Droga do Unii była prosta i wyboista

Wojciech Kmita, Albert Stawiszyński
opublikowano: 30-12-2004, 00:00

Ten rok był przełomowy ze względu na dostosowanie polskiego prawa do unijnego. Z pewnymi zastrzeżeniami proces ten można uznać za udany.

1 maja 2004 r. zaczęło w Polsce obowiązywać prawo wspólnotowe — bezpośrednio bądź poprzez wdrożenie odpowiednich uregulowań do polskiego systemu prawnego.

Co ważne, prawo wspólnotowe stało się nadrzędne wobec wszelkich innych krajowych regulacji. Uznanie konsekwencji tego faktu nie przychodziło krajom członkowskim łatwo. Problemy konstytucyjne miały z tym m.in. Francja, Niemcy i Włochy. Polski ustawodawca także nie okazał się doskonały.

Przy tym harmonizacja prawa krajowego z unijnym to nie tylko prosta zmiana przepisów na papierze. To przede wszystkim wprowadzenie nowych norm w życie oraz odpowiednia ich interpretacja przez sądy i organy administracji. A z tym jest już znacznie gorzej.

Oczywiście, proces harmonizacji nie rozpoczął się w 2004 r. Już od lipca 2000 r. w Sejmie działała Komisja Prawa Europejskiego, nadzorująca ten skomplikowany proces (kierował nią najpierw Bronisław Geremek, a potem Józef Oleksy). Sprzyjała temu także przyjęta wobec tych przepisów tzw. szybka ścieżka legislacyjna. W efekcie wiele aktów prawnych przygotowanych zostało znacznie wcześniej.

Zaległości są, ale nieduże

W połowie listopada 2004 r. polski rząd poinformował Komisję Europejską, że nasz kraj nie wdrożył jeszcze przepisów 50 unijnych dyrektyw. Nieco mniej zaległości doliczyła się Komisja Europejska. W grudniowym raporcie wypomniała nam tylko 41 dyrektyw i... pochwaliła za całokształt prac dostosowawczych. Okazuje się bowiem, że w tej trudnej konkurencji plasujemy się na czwartym miejscu w Unii, pozostawiając daleko w tyle wiele krajów tzw. starej UE, m.in. Francję i Niemcy (odpowiednio 70 i 62).

Łacznie z 2518 unijnych dyrektyw, które powinny obowiązywać w Polsce, 2477 ma już swoje odpowiedniki (98,37 proc.). Z państw, które z nami weszły do UE, lepsza jest tylko Litwa (ponad 99,3 proc.). Przykładowo Czechy nie wprowadziły w życie jeszcze 193, a Słowacja 157 wspólnotowych dyrektyw (rekordzistką jest Malta — 248).

Wprawdzie 41 nie wdrożonych przez Polskę w życie aktów prawnych to niewiele, ale za każdy z tych przypadków grozi nam ze strony Komisji Europejskiej upomnienie, które w ostatecznym rozrachunku może znaleźć finał w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości (ETS).

Wśród zaległości są zarówno drobne sprawy (dyrektywa o instalacji w portach urządzeń do zbierania odpadów), jak i znacznie poważniejsze (dopiero niedawno Sejm uporał się z tzw. ustawą wrakową, ustalającą obowiązek utylizacji starych samochodów).

— Wysoka ocena procesu dostosowania polskiego prawa do unijnego przez Komisję Europejską może cieszyć, ale niestety, nie dotyczy ona sposobu, w jaki prawo europejskie jest stosowane w Polsce. A na tym polu jest jeszcze wiele do zrobienia — podkreśla Marta Sendrowicz z kancelarii prawnej Baker & McKenzie.

Problemy z jakością

W 2004 r. Sejm uchwalił 249 ustaw i nowelizacji. Większość zawierała przepisy dostosowujące prawo do przepisów UE, niemniej częściowo uzasadniona akcesją obfita twórczość legislacyjna budzi obawy o inflację prawa. System staje się coraz bardziej rozbudowany i skomplikowany.

Zarzuty można również postawić wobec harmonizacji prawa UE. Przeważa mechaniczne przenoszenie dyrektyw do ustaw, co prowadzi do przeregulowania i destrukcji krajowego systemu prawnego. Do tego dochodzą słaba jakość tłumaczeń, czego efektem są liczne rozbieżności terminologiczne oraz uboga baza oficjalnie przetłumaczonych orzeczeń ETS, które zawierają wiążące w całej Unii wykładnie przepisów prawa europejskiego.

— Problemy wynikają również z odmiennego podejścia do wykładni prawa. W Unii kluczowe znaczenie ma wykładnia celowościowa, stąd obszerne preambuły poprzedzające akty prawne. Wskazują one, jak mają być interpretowane przepisy. W Polsce panuje przywiązanie do wykładni literalnej przepisów. Tymczasem przepisów prawa europejskiego nie da się i nie wolno w ten sposób interpretować — uważa Marta Sendrowicz.

Jej zdaniem, w niektórych sektorach (np. farmaceutycznym) nadal dominuje myślenie o ochronie rodzimego przemysłu i krajowych przedsiębiorców, a taka dyskryminacja jest bardzo poważnym naruszeniem zasad prawa europejskiego. Wiele jest również niejasności w zakresie udzielania przedsiębiorcom wsparcia z funduszy strukturalnych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wojciech Kmita, Albert Stawiszyński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu