Najważniejszy news ostatnich dni to pokonanie psychologicznego oporu przez
kurs EUR/USD. Jeszcze w poniedziałek za euro płacono 1,43 dolara. W środę cena
euro przekroczyła 1,45 dolara wyrywając się z kilkumiesięcznej, względnej
stabilizacji. Następny przystanek to 1,5 USD.
- Słabość dolara to rezultat
poprawy nastrojów na rynkach światowych oraz pochodna raportu ONZ sugerującego
zastąpienie dolara, jako waluty rezerwowej koszykiem walut oraz innych aktywów –
relacjonował Marcin Kiepas z X-Trade Brokers DM.
Podobnie wypowiadają się
zagraniczni eksperci.
- Znów rośnie apetyt na ryzyko. To wspiera euro.
Podobnie jak niepewność wokół gospodarki USA. W strefie euro prawdopodobnie
szybciej wzrosną stopy procentowe – stwierdził Susumu Kato, szef ekonomistów z
Calyon Securities w Tokio, cytowany przez Bloomberg.
To prawie przełom
W ostatnich latach słabnący dolar zwiastował poprawę koniunktury na rynkach
akcji. Czy tak będzie i tym razem? Wśród analityków zdania są podzielone.
Niektórzy zastanawiają się nawet, czy amerykańska waluta nie próbuje „oszukać”
inwestorów.
- Dolar ostatnio osłabł w warunkach braku jakichkolwiek
konkretnych informacji makroekonomicznych i rynkowych, które mogłyby uzasadniać
tego typu ruchy. Europejskie giełdy nie tryskały optymizmem, kontrakty na
amerykańskie indeksy co prawda zwyżkowały, ale nie aż tak, by sugerować powrót
hossy – komentuje Roman Przasnyski, analityk Gold Finance.
Surowce w górę
Spadek wartości dolara przyspieszył za to zwyżkę cen surowców (ich ceny
transakcyjne podawane są z reguły w dolarach). Ważną barierę 1 tys. USD za uncję
pokonał kurs złota. Dużo więcej emocji budzi rynek ropy naftowej. Tu również
padł kilkumiesięczny rekord - 71 USD za baryłkę. Po prostu surowcowa hossa.
-
Taniejący dolar spowodował wzrost zainteresowania surowcami, a Chiny chcą
zwiększyć zapasy ropy do wykorzystania w sytuacjach nadzwyczajnych – tłumaczą
zagraniczni eksperci.
Wcześniej argumentem „za” zwyżką surowców był koniec
recesji i oczekiwana fala ożywienia w globalnej gospodarce. Eksperci straszą też
widmem wysokiej inflacji na świecie, co sprzyja cenom surowców.
Powtórka z rozrywki
Sytuacja przypomina tę sprzed dwóch lat. Wtedy ruszający na północ kurs ropy z 50 USD za baryłkę wzbił się do 140 USD w połowie ubiegłego roku. Warto zauważyć, że drogie surowce pozwoliły wtedy uniknąć pierwszej fazy bessy indeksom giełdowym niektórych krajów, zwłaszcza mocno powiązanej z surowcami Brazylii czy Rosji. Wtedy również drożejącą miedź czy ropę pobudził słabnący dolar. Jeszcze na początku 2007 roku euro kosztowało 1,25 USD, a półtora roku później – rekordowe 1,6 USD. Surowcowa bańka pękła z hukiem dwa miesiące przed głośnym upadkiem we wrześniu 2008 r. Lehmana Brothersa. Na początku tego roku, w obawie przed globalną recesją, cena ropy osiągnęła dno - 34 USD.
Jak będzie teraz?
- Rośnie niepewność na rynkach. Być może zbliżają się bardziej radykalne
zmiany sytuacji – zastanawia się Przasnyski z Gold Finance.
Na razie sprawdza
się scenariusz nakreślony w czerwcu przez specjalistę od analizy technicznej,
Sławomira Dębowskiego z firmy Globtrex.com.
„Silne spadki z 2008 roku są
jedynie korektą w długoterminowym trendzie wzrostowym, który się rozpoczął pod
koniec lat 90-tych, gdy baryłka ropy kosztowała niespełna 11 dolarów. Za 2-3
lata ropa może zdrożeć nawet do 200 dolarów za baryłkę” – twierdził w
komentarzu.
Ten sam analityk, opierając się na teorii fal Elliotta,
przewidywał też przed wakacjami, że najpierw dolar wzmocni się, a później:
„żegnaj zielony”. Kurs EUR/USD ma najpierw wrócić do historycznego szczytu (1,6
USD), aby w dłuższej perspektywie poszybować jeszcze wyżej.
Jeśli to się
sprawdzi, złoty powinien rosnąć w siłę. Tak, jak to było w latach 2007-2008 (do
lipca).