Drobne firmy wolą ciułać, niż kupować

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 23-05-2013, 00:00

Tylko jedna na dziesięć małych i średnich firm ma za sobą transakcję fuzji lub przejęcia — wynika z badania „PB” wśród Gazel Biznesu

Prowadzenie firmy przypomina czasem grę strategiczną — tego przeciwnika kupię, a z tym wejdę w sojusz, dzięki temu mój biznes skokowo urośnie, a konkurencja zmaleje. Takie myślenie w Polsce jest jednak zwykle domeną biznesowych grubych ryb — potężnych przedsiębiorców i dużych korporacji. Małe i średnie przedsiębiorstwa w tych rynkowych grach biorą udział bardzo rzadko. Wolą prostszą, choć mozolną drogę rozwoju organicznego.

None
None

Ostrożni do bólu

Taki wniosek płynie z badania przeprowadzonego przez „PB” wśród małych i średnich firm sklasyfikowanych w rankingu „Gazele Biznesu”. Jedynie 10 proc. przebadanych przedsiębiorstw ma za sobą transakcję fuzji lub przejęcia. Z tego zaledwie połowa firm była stroną przejmującą. Pozostałe 90 proc. nigdy z tego typu operacjami nie miało do czynienia.

— Grono firm, które korzystają z możliwości, jakie dają fuzje i przejęcia, jest w Polsce bardzo małe. Każdy przedsiębiorca, nawet drobny, powinien stale wypatrywać okazji do przejęć i korzystać z tej formy rozwoju, a już na pewno powinny się tak zachowywać Gazele Biznesu — twierdzi Małgorzata Krzysztoszek, główna ekonomistka PKPP Lewiatan.

Jeśli już zdarzyło się, że firmy przejmowały inne spółki, najczęściej robiły to po to, by wchodzić na nowe rynki geograficzne (27 proc. wskazań), zwiększać moce produkcyjne (21 proc.) lub poszerzać ofertę o nowy produkt lub segment działalności (14 proc.). Najczęściej wykorzystywały do tego własne oszczędności (83 proc.), rzadziej finansowały tę transakcję kredytem bankowym (17 proc.). Żadna firma biorąca udział w badaniu nie wykorzystywała bardziej skomplikowanych form finansowania, np. emisji obligacji czy wejścia na giełdę.

— Badanie po raz kolejny pokazuje, że polskie małe i średnie firmy są zbyt zachowawcze w swoim podejściu do rozwoju. Trzymają się modelu biznesowego, który dzisiaj wydaje się archaiczny: najpierw przez lata będę odkładał pieniądze, żeby kiedyś kupić nową maszynę, a za kolejne parę lat może postawię nową fabrykę. Ten strach przed ryzykiem jest często nadmierny i sprawia, że firmy rozwijają się znacznie wolniej od swojego potencjału — przekonuje Małgorzata Krzysztoszek.

Warto być czujnym

Spośród firm, które nigdy nie uczestniczyły w transakcji fuzji lub przejęcia, zdecydowana większość, bo aż 80 proc., zupełnie nie planuje takich operacji w przyszłości. Traktują rozwój organiczny jako jedyną możliwą drogę, którą będą szły. Tylko 7 proc. przedsiębiorców deklaruje, że zamierza przejąć jakąś inną firmę, 9 proc. chce sprzedać swój biznes, a 4 proc. chce się z kimś połączyć.

— Niezależnie od tego, czy mówimy o dużej korporacji, czy o niedużej firmie, powinny one stale rozglądać się za możliwościami przejęć. Wielkość przedsiębiorstwa nie ma znaczenia, bo zawsze może trafić się okazja, która pomoże naszej firmie skokowo się rozwinąć. Ponadto, takie monitorowanie ewentualnych obiektów przejęć pozwala przedsiębiorcom lepiej orientować się w aktualnej sytuacji rynkowej, a to zawsze się przydaje w codziennej działalności — przekonuje Krzysztof Kempiński, dyrektor zarządzający Unicredit CAIB. Spytaliśmy Gazele, co powstrzymuje je przed kupowaniem innych firm. Brak finansowania? Problemy prawne? Nic z tych rzeczy. Najczęstszą przyczyną wskazywaną przez przedsiębiorców jest kryzys. Ponad 39 proc. firm, które rozważają transakcję fuzji i przejęcia w przyszłości, deklaruje, że czas dekoniunktury jest zły na takie operacje. Wolą poczekać, aż sytuacja gospodarki się poprawi.

— To jest postawienie sprawy na głowie. Właśnie kryzys jest najlepszym momentem do przejęć. W czasie dekoniunktury najłatwiej znaleźć okazję, czyli perspektywiczny biznes w niskiej cenie. Kiedy sytuacja gospodarcza się poprawi, będzie już za późno na zakupy, bo ceny pójdą w górę — zapewnia Małgorzata Krzysztoszek. Szansy, jakiej daje kryzys, nie zamierzają zmarnować fundusze private equity. Obecnie aktywnie rozglądają się po rynku w poszukiwaniu ciekawych firm do przejęcia.

— Obserwujemy duże zainteresowanie firmami działającymi w szeroko rozumianej branży ochrony zdrowia. Wciąż bardzo atrakcyjne są też detaliczne sieci handlowe, przedsiębiorstwa wytwarzające produkty pod markami własnymi sieci handlowych i firmy działające w obszarze usług komunalnych — wylicza Maciej Kożuchowski, radca prawny z Kancelarii Gessel.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane