Dotrzymane, bo dane

Małgorzata Ziębińska
opublikowano: 26-01-2007, 00:00

Dawniej mówiło się, że słowo jest droższe od pieniędzy. Danie go komuś w jakiejś sprawie było gwarantem jego dotrzymania. Ludzie przywiązywali wagę do słów i ich znaczenia, biorąc odpowiedzialność za te, które padły z ich ust... Prawdopodobnie jest to nieco wyidealizowana wizja przeszłości, ale kiedy obserwuję rzeczywistość, dostrzegam, jak wielu ludzi lekceważy słowa, także swoje własne, więc być może jest to kwestia proporcji.

Język jest jednym z najważniejszych sposobów komunikowania się — używany w mowie czy piśmie pozwala przekazywać myśli, dzielić się doświadczeniem. Dzięki niemu poznajemy się wzajemnie, poznajemy swoje motywacje, możemy określać wspólne cele.

Nie zapominajmy, że umiejętność porozumiewania się za pomocą mowy, odróżnia świat ludzki od zwierzęcego i bez niej nadal tkwilibyśmy w epoce kamienia — co najwyżej do siebie chrząkając. Zdolność mówienia i posługiwania się językiem — czasami kilkoma nawet — jest dla znacznej większości z nas naturalna. Odpowiedzialność, uczciwość, przestrzeganie zasad, działanie zgodne z deklarowanymi wartościami to cechy coraz bardziej przypominające białe kruki, niestety. Nie potrzeba zbyt wnikliwej obserwacji, by odnaleźć potwierdzające to przykłady w sferze życia politycznego, a ostatnio także religijnego, ale też w codziennej rzeczywistości każdego z nas. Znam lub znałam co najmniej kilka osób, które mówiły, potwierdzały, zaprzeczały, składały obietnice, by nigdy nic z tego nie zrealizować. Jestem przekonana, że nie jestem wyjątkiem... Każdy z nas ma podobne doświadczenia, z tym że wydaje mi się, że dostrzegam to zjawisko coraz częściej. Dostrzegam i nie rozumiem.

Naiwnym by było sądzić, że niektórzy nie kłamią rozmyślnie, z premedytacją, załatwiając w ten sposób nieznane otoczeniu cele. To oczywiste. W jakimś sensie nawet zrozumiałe, bo zdarza się nam mówić nieprawdę w takich czy innych sprawach, z powodów, których może być tyle, że karkołomna próba stworzenia ich listy znacznie przerosłaby rozmiary tej rubryki. Niekiedy jednak można zetknąć się z kimś, kto mówi, mówi i mówi — wydaje się, że wie o czym, wydaje się, że rozważnie i odpowiedzialnie. Rozumiemy słowa i wynikającą z nich treść, a na końcu zderzamy się z niczym, pozostając w mniejszym lub większym zdziwieniu, nie wiedząc w dodatku, czemu całe zamieszanie miało służyć. Powraca do mnie myśl, zawarta w jednym z wcześniejszych felietonów — żyjemy w czasach, w których powiedzieć można wszystko, a słowa nie przedstawiają większej wartości i najczęściej za ich użycie nie spotka nas żadna dotkliwa konsekwencja.

Politycy z ich obietnicami, składanymi przed wyborami! Tabloidy zamieszczające wyssane z palca informacje o znanych osobach! Zwykli ludzie rzucający słowa na wiatr! A były kiedyś czasy, gdy niedotrzymane słowo było przyczyną pojedynków, niekiedy honorowych samobójstw, by uchronić się przed życiem z hańbą. Nie jestem zwolenniczką pojedynków, tym bardziej samobójstw — chcę jedynie możliwie najwyraźniej unaocznić różnicę.

Prawdomówność oraz poważne podejście do tego, co mówimy, nie jest w cenie — są raczej rozumiane jako naiwność, nieumiejętność dostosowania się i korzystania z sytuacji, jakie niesie życie. Widząc zjawisko, dostrzegam też jego konsekwencje. Najważniejszą jest, jak sądzę, pogłębiający się brak zaufania każdego do każdego, potrzeba czy nawet konieczność nieustannego pozostawiania sobie marginesu bezpieczeństwa, ograniczona szczerość. Czy może w takiej sytuacji dziwić stale zmniejszająca się liczba osób uznawanych za autorytety?

Jeżeli słowa przestają mieć znaczenie, to nie ma też znaczenia, co i komu powiemy. Sprawa jest jeszcze dodatkowo skomplikowana przez fakt, że same w sobie one doskonałe nie są: nabierają różnych barw i odcieni umieszczone w jakimś kontekście kulturowym, środowiskowym, sytuacyjnym. Zatem jeżeli odbierzemy im moc opisywania możliwie najbliższą prawdy, to przestaną być odbiciem rzeczywistości. Zacznie brakować punktów odniesienia, staniemy się jeszcze bardziej zagubieni w docierających informacjach. No i jeżeli nic się nie zmieni, jeżeli my niczego nie zmienimy, to pozostanie nam żyć w globalnej wieży Babel...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Ziębińska

Polecane