Droga do Pani Walewskiej

Agnieszka Janas
opublikowano: 2005-05-20 00:00

Drogie były zawsze. I zawsze tak samo pożądane... Aromaty, zapachy, perfumy.

Strona nie pachnie! A powinna. Nadruk na kolorowej okładce katalogu wystawy-targów „Młodość, wdzięk i uroda” zapewnia, że nasączono ją perfumami „Kwiat Wschodu”. Rozczarowanie mija, gdy spojrzy się na datę: 10-26 kwietnia 1937 r. Jak pachniały tak reklamowane perfumy? Tego się nie dowiemy...

Jedno jednak pewne — pod koniec dwudziestolecia międzywojennego w Polsce prężnie rozwijała się przemysłowa produkcja kosmetyków i perfum. Działały zakłady szacownych, starych marek, nowoczesne polskie fabryki produkcyjne i filie zagranicznych koncernów kosmetycznych. Organizowano targi i konkursy jakości. Katalogi targowe i cenniki producentów ozdabiano kolorowymi zdjęciami, a strony nasączano zapachami. Produkty czołowych firm, jak choćby Miraculum, reklamowały artystki, np. Hanka Ordonówna, ale i popularne gwiazdki prasy brukowej, jak Zofia Batycka — początkująca aktorka, Miss Polonia z 1930 r. i Miss Paramountu z 1931 r.

Sprowadzano też najdroższe i najnowsze zapachy, sygnowane przez wielkie marki... Magdalena Samozwaniec tak wspomina prezenty przynoszone przez ojca, Wojciecha Kossaka: „Tatko szalenie lubił brać wszystko na kredyt. Największym wężem-kusicielem był Głogowiecki, który miał luksusową perfumerię na rogu Rynku i Sławkowskiej. Ceny na kredyt były oczywiście o wiele wyższe niż za gotówkę. Rachunki wynosiły potem kilkaset złotych. Tatko był dziecinny, bawiło go szalenie, aby przychodzić obładowanym paczkami do domu i wręczać każdemu to, co dla niego było najstosowniejszym prezentem.

— Proszę, to są dla Maniusi perfumy Guerlaina, i angielskie mydełka, i sole pachnące do kąpieli...

— Pewnie znowu wziąłeś na kredyt, mój Wojteczku — wzdychała małżonka (...).

— Maniusi to trudno dogodzić. (...) Namaluję obrazek i będzie zapłacone. A tutaj dla Magdusi kremy Elisabeth Arden, a dla Lilusi (Maria Pawlikowska-Jasnorzewska) te perfumy (…)”.

Alembiki w aptece

Wiek XX to czas rozwoju przemysłu perfumeryjno-kosmetycznego. Ale tradycja wyrobu zapachów i kosmetyków na ziemiach polskich jest dużo starsza. Jej początków można szukać już w XIII w., w kramach aptecznych na Śląsku. Gotowe produkty — nie najtańsze w końcu — szybko traciły właściwości. Nie sprzedane — przynosiły straty. Składniki do ich wytwarzania zachowywały właściwości znacznie dłużej. Aptekarze zaczęli więc tworzyć zapachy na miejscu, uwzględniając obowiązującą w danym czasie modę.

— Produkcja wód aromatyzowanych polega na destylacji w specjalnych naczyniach — alembikach — olejków aromatycznych, a następnie na mieszaniu ich z alkoholem. Metodę tę, stosowaną do dziś w przemyśle perfumeryjnym, wynaleźli w VIII w. Arabowie. Produkcja pierwszych kosmetyków i zapachów więc siłą rzeczy musiała rozpocząć się w aptekach. Trzeba było mieć odpowiedni sprzęt oraz umiejętności. A mieli je wykształceni mistrzowie aptekarscy. Najstarsze pisane świadectwa produkcji wód pachnących w aptekach to przepisy zamieszczone w „Pharmacopoea Regni Poloniae” z 1817 r. Woda kolońska używana była wtedy nie tylko do nacierania skroni i „trzeźwienia” zewnętrznego. Stosowano ją także wewnętrznie: kilka kropel na łyżeczkę cukru — opowiada dr Iwona Arabas, dyrektor Muzeum Farmacji im. mgr Antoniny Leśniewskiej w Warszawie.

