BCC marzy się wielka debata o przyszłości kraju. Przy okazji organizacja dała prztyczka w nos opozycji, która nie czuje się winna.
Zapobiegnięcie demograficznej katastrofie, przebudowa systemu emerytalnego, uelastycznienie form zatrudnienia — takie, według Business Centre Club (BCC), tematy powinny znaleźć się w ogólnonarodowej debacie, którą miałyby podjąć elity polityczne.
— Prognozy nie są najlepsze. Jeśli czegoś nie zrobimy, czeka nas głęboki kryzys demograficzny, co przełoży się na kryzys gospodarczy — przestrzega Zbigniew Żurek, wiceprezes BCC i sekretarz Komisji Trójstronnej.
Jego zdaniem, taka debata miałaby wybiegać poza dwie, a nawet trzy kadencje parlamentu, a udział w niej, oprócz polityków, miałyby wziąć wszystkie zainteresowane środowiska. BCC proponuje, by w debacie wykorzystać m.in. Komisję Trójstronną ds. Społeczno-Gospodarczych.
— Nierozwiązane pozostają też sprawy finansów państwa. To tykająca bomba zegarowa — uważa Marek Goliszewski, prezes BCC.
Organizacja uważa, że na poparcie zasługują m.in. niektóre pomysły Zyty Gilowskiej, wicepremier i minister finansów. Chodzi przede wszystkim o dążenie do zmiany prawa podatkowego czy centralizacji wydawania wiążących interpretacji prawa podatkowego.
Przy tej okazji przedstawiciele BCC nie ukrywają też rozgoryczenia z powodu ostatnich głosowań w Sejmie.
— Opozycja przepuszcza gnioty ustawowe i o to mamy do niej żal — mówi Marek Goliszewski.
Ma on na myśli głosowanie opozycji za tzw. becikowym oraz głosowanie nad przyjęciem rządowego projektu ustawy o kontroli skarbowej i ordynacji podatkowej.
— Pan prezes chyba szuka swojego miejsca na scenie politycznej, a nie gospodarczej. Nie przypominam sobie, by BCC zgłosiło się do mnie z krytyką tych przepisów — ripostuje Adam Szejnfeld, poseł Platformy Obywatelskiej.
Niemniej do pomysłu na rozpoczęcie ogólnonarodowej debaty jest życzliwie nastawiony i deklaruje włączenie do niej PO.