Tydzień rozpoczął się od optymistycznego akcentu, jakim była pomoc Abu Zabi dla sąsiedniego emiratu i pośrednio również dla zagranicznych inwestorów. To jednak jednorazowy akcent, a nastroje rynkowe mogą być w dużym stopniu uzależnione od zachowania dolara.
Umocnienie dolara do euro z ostatnich dwóch tygodni to największy taki ruch od czerwca. Z technicznego punktu widzenia jest to ciągle korekta,
zwłaszcza że nastąpiła ona
po uformowaniu się podwójnego szczytu w notowaniach
EUR/USD. Wątpliwości pojawiają się jednak przy dokładniejszej ocenie tego ruchu. Dwa
najsilniejsze impulsy nastąpiły
po bardzo dobrych danych
z USA — o zatrudnieniu i sprzedaży detalicznej. Do tej pory
(od ponad roku) dolar tracił
po dobrych danych z amerykańskiej gospodarki, gdyż zachęcały one do strategii pożyczania amerykańskiej waluty
na inwestycje w inne, potencjalnie bardziej dochodowe aktywa, jak surowce, waluty z rynków wschodzących i akcje. Ten
mechanizm można by uznać
za obowiązujący, gdyby spadkom na EUR/USD towarzyszyła również podobnie wyraźna
korekta na rynkach akcji oraz
spadki na USD/JPY. Tymczasem rynki akcji w zasadzie stały w miejscu, zaś jen, podobnie
jak inne główne waluty, tracił
w relacji do dolara. To może
oznaczać, że rynek powoli wycofuje się z gry "wszyscy przeciwko dolarowi".
W tym tygodniu kluczowym wydarzeniem jest posiedzenie
Fed, które może rzucić więcej
światła na to, jak amerykańskie
władze monetarne postrzegają ostatnie bardzo dobre dane. Moim zdaniem, po raz kolejny zmiany komunikatu będą kosmetyczne. Ben Bernanke wie bowiem, jak niebezpieczna byłaby obecnie eskalacja
oczekiwań na podwyżki stóp. Taka postawa Fed do tej pory była niemal gwarantem słabości dolara. Ostatnie reakcje
pary EUR/USD pokazują jednak, że to może być za mało. Ewentualne odwrócenie trendu tej pary miałoby negatywne konsekwencje nie tylko dla notowań na rynku surowców, ale także dla złotego oraz rynków akcji.