Już w połowie XIX w. apteki — mimo że jeszcze przez sto lat miały pozostać miejscem produkcji — przestały być głównym źródłem zaopatrzenia w zapachy. Przegrywały możliwościami produkcyjnymi z otwieranymi wtedy pierwszymi manufakturami kosmetycznymi. Zaczynały one od produkcji mydeł i środków czystości, potem przychodziła pora na kremy, zwieńczeniem była produkcja perfum. Kupowano też za granicą, np. we Francji, gotowe kompozycje zapachowe. Sprowadzone do kraju i przetworzone trafiały do pięknych flakoników...

Opera mydlana

Fabryka Przemysłu Mydlarskiego i Perfumeryjnego Fryderyk Puls, założona w 1852 r., oraz Towarzystwo Akcyjne Produktów Chemicznych Praga, powołane w 1896 r. — to jedne z najstarszych warszawskich przedsiębiorstw. Ich losy? Potoczyły się różnymi drogami. Fryderyk Puls — wielokrotny uczestnik wystaw krajowych, w 1921 r. został spółką akcyjną. Dumnie obchodził 75-lecie w 1927 r. Nie przetrwał wojny i czasów powojennych. Nawet nazwa nie utrwaliła się w pamięci warszawiaków. Tymczasem Praga poszukiwała odpowiedniego partnera, który zapewniłby jej rozwój. Kilkakrotnie zmieniała właścicieli i profil produkcji — wytwarzała nawet tłuszcze spożywcze. Gdy w 1925 r. stała się własnością koncernu Schicht-Lever, stołeczna prasa donosiła, że wreszcie nastąpi koniec szkodliwej dla środowiska i uciążliwej dla mieszkańców produkcji. Ale... wejście koncernu miało negatywny wpływ na rodzimy biznes. Upadła połowa przedsiębiorstw tej branży w stolicy. Koncern wykorzystał swoją przewagę, docenił strategiczne położenie zakładów i przeniósł tu produkcję wody toaletowej Kolodent (licencja Serga), wytwarzanej od 1921 r. w zakładach w Trzebini. Produkowano tu także jeden z najsłynniejszych polskich kosmetyków — mydło Biały Jeleń. Po wojnie, znacjonalizowane przedsiębiorstwo otrzymało nazwę Uroda. W 1995 r. fabryka zostaje sprzedana angielskiemu koncernowi PZ Cussons. Nowy właściciel wycofuje z produkcji cieszące się w latach 90. perfumy Tessa i koncentruje na środkach do higieny. Uroda — tylko 20 lat młodsza od obecnego właściciela (Thomas Cussons otworzył swoją fabrykę w 1869 r.) — powoli traci 100 lat swej tradycji. Strona internetowa koncernu rozpoczyna historię zakładów od... 1995 r.

Młodość, wdzięk i uroda

Przemysł kosmetyczno-perfumeryjny „wybuchł” w pierwszych latach niepodległości Polski. Na fali entuzjazmu budowania państwa i nowoczesnej gospodarki powstało wiele zakładów przemysłowych, z których część istnieje do dziś: w Łodzi w 1925 r. otworzyła się fabryka kosmetyków Ewa, rok wcześniej nastąpiło otwarcie Miraculum w Krakowie, w Katowicach uruchomiona zostaje Savona. W 1929 r. spółka Pebeco zaczyna produkować w Katowicach kosmetyki na licencji Beiersdorfu. Produkcja przeniesiona zostaje w 1931 r. do Poznania. Po wojnie spółka zasłynęła pod nazwą Lechia. W katalogu „Młodość, wdzięk i uroda” Stanisław Górski, właściciel założonego w Warszawie w 1880 r. zakładu kosmetyczno-perfumeryjnego i prezes związku fabrykantów wyrobów perfumeryjno-kosmetycznych i mydeł toaletowych, z dumą pisał:

„Powojenne piętnastolecie przyniosło na całym świecie zasadniczy zwrot w dziedzinie produkcji artykułów perfumeryjno-kosmetycznych. (...) Dawne rzeczy zbytku stały się artykułami codziennej potrzeby. Wytwarzamy w Polsce wszystko, co na świecie jest produkowane. Liczba przedsiębiorstw perfumeryjno-kosmetycznych stale wzrasta i sięga już 250 placówek. Wytwarzają one rocznie 3 mln kg mydeł toaletowych, kosmetyków i pachnideł”.

