Dolar będzie ważniejszy niż Dubaj

Przemysław Kwiecień
opublikowano: 2009-12-15 00:00

Tydzień rozpoczął się od optymistycznego akcentu, jakim była pomoc Abu Zabi dla sąsiedniego emiratu i pośrednio również dla zagranicznych inwestorów. To jednak jednorazowy akcent, a nastroje rynkowe mogą być w dużym stopniu uzależnione od zachowania dolara.

Umocnienie dolara do euro z ostatnich dwóch tygodni to największy taki ruch od czerwca. Z technicznego punktu widzenia jest to ciągle korekta,

zwłaszcza że nastąpiła ona

po uformowaniu się podwójnego szczytu w notowaniach

EUR/USD. Wątpliwości pojawiają się jednak przy dokładniejszej ocenie tego ruchu. Dwa

najsilniejsze impulsy nastąpiły

po bardzo dobrych danych

z USA — o zatrudnieniu i sprzedaży detalicznej. Do tej pory

(od ponad roku) dolar tracił

po dobrych danych z amerykańskiej gospodarki, gdyż zachęcały one do strategii pożyczania amerykańskiej waluty

na inwestycje w inne, potencjalnie bardziej dochodowe aktywa, jak surowce, waluty z rynków wschodzących i akcje. Ten

mechanizm można by uznać

za obowiązujący, gdyby spadkom na EUR/USD towarzyszyła również podobnie wyraźna

korekta na rynkach akcji oraz

spadki na USD/JPY. Tymczasem rynki akcji w zasadzie stały w miejscu, zaś jen, podobnie

jak inne główne waluty, tracił

w relacji do dolara. To może

oznaczać, że rynek powoli wycofuje się z gry "wszyscy przeciwko dolarowi".

W tym tygodniu kluczowym wydarzeniem jest posiedzenie

Fed, które może rzucić więcej

światła na to, jak amerykańskie

władze monetarne postrzegają ostatnie bardzo dobre dane. Moim zdaniem, po raz kolejny zmiany komunikatu będą kosmetyczne. Ben Bernanke wie bowiem, jak niebezpieczna byłaby obecnie eskalacja

oczekiwań na podwyżki stóp. Taka postawa Fed do tej pory była niemal gwarantem słabości dolara. Ostatnie reakcje

pary EUR/USD pokazują jednak, że to może być za mało. Ewentualne odwrócenie trendu tej pary miałoby negatywne konsekwencje nie tylko dla notowań na rynku surowców, ale także dla złotego oraz rynków akcji.