Doktorzy na stażach w firmach

Dorota Czerwińska
opublikowano: 2011-08-12 17:50

Uniwersytet Łódzki wysłał 24 naukowców na staże do firm. I ma już pierwsze zlecenia badań, ekspertyz i studiów podyplomowych dla kadry menedżerskiej.

Tylko jeden procent innowacyjnych rozwiązań zastosowanych w przemyśle pochodzi z naszego rodzimego dorobku naukowego – wynika z raportu „Innowacyjność 2010” Państwowej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. By ten wynik poprawić, na Uniwersytecie Łódzkim (UŁ) wymyślili, że wyślą naukowców na staże w firmach, a ci określą, jak konkretnie mogą wesprzeć przedsiębiorców. Efekt?
- Mamy już pierwsze zlecenia badań, ekspertyz i studiów podyplomowych dla kadry menedżerskiej. Wstępnie zgłoszone tematy prac do realizacji to między innymi dyplom badawczy dla Fujitsu dotyczący wizerunku firmy lub praca dla Amepox Microelectronics, analizująca zagadnienie nanosrebra – informuje dr Maciej Kozakiewicz, pełnomocnik rektora UŁ ds. współpracy z pracodawcami.

Dobre przykłady
Firma Makolab zgłosiła temat pracy dyplomowej dla studentów Wydziału Chemii: opracowanie nowych rozwiązań technologicznych dla związków zanieczyszczeń. Z kolei Delia Cosmetics potrzebuje pomocy kadry UŁ w testach i ekspertyzach. Potencjalne tematy prac dyplomowych to między innymi analizy biochemiczne, mikrobiologiczne lub testy in vitro i in vivo efektów zastosowania produktu kosmetycznego.
– Delia Cosmetics jest zainteresowana współpracą w poszukiwaniu nowych, naturalnych kosmeceutyków, bezpiecznych konserwantów dla kosmetyków lub choćby zleceniem testów obciążeniowych Katedrze Immunologii UŁ. Możliwości ścisłego współdziałania jest wiele, a wyrazem chęci zacieśniania kontaktów z łódzką uczelnią jest przyjęcie na miesięczną praktykę zawodową dwóch naszych studentek –  opowiada prof. Małgorzata Posmyk, stażystka w Delia Cosmetics.
Dla studentów napisanie pracy dyplomowej na potrzeby konkretnej firmy to doskonała okazja do zapoznania się przyszłego pracownika z pracodawcą.
- Obie strony mają szansę połączyć pisanie dyplomu z praktyką w firmie i w najgorszym przypadku wzbogacić CV, a w bardziej optymistycznym – zmniejszyć koszt rekrutacji lub poszukiwania pracodawcy. Idealnie byłoby, aby studenci dzięki kontaktom z firmami odkrywali też swoje pasje i poprzez to zmniejszali grono sfrustrowanych pracowników, których wciąż nie brakuje. Zakładamy, że przynajmniej 20 proc. naszych studentów, czyli ponad 1000 osób, będzie pisało prace dla biznesu. Zatem kilkuset pracodawców uzyska możliwość zamówienia mniej lub bardziej zaawansowanego zadania do realizacji przez studenta – mówi dr Kozakiewicz .
Staże odbywają się w ramach projektu „Praktyka dla nauki, nauka dla praktyki” dofinansowanego z Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki. Nie chodzi tylko o pisanie prac dyplomowych dla biznesu, ale także o pokazanie i  uświadomienie rynkowej potrzeby zlecania studentom prac badawczych. Uniwersytet połączył również dwa sprzeczne – wydawałoby się – światy. Do firm trafili przedstawiciele bardzo różnych specjalności, np. w firmie CWS-boco, zajmującej się serwisem i wynajmem odzieży służbowej, staż odbywa antropolog. Doktor z Wydziału Filologicznego poznaje „od kuchni” Fujitsu, a psycholog odwiedzi SouthWestern Poland, jednego z dostawców usług BPO.

Bariery we współpracy
Firmy chciałyby również korzystać ze szkoleń dla pracowników, oferowanych przez UŁ, i prowadzić zajęcia dydaktyczne dla studentów, by współtworzyć program edukacyjny na wybranych wydziałach i kierunkach.
- Nasz projekt jest unikatowy nawet na skalę europejską, bo niełatwy do wprowadzenia. Musi przełamać stereotypy w podejściu firm, które mają kłopot z określeniem realnych tematów i wyznaczeniem opiekuna, boją się udostępniać dane, z kolei studenci przyzwyczaili się do pisania na półkę. A od promotorów nowością jest potrzeba częstych kontaktów z firmą i wzięcia większej odpowiedzialności za wynik pracy studenta. Projekt ma też wskazać dziedziny ścisłej współpracy – wskazuje dr Maciej Kozakiewicz.
Dlaczego w Polsce biznes tak rzadko współpracuje z nauką? Gdzie są bariery
i co zrobić, żeby je pokonać? Zdaniem dr Macieja Kozakiewicza chodzi o kilka spraw. System oceny pracowników naukowych, bo o ich awansie decyduje sukces naukowy, ale publikowane badania niekoniecznie muszą mieć wymiar praktyczny, szczególnie w naukach humanistycznych. Współpraca naukowo-biznesowa często przebiega poza strukturami akademickimi. Pracownicy i zleceniodawcy z powodu kosztów pracy i biurokracji wolą szukać bardziej efektywnych z ich punktu widzenia dróg wykorzystania potencjału kadry naukowej. Poza tym w systemach motywacji nie premiuje się zawierania kontraktów, a to nie mobilizuje do sprzedawania wiedzy przez uczelnię.