Zakład taki nie oznaczał pewnego zysku... Polscy przedsiębiorcy denerwowali się, że nic nie chroni naszego rynku przed drenażem finansowym koncernów, otwierających tu swoje filie. Dowód? Bankructwa warszawskich mydlarni. Gdy do stolicy wkraczał koncern Schicht-Lever działało tu 70 zakładów, 10 lat później pozostało ich tylko 30. Ostra konkurencja nie była jedynym problem polskich producentów. Za jeden z najważniejszych powszechnie uważano... niski poziom higieny społeczeństwa!

„Przeciętnie na jednego obywatela Rzeczypospolitej przypada rocznie zapotrzebowanie 1,20 zł na artykuły perfumeryjno-kosmetyczne. Jest to niewiele, nawet znikomo mało (…)” — ubolewała w katalogu „Młodość, wdzięki i uroda” dr Janina Iwanowska, właścicielka laboratorium kosmetycznego.

Preparaty dr. Lustra

Najstarszym zakładem, który przed wojeną zaczął wytwarzać perfumy i produkuje je do dziś, jest przedsięwzięcie dr. Leona Lustra. Ten krakowski farmaceuta porzucił wyuczony zawód na rzecz produkcji swoich, słynnych w mieście kremów. Wraz z inż. Witoldem Böhmem i Henrykiem Pakszwerem zarejestrował w 1924 r. spółkę: Doktora Lustra Preparaty Kosmetyczno-Lekarskie Miraculum. Nazwa starannie obmyślana — miraculum bowiem to cud po łacinie. I stał się cud...

Na początku spółka zatrudniała dwóch pracowników, dwa lata później — 20, w 1929 r. — już 70. Odnosiła sukcesy: w 1931 r. dostała złoty medal za puder na międzynarodowej wystawie w Paryżu, w 1938 r. rozpoczyna produkcję wód toaletowych oraz zostaje przedstawicielem na Polskę firmy Chlorodont. W 1939 r. dr Luster i Henryk Pakszwer sprzedają udziały. W czasie okupacji Miraculum, połączone z inną krakowską spółką, produkuje mydła. Znacjonalizowane po wojnie dostaje za zadanie produkcję kosmetyków i perfum. Pierwszy zapach wypuszcza w 1955 r. — Tango dla pań i Brigde dla panów. Dopiero w 1974 r. zostaje wprowadzona do sprzedaży, kupiona za granicą kompozycja, która zasłynie jako zapach-ikona lat 70. — Pani Wawelska. Mimo wahań sprzedaży pod koniec lat 90., perfumy te, i w wersji klasycznej — w kobaltowym flakonie, i gold — w białej buteleczce, wciąż kojarzą się z polską marką perfum. Obecnie Miraculum, część grupy Kolastyna, produkuje rocznie 100 tys. buteleczek tego zapachu.

Polska specjalizacja

Krajowy przemysł perfumeryjno-kosmetyczny kwitł aż do września 1939 r. W czasie okupacji zakłady produkowały głównie środki czystości. Po wojnie, część zakładów, m.in.: Savona, Ewa, Lechia, Uroda, została znacjonalizowana, a następnie zjednoczona w jeden organizm — Pollenę. Przedsiębiorcom udawało się jednak otwierać nowe, rodzinne zakłady wytwórcze. Produkcja kosmetyków i zapachów była hołubiona przez władze. Polska miała bowiem za zadanie dostarczać na „wspólny socjalistyczny rynek” właśnie takie artykuły. Dostęp do renomowanych producentów kompozycji zapachowych był ograniczony, powstała więc fabryka je wytwarzająca — Pollena Aroma (1956 r.). W gospodarce rynkowej moloch przestaje być opłacalny. Zjednoczenie podzielono, a większość zakładów sprzedana zagranicznym firmom...

Pod koniec 2004 r. w Polsce działały 633 zakłady, zajmujące się produkcją artykułów toaletowych, w tym perfum. W tej części Europy właściwe nie mamy konkurencji...