Kasa z Unii była solidnym zastrzykiem energii dla gospodarki — wynika z analiz resortu rozwoju regionalnego.
Choć jesteśmy na półmetku rozdawania pieniędzy z Unii Europejskiej, przyznanych Polsce na lata 2007-13, dopiero teraz przyszła pora na podsumowanie efektów dofinansowania, które popłynęło do nas w poprzednich latach.
Posady dla najsłabszych
Od 2004 do 2006 r. dostaliśmy z Brukseli około 36 mld zł, które można było wydawać do końca 2009 r. Dzięki nim w latach 2004-2008 zatrudnienie wzrosło o około 2,2-5,6 proc. (miejsca pracy znalazło od 46 do 124 tys. osób), a stopa bezrobocia spadła o 0,7 punktu procentowego.
— To sporo, jeśli weźmiemy pod uwagę, że większość wydatków miała charakter inwestycyjny i na tworzenie nowych miejsc pracy wpływała jedynie pośrednio — twierdzi Jerzy Kwieciński, wiceprezes Europejskiego Centrum Przedsiębiorczości i były wiceminister rozwoju regionalnego.
Z nowych posad skorzystaliy zwłaszcza najmłodsi (15-24 lata) i najstarsi (55-64 lata). Dotacje poprawiły też sytuacje bezrobotnych kobiet (w 2008 r. stopa bezrobocia wśród nich spadła o 0,6-0,9 punktu procentowego).
— To grupy najbardziej problematyczne w strukturze zatrudnienia, dlatego obecnie szczególny nacisk kładzie się na to, by wspierać je najbardziej. W poprzedniej perspektywie finansowej tego nie było, więc takie efekty powinny tym bardziej cieszyć — ocenia Jerzy Kwieciński.
W przedsiębiorstwach, które otrzymały dotacje, liczba miejsc pracy w okresie 2004-08 wzrosła średnio o 7,57 proc. W firmach, które ze wsparcia nie skorzystały, ten odsetek wyniósł jedynie 0,45 proc. 77 proc. nowych posad przetrwało co najmniej dwa lata po ustaniu dofinansowania.
Skorzystała budowlanka
Popyt wygenerowany w latach 2004-08 dzięki dotacjom stanowił 2 proc. wartości produkcji globalnej. Na dofinansowaniu najbardziej skorzystały budownictwo i przetwórstwo przemysłowe. Popyt, który powstał dzięki niemu, przełożył się odpowiednio na 29- i 15-procentowy wzrost produkcji w tych branżach.
Jest jednak druga strona medalu.
— Dotowane projekty nie zawsze są uzasadnione ekonomiczne. Często są realizowane, by nie zmarnować pieniędzy z UE. Trzeba do nich dokładać wkład własny, przez co rośnie dług publiczny — twierdzi Andrzej Sadowski, wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha.
— Gros dotacji płynie na niezbędne inwestycje infrastrukturalne. Dzięki dotacjom po prostu wydaliśmy na nie mniej. Część pieniędzy trafia, co prawda, do małych przedsiębiorstw, które wykorzystują je różnie, ale przypadki, w których są marnowane to margines. Zresztą sektor prywatny też nie zawsze inwestuje z sukcesem — odpowiada Jakub Borowski, główny ekonomista Invest Banku.
Unijne korzyści
30
tys. Tyle miejsc pracy netto powstało w przedsiębiorstwach w latach 2004-08 dzięki dotacjom z UE.
2
proc. Taką część produkcji globalnej stanowił popyt wygenerowany przez dotowane projekty...
29
proc. ... o tyle dzięki dotacjom wzrosła produkcja w budownictwie...
15
proc. ... a taki wzrost odnotowało przetwórstwo przemysłowe.