Dom gotowy w kilka tygodni? Dla Unibudu to codzienność — tak działa tzw. system skandynawski.
Pusty plac. Po dwóch dniach staje na nim zmontowany dom. Po sześciu tygodniach można się wprowadzać. Unibud w Bielsku Podlaskim produkuje gotowe do złożenia elementy budynku: otynkowane ściany, stropy i dachy. Mają wszystkie instalacje, osadzone drzwi i okna. Pozostaje tylko montaż i wykończenie — to odbywa się na placu budowy.
— Właściwie nie budujemy domów, tylko je stawiamy. Nie mamy katalogu z zamkniętą ofertą. Nasze projekty na równi z pomysłami innych mają inspirować klientów. W końcu każdy ma inne potrzeby rodzinne, zawodowe czy majątkowe. Dlatego tak naprawdę projektujemy indywidualnie, wspólnie z odbiorcą — zapewnia Eugeniusz Wasilewski, prezes zarządu Unibudu.
Budowlańcy do chipsów
Unibud od lat specjalizuje się w projektach, produkcji i budowie domów jednorodzinnych. Kadra wywodzi się z powstałego w Bielsku Podlaskim w 1972 r. Przedsiębiorstwa Budownictwa Rolniczego. Gdy zmienił się ustrój i firmie groziła zapaść, budowlańcy postanowili zupełnie zmienić dotychczasową produkcję.
— Firmy budowlane w tamtych czasach miały potężne magazyny, w których upychano wszystko, co udało się wyrwać z przydziałów. Po transformacji okazały się one niepotrzebne. Mieliśmy poważny problem, jak je zagospodarować — opowiada prezes Wasilewski.
Jedna z możliwości zakładała porzucenie dotychczasowej działalności na rzecz produkcji chipsów.
— Były przymiarki, analizy, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. Chipsy robi się z odmian ziemniaków, których u nas nie ma. Ich wprowadzenie i uprawa wymagałyby zbyt dużo czasu i nakładów. Plan upadł — wspomina Eugeniusz Wasilewski.
Duński przypadek
Załoga zajęła się więc tym, co potrafi najlepiej, czyli budowlanką. Utworzyła spółkę Unibud SA i połączyła się z Budimeksem — w ten sposób w 1999 r. powstała firma w obecnym kształcie i pod dzisiejszą nazwą — Unibud Sp. z o.o. O jej specjalizacji zdecydował przypadek. Do Białegostoku przyjechała delegacja z duńskich urzędów pracy, by pomóc w powstaniu takich placówek w Polsce. Razem z nimi pojawiło się kilku architektów.
— Powiedzieli urzędnikom, że projektują domy i poprosili o kontakt z polskimi firmami budowlanymi. Zadzwoniono do mnie, czy bym ich nie przyjął. Nie bardzo było mi to na rękę, ale w końcu się zgodziłem. I opłaciło się — mówi prezes Wasilewski.
Duńczycy przy kawie przedstawili technologię domów szkieletowych. Szefom Unibudu temat wydał się ciekawy. Postanowili w to zainwestować. Pierwsze partie domów powstały przy pomocy Duńczyków. Jechały do Niemiec, tam były montowane przez pracowników polskiej firmy i sprzedawane przez duńską Dan-Wood. Miała szeroką sieć handlową, która wypromowała bielskie domy.
— Produkcyjnie ta firma nie stała na wysokim poziomie. Tak naprawdę szukała taniego wykonawcy, czyli nas. Jednak na tyle nam się spodobała, że ją kupiliśmy — uśmiecha się Eugeniusz Wasilewski.
Metoda frontowa
Ten zakup kosztował milion euro, ale dał Unibudowi samodzielność — teraz sprzedaje ogromną większość swoich domów w Niemczech pod znaną tam marką. Część trafia do Francji, Szwajcarii, Szwecji i Austrii. W Polsce zostaje kilka procent.
Dom montują dwie osoby w dwa dni. Wykończenie zajmuje sześć – osiem tygodni i zajmują się tym trzy osoby. Kiedy skończą, można się wprowadzać. Dzięki szybkości i precyzji system skandynawski systematycznie zdobywa rynek, a to przynosi firmie kolejne zamówienia.
— Rozwijamy się „metodą frontową”. Wpierw jest atak, po którym następuje chwila odpoczynku, korekta — i przygotowanie strategii do następnego ataku. Taką taktykę można zauważyć choćby w naszej produkcji. W 2003 roku zrobiliśmy 162 domy, w 2004 roku był atak — i już 240 domów. Ubiegły rok to chwila odpoczynku i niewielki wzrost o 20 sztuk. Teraz, po rozeznaniu rynku, znów atakujemy — w tym roku zrobimy ponad 400 domów. Na 90 procent mamy już kontrakty — zdradza prezes Wasilewski.
Inwazja na Wyspy
Jednak dobre lata Unibudu w Niemczech mają się ku końcowi.
— Po pierwsze — od początku tego roku zostały tam zlikwidowane ulgi budowlane. Po drugie — podatek VAT od przyszłego roku zostanie podniesiony z 16 do 19 proc. To dla nas dwa duże ciosy — przyznaje prezes Wasilewski.
Dlatego firma szykuje kolejne podboje.
— Ostatnia analiza zachodnich rynków przyniosła zaskakujący wynik. Okazało się, że dużo lepsza od Niemiec jest Wielka Brytania. Popyt jest tam trzykrotnie większy. Tylko w małej Szkocji buduje się tyle domów, ile w całych Niemczech. A dom kosztuje tam nawet o 40 procent więcej. Nam daje to znakomite perspektywy — ocenia Eugeniusz Wasilewski.
Unibud powalczy też o wyższą sprzedaż w Austrii i Szwajcarii. Plany firmy są ambitne. W 2010 r. zamierza wybudować 550-600 domów, czyli ponaddwukrotnie więcej niż w ubiegłym roku. Pójdzie za tym wzrost zatrudnienia z 430 do 600-630 osób.
— Czy będzie popyt? Jesteśmy dobrej myśli. Mocną stroną może być sprzedaż na Wyspach. Nie ma na co czekać, tylko trzeba atakować. To może być dla nas prawdziwe pole do popisu — mówi prezes Wasilewski.


