to decyduje powinna zacząć od zaplanowania eksperymentu. Musi określić, jakie czynniki będzie badać (np. ciśnienie, temperatura, czas) i jakie przyjmie dla nich wartości. Po przeprowadzonym doświadczeniu najważniejsza jest interpretacja wyników. To przede wszystkim kwestia wyłowienia najistotniejszych i nieprzypadkowych czynników. Takich, które poza tym, że mają wpływ na produkt końcowy, wzajemnie na siebie oddziaływają.
— Wykonanie tych czynności przysparza jakościowym specjalistom wielu problemów. Ale jeżeli już ktoś decyduje się zastosować Projektowanie Eksperymentów, to może liczyć nawet na 10-krotnie lepszy wynik od doskonalenia produktu metodą SPC — przekonuje dyrektor RTG.
Jak wyjaśnia Janusz Brzezicki, wykorzystanie w firmie DoE polega na opisie procesu produkcji w postaci równania matematycznego wyższego rzędu. Wszystko sprowadza się tutaj do zaawansowanej statystyki i rachunku prawdopodobieństwa. To właśnie ta matematyczna bariera, jest nie do przeskoczenia dla wielu firm.
— Dzięki poprawnie wdrożonemu Projektowaniu Eksperymentów można uzyskać 80-proc. wzrost jakości produktu. O tyle samo można też zredukować koszty jego wytwarzania. Jest to naprawdę fenomenalna metoda — twierdzi konsultant KEMY.
Nie tylko dla elit
— DoE to zbiór unikalnych metod. Każdy przypadek ich zastosowania jest indywidualny — informuje Zbigniew Banaśkiewicz.
— Ta forma zarządzania jakością dopiero do nas dociera. Stosuje ją dosłownie kilka ośrodków akademickich w naszym kraju. Nie słyszałem o żadnej polskiej firmie, która by to robiła. Na razie mówi się, że jest to metoda elitarna, skierowana do bardzo wąskiej grupy odbiorców. Podobny problem był z SPC, ale z uwagi na wiele zalet tej metody, cieszy się coraz większą popularnością. Myślę, że tak samo będzie z Projektowaniem Eksperymentów — stwierdza Janusz Brzezicki.
Według niego, sukces DoE zależy od jego popularyzacji. Bo tak naprawdę, narzędziem tym może się posługiwać każda firma. Może to być na przykład przedsiębiorstwo zajmujące się wypalaniem cegły. Koszt wdrożenia tej metody wcale nie jest większy od takich rozwiązań jak SPC czy FMEA. Jest jednak pewien wyjątek, który zdecydowanie wyróżnia DoE spośród innych jakościowych technik zapobiegawczych. Przy stosowaniu Projektowania Eksperymentów potrzebny jest potężny zasób wiedzy matematycznej. W Polsce brakuje jakościowych specjalistów matematyków i to stanowi największy problem.
— Dwa miesiące temu prowadziłem szkolenie z zakresu DoE. Muszę powiedzieć, że wzbudziło ono bardzo duże zainteresowanie, ale wielu uczestników usłyszało o nim po raz pierwszy — podsumowuje Janusz Brzezicki.