Droga energia pogrąża huty

Barbara Warpechowska
08-11-2013, 00:00

Nasze moce produkcyjne są mniejsze niż potrzeby. Mimo to i tak ich nie wykorzystujemy w pełni ze względu na zbyt drogie prąd i gaz

Według danych Worldsteel, w Polsce we wrześniu wyprodukowano 730 tys. ton stali surowej, czyli o 4,6 proc. więcej niż przed rokiem i o 0,8 proc. więcej niż przed dwoma laty. Biorąc jednak pod uwagę trzy kwartały, to produkcja wyniosła 6,1 mln ton, a to oznacza spadek o 8,8 proc. w porównaniu z analogicznym okresem minionego roku i o 7,3 proc. w porównaniu z 2011 r.

Kłopoty z rentownością

Polskie hutnictwo jest zrestrukturyzowane, dysponuje nowoczesnymi technologiami i wyrobami. Jednak huty wykorzystują jedynie ponad 70 proc. zdolności produkcyjnych. A niewykorzystane moce produkcyjne to nie tylko potencjalnie utracone zyski. Instalacje trzeba utrzymywać, a to pociąga za sobą wysokie koszty. To zaś przekłada się na rentowność hut.

— Od 2004 r., kiedy przejęliśmy Polskie Huty Stali, zainwestowaliśmy prawie 5 mld zł w modernizację ich zakładów, które są dla nas bardzo ważne, m.in. ze względu na lokalizację w sercu Europy. Dzięki inwestycjom z ostatnich lat są to jedne z najnowocześniejszych zakładów w Europie, np. w Krakowie mamy najnowocześniejszą walcownię gorącą w Europie, a w Dąbrowie Górniczej nowoczesną instalacjęciągłego odlewania stali. Jeszcze w tym roku w dąbrowskiej walcowni dużej uruchomimy instalację do produkcji długiej szyny (120 m) oraz centrum serwisowe grodzic — mówi Surojit Ghosh, członek zarządu ArcelorMittal Poland.

Spada konkurencyjność

ArcelorMittal na razie zapowiada, że chce nadal produkować stal w Polsce, ale wskazuje na rosnące obciążenia i problemy z rentownością. Najlepszym przykładem jest decyzja właściciela Huty Częstochowa, który zatrzymał stalownię, a walcownia wykorzystuje wsad z huty ISD w Alczewsku na Ukrainie. Nawet po dodaniu kosztów transportu jest on tańszy niż produkowany na miejscu.

To dowód, że polskim producentom wyrobów hutniczych coraz trudniej zachować konkurencyjność. Stalownie w Polsce mają jeden z najniższych w Unii Europejskiej wskaźników wykorzystania mocy produkcyjnych.

Stefan Dzienniak, prezes Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej podkreśla, że inwestycja w budowę wielkiego pieca zwraca się po 10-14 latach. Kto dziś zdecyduje się na takie ryzyko? Wszystko wskazuje na to, że najpierw się zwinie metalurgia odpowiadająca za produkcję stali surowej. Jeżeli nic się nie zmieni w otoczeniu biznesowym, to niewykluczone, że za kilka lat trzeba będzie zamknąć działające w Polsce wielkie piece.

— Ze względu na najwyższy w Europie podatek akcyzowy na nośniki energii nie jest łatwo konkurować z gospodarkami, których warunki rynkowe są korzystniejsze. Ceny energii stanowią jeden z najważniejszych czynników kształtujących konkurencyjność firm z sektora produkcji stali. Obecnie są one powodem, dla którego polski sektor stali pozostaje w tyle za gospodarkami państw ościennych oraz unijną średnią. Innym zagrożeniem dla polskiej stali i innych energochłonnych gałęzi przemysłu są uprawnienia do emisji CO2. Jeśli producenci energii będą zobowiązani do ich zakupu na wolnym rynku, wtedy będą zmuszeni przerzucić poniesione w ten sposób koszty na swoich klientów — mówi Stefan Dzienniak.

Niedawno branży udało się powstrzymać wejście w życie przepisów, które mogłyby być zabójcze dla hutnictwa. Chodzi o wprowadzenie akcyzy na wytwarzane w zakładach produkcyjnych gazy procesowe. Ministerstwo Finansów w ostatniej chwili wycofało się z tego pomysłu.

Wysoki import

Pogarszanie się konkurencyjności polskiego przemysłu stalowego oraz oszustwa z VAT-em wpływają na rosnący z roku na rok import. Od roku 2005 Polska jest importerem stali netto, czyli więcej sprowadza, niż eksportuje. W roku 2007 poziom jawnego zużycia stali przekroczył 12 mln ton, przy produkcji 10,6 mln ton. Nawet wówczas, przy stosunkowo dużej produkcji, nie zaspokoiliśmy potrzeb własnego rynku.

W roku 2011 zużycie stali wyniosło nieco ponad 11 mln ton, w roku 2012 około 10,5 mln ton. Spada jednak udział produkcji własnej, który w 2011 roku wynosił 8,7 mln ton i 8,4 mln ton rok później. Tegoroczne prognozy mówią o 8 mln ton produkcji.

— Co roku importujemy zatem około 3 mln ton wyrobów netto. Nawet gdybyśmy wykorzystali w pełni swoje 11 mln ton mocy produkcyjnych, to i tak nie zaspokoilibyśmy w pełni popytu. Zwłaszcza biorąc pod uwagę prognozy długoterminowe, z których wynika, że Polska powinna wykorzystywać 14-15 mln ton w latach 2015-17. Krajowe hutnictwo nie pokryje tego zapotrzebowania — zauważa Stefan Dzienniak.

Zagrażamy Amerykanom?

Kolejnym zagrożeniem dla polskich producentów może być negocjowana umowa między USA a Unią Europejską. — Producenci ze Stanów Zjednoczonych poprosili amerykański rząd o ochronę przed stalą z Europy — mówi Stefan Dzienniak.

Wymienili kraje, które w ostatnich miesiącach zwiększyły eksport, m.in. Polskę. To prawda, zwiększyliśmy eksport. W ostatnim roku o 120 proc. — z 5 do 11 tys. ton. Warto tylko zapytać, czy taka wielkość może zagrozić amerykańskiemu hutnictwu? Ale dostęp do taniego gazu w USA skłonił tamtejszych producentów do inwestycji. I stąd zamieszanie. W USA regulacje chroniące rynek wprowadza się błyskawicznie. Tak się stało i tym razem. Amerykanie wprowadzili cła 56-90 proc. Jednak największą niepewność branży i wstrzymywanie się z inwestycjami budzi polityka klimatyczna Unii Europejskiej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Barbara Warpechowska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Huty / Droga energia pogrąża huty