Dolar (o)słabnie, surowce (z)drożeją

opublikowano: 2009-09-10 10:02

Ostra jazda na rynku walut i towarowym. Sytuacja przypomina tę sprzed dwóch lat. Dolar i ropa idą na historyczny rekord?

Najważniejszy news ostatnich dni to pokonanie psychologicznego oporu przez kurs EUR/USD. Jeszcze w poniedziałek za euro płacono 1,43 dolara. W środę cena euro przekroczyła 1,45 dolara wyrywając się z kilkumiesięcznej, względnej stabilizacji. Następny przystanek to 1,5 USD.
- Słabość dolara to rezultat poprawy nastrojów na rynkach światowych oraz pochodna raportu ONZ sugerującego zastąpienie dolara, jako waluty rezerwowej koszykiem walut oraz innych aktywów – relacjonował Marcin Kiepas z X-Trade Brokers DM.
Podobnie wypowiadają się zagraniczni eksperci.
- Znów rośnie apetyt na ryzyko. To wspiera euro. Podobnie jak niepewność wokół gospodarki USA. W strefie euro prawdopodobnie szybciej wzrosną stopy procentowe – stwierdził Susumu Kato, szef ekonomistów z Calyon Securities w Tokio, cytowany przez Bloomberg.

To prawie przełom

W ostatnich latach słabnący dolar zwiastował poprawę koniunktury na rynkach akcji. Czy tak będzie i tym razem? Wśród analityków zdania są podzielone. Niektórzy zastanawiają się nawet, czy amerykańska waluta nie próbuje „oszukać” inwestorów.
- Dolar ostatnio osłabł w warunkach braku jakichkolwiek konkretnych informacji makroekonomicznych i rynkowych, które mogłyby uzasadniać tego typu ruchy. Europejskie giełdy nie tryskały optymizmem, kontrakty na amerykańskie indeksy co prawda zwyżkowały, ale nie aż tak, by sugerować powrót hossy – komentuje Roman Przasnyski, analityk Gold Finance.

Surowce w górę

Spadek wartości dolara przyspieszył za to zwyżkę cen surowców (ich ceny transakcyjne podawane są z reguły w dolarach). Ważną barierę 1 tys. USD za uncję pokonał kurs złota. Dużo więcej emocji budzi rynek ropy naftowej. Tu również padł kilkumiesięczny rekord - 71 USD za baryłkę. Po prostu surowcowa hossa.
- Taniejący dolar spowodował wzrost zainteresowania surowcami, a Chiny chcą zwiększyć zapasy ropy do wykorzystania w sytuacjach nadzwyczajnych – tłumaczą zagraniczni eksperci.
Wcześniej argumentem „za” zwyżką surowców był koniec recesji i oczekiwana fala ożywienia w globalnej gospodarce. Eksperci straszą też widmem wysokiej inflacji na świecie, co sprzyja cenom surowców.

Powtórka z rozrywki

Sytuacja przypomina tę sprzed dwóch lat. Wtedy ruszający na północ kurs ropy z 50 USD za baryłkę wzbił się do 140 USD w połowie ubiegłego roku. Warto zauważyć, że drogie surowce pozwoliły wtedy uniknąć pierwszej fazy bessy indeksom giełdowym niektórych krajów, zwłaszcza mocno powiązanej z surowcami Brazylii czy Rosji. Wtedy również drożejącą miedź czy ropę pobudził słabnący dolar. Jeszcze na początku 2007 roku euro kosztowało 1,25 USD, a półtora roku później – rekordowe 1,6 USD. Surowcowa bańka pękła z hukiem dwa miesiące przed głośnym upadkiem we wrześniu 2008 r. Lehmana Brothersa. Na początku tego roku, w obawie przed globalną recesją, cena ropy osiągnęła dno - 34 USD.

Jak będzie teraz?

- Rośnie niepewność na rynkach. Być może zbliżają się bardziej radykalne zmiany sytuacji – zastanawia się Przasnyski z Gold Finance.
Na razie sprawdza się scenariusz nakreślony w czerwcu przez specjalistę od analizy technicznej, Sławomira Dębowskiego z firmy Globtrex.com.
„Silne spadki z 2008 roku są jedynie korektą w długoterminowym trendzie wzrostowym, który się rozpoczął pod koniec lat 90-tych, gdy baryłka ropy kosztowała niespełna 11 dolarów. Za 2-3 lata ropa może zdrożeć nawet do 200 dolarów za baryłkę” – twierdził w komentarzu.
Ten sam analityk, opierając się na teorii fal Elliotta, przewidywał też przed wakacjami, że najpierw dolar wzmocni się, a później: „żegnaj zielony”. Kurs EUR/USD ma najpierw wrócić do historycznego szczytu (1,6 USD), aby w dłuższej perspektywie poszybować jeszcze wyżej.
Jeśli to się sprawdzi, złoty powinien rosnąć w siłę. Tak, jak to było w latach 2007-2008 (do lipca).