Doradcy uderzają w certyfikatorów

Wojciech Surmacz
opublikowano: 1999-10-12 00:00

Doradcy uderzają w certyfikatorów

ISO może ograniczyć rozwój systemów zarządzania jakością

POD KONTROLĄ: Wdrożony w firmie system nie rozwija się, jeżeli pozostaje bez nadzoru. Ten rozwój zapewnia certyfikat poprzez zewnętrzne audity kontrolne. Dzięki nim firma wie, jakie procedury udoskonalić — twierdzi Elżbieta Niegowska, auditor wiodący SGS International Certification Services Polska. fot. G. Kawecki

Jakościowi doradcy twierdzą, że coraz więcej firm posiadających ISO narzeka na ograniczenia, które nakłada na nie ta norma. Jednostki certyfikujące odbijają piłeczkę i zapewniają, że te utyskiwania wynikają bardziej z kompleksów konsultantów, niż z rzeczywistej sytuacji na rynku

Wśród niezależnych firm doradczych, działających na rynku certyfikacyjnym, coraz głośniej zaczyna się mówić o niekorzystnym wpływie ISO na rozwój systemu zarządzania jakością. Padają bardzo różne oskarżenia, ale głównym jest to, że dokument ten może ograniczyć doskonalenie jakości w firmie.

Stop dla jakości

Ryszard Jaskólski, prezes zarządu Rummler-Brache Group Polska (RBG), uważa, że mówiąc dzisiaj o certyfikatach zapomina się, po co w ogóle one powstały. Jego zdaniem, nadszedł czas, żeby każda firma posiadająca ISO zadała sobie takie pytanie.

— Podstawowym zwyrodnieniem tego certyfikatu jest to, iż wśród wielu firm panuje przekonanie, że stworzono go właśnie dla nich. Tymczasem skierowany jest on przede wszystkim do ich klientów — irytuje się prezes RBG.

Z drugiej strony, w branży mówi się, że coraz więcej certyfikowanych podmiotów uważa, iż ISO jest dla nich za ciasne, a sztywne procedury tej normy są po prostu męczące. Tymczasem zależy im na ciągłym doskonaleniu systemu zarządzania, a tego certyfikat nie zapewnia.

— Proponuję zaprzestać używania słowa jakość. To jest wytrych, który wiele osób wprowadza w błąd. Zastąpmy je innym hasłem, np. dobra praca. To nie certyfikat kreuje jakość, tylko przedsiębiorstwo. Dlatego firmy powinny zacząć pokazywać twarz, czyli własną kulturę pracy, a nie jakość związaną z ISO. Powinny udowodnić klientom, że są lepsze od normy, którą mają. Tylko w ten sposób mogą ciągle doskonalić swoje systemy — radzi Ryszard Jaskólski.

Chore ambicje

Według Elżbiety Niegowskiej, auditora wiodącego SGS International Certification Services Polska (SGS ICS), firmy posiadające ISO powinny zrozumieć, że norma ta niczego na nich nie wymusza i nie narzuca formy procedur.

— Certyfikat jest niezależnym potwierdzeniem, że organizacja posiada system zarządzania jakością. Jest on jej niezbędny przede wszystkim w relacjach biznesowych. Stąd przecież wzięła się cała idea ISO. Ta norma buduje zaufanie pomiędzy potencjalnymi partnerami handlowymi — mówi.

Jej zdaniem, być może duży wpływ na tak krytyczne podejście konsultantów do ISO mają ich osobiste ambicje.

— Po wdrożeniu systemu zarządzania jakością, konsultanci są już właściwie w firmie nieobecni. Ale przecież to oni wykonują tytaniczną pracę, współtworząc cały ten system. Być może boli ich to, że potem przychodzą auditorzy i oceniają ich wysiłek. Ale nikt im przecież w ten sposób niczego nie odbiera — tłumaczy Elżbieta Niegowska.