Motorem wzrostu dolara stały się rosnące rentowności amerykańskich obligacji – tylko w tym roku zyskały one ponad 40 proc. (mowa o 10-letnich). Rodzi to wiele pytań, na które nie ma prostej odpowiedzi. To kwestia wycen spółek na Wall Street, jak również rosnące problemy dla krajów rozwijających się, które często finansowały się w dolarze.
Widać to już po zachowaniu się tureckiej liry oraz reala. Na to wszystko zaczyna nakładać się problem przedłużającej się pandemii. Mamy trzecią falę, oraz pojawiające się nowe mutacje, które mogą być bardziej odporne na dostępne szczepionki. Zresztą sam proces szczepień poza Izraelem, Wielką Brytanią oraz USA jest mało satysfakcjonujący. W efekcie spodziewane w II półroczu ożywienie gospodarek może się opóźnić, albo być mniej wyraźne. To wszystko generuje niepewność, której dolar jest beneficjentem. Wpływ na to ma też ogromny nawis krótkich pozycji w dolarze, które teraz ze względu na rosnące globalne ryzyko zaczną być pokrywane.
W kraju USD/PLN naruszył styczniowe szczyty przy 3,77, na co wpływ ma obserwowana przecena EUR/USD. Jeżeli ta para złamie barierę 1,20, to za dolara będziemy płacić nawet 3,80 zł. Taki scenariusz staje się coraz bardziej realny także ze względu na widoczną gołębią narrację Europejskiego Banku Centralnego.