Drogocenne drobinki

opublikowano: 28-11-2014, 00:00

Nie tylko szwajcarskie banki pękają w szwach od złota — także Alpy kryją bogate złoża tego kruszcu.

Już Rzymianie i Celtowie poszukiwali cennych bryłek w dzisiejszym regionie Disentis Sedrun w Gryzonii, a płukanie samorodków w bystrych wodach górnego Renu wciąż kusi turystów. Właśnie — turystów, bo alpejscy górale zażarcie bronią bogactwa natury przed zakusami firm wydobywczych. a

Kilka lat temu kanadyjska firma NV Gold Toronto opracowała plan eksploatacji złóż złota w dolinie Medel w szwajcarskich Alpach. Według szacunków specjalistów, kopalnia przynosiłaby 750 mln franków rocznego dochodu. Część — 30-40 mln franków — dostałyby okoliczne wioski. Ich mieszkańcy nie zgodzili się jednak na budowę kopalni. W kwietniu 2012 r. odrzucili tę inicjatywę w referendum, obawiając się degradacji środowiska naturalnego.

Połknięty bakcyl

— Bez ciężkiego sprzętu nie da się żyć z wydobywania złota, a maszyny niszczą środowisko, więc rząd na to nie zezwala — mówi Sandro Cavegn, który wraz z Priską Berther jest właścicielem firmy Aurira, organizującej kursy płukania złota w Sedrun w regionie Disentis Sedrun w kantonie Gryzonia. W regionie działają trzy takie firmy, a w całej Szwajcarii około 20. Organizują płukanie złota dla turystów, wyposażając ich jedynie w kalosze, łopaty, wiadra, płucznie (specjalne miski) i fiolki, w których lądują znalezione drobinki.

— Disentis Sedrun to najlepsze w kraju miejsce do płukania złota, bo jesteśmy blisko źródeł Renu. Tu w 1997 r. znaleziono największą bryłkę: ważyła 123,1 g. Z kolei w lipcu 2000 r. wypłukano 15 bryłek o łącznej wadze około 400 g — opowiada Sandro Cavegn. Firmę założył w 2000 r., rozwinął w 2005 r. Był wówczas instruktorem w szkółce narciarskiej i latem nie miał pracy. Pomyślał, że szukanie złota to dobry biznes, bo bakcyla połyka się błyskawicznie. Nic dziwnego, złoto zawsze budziło pożądanie... Zainwestował 500 franków (około 1750 zł) w rządową licencję na prowadzenie kursów płukania złota (co roku trzeba ją odnawiać), za pieniądze od pierwszych klientów kupił sprzęt. Pracuje od maja do połowy października, rocznie ma około 2 tys. chętnych — głównie Szwajcarów, ale też Niemców, Holendrów i Włochów. Płacą 70 franków (jakieś 245 zł) za czterogodzinne płukanie złota (z obiadem) lub 22-42 franki (77-147 zł) za pół dnia.

Co się w szlichu świeci

Przemywanie złotonośnych piasków wygląda tak: Wybiera się łopatą do wiadra piach z dna Renu, tuż przy brzegu. Potem przekłada się go partiami do specjalnej miski zwanej płucznią. Okrężnymi ruchami miski pozbywa się piachu z naczynia, pilnując, żeby nie stracić ciężkich cząsteczek, które powinny osiąść na dnie. Nie jest to łatwe… W szlichu — ciemnym koncentracie minerałów gromadzącym się na dnie płuczni — kusząco błyszczy wiele intrygujących drobinek.

— Piryty, hematyty, magnetyty, złoty piasek i złoto, a także srebro. Sporo jest też muskowitu — pospolitego minerału, którego nazwa pochodzi od łacińskiego vitrum muscoviticum, szkła moskiewskiego, gdyż w przeszłości przezroczyste płyty muskowitu wkładano w otwory okienne w domach i na statkach — opowiada Sandro Cavegn.

Najszczęśliwszy z jego klientów znalazł kiedyś bryłkę złota o wadze 1 g. Co mógł z nią zrobić?

— Nie sprzedajemy złota w banku, tylko wśród kolekcjonerów, bo bryłki są droższe jako obiekt kolekcjonerski: za 1 g złota bank płaci 35 franków (ponad 120 zł), a kolekcjonerzy — 200 dolarów (około 680 zł) — twierdzi Sandro Cavegn. Szwajcarscy kolekcjonerzy skupiają się wokół giełd minerałów w Niemczech i we Francji, a także właśnie w Disentis, gdzie w pierwszy weekend sierpnia odbywa się słynny targ, na który ściągają pasjonaci nawet z odległych Australii i Stanów Zjednoczonych. Sandro Cavegn, pytany, ile — jako doświadczony poszukiwacz — znajduje gramów złota dziennie, dyplomatycznie odpowiada, że gdyby przez cały sezon dzień w dzień przepłukiwał złotonośne piaski, zebrałby nawet 100 g kruszcu. Sił w płukaniu złota można też spróbować w Polsce, m.in. w okolicach Szklarskiej Poręby, Świeradowa, Jeleniej Góry i Karpacza, a także w słynnej Złotoryi, gdzie odbywają się międzynarodowe zawody w płukaniu złota.

Kuracja złotem

Wielu ludzi kupuje na giełdach złoto po to, by… je jeść — twierdzi Sandro Cavegn. Po co? Dla zdrowia — przy podagrze, skłonności do grypy i problemach żołądkowych, przy reumatyzmie, artretyzmie i zapaleniu wielostawowym. Taką kurację zaleca święta Hildegarda z Bingen (1098-1179). Benedyktynka radzi przygotować ciasto z 1,2 g złotego proszku, dwóch łyżek mąki orkiszowej i dwóch łyżek wody. Ciasto przepołowić. Jedną połówkę spożyć pierwszego dnia na pół godziny przed śniadaniem, drugą następnego dnia piec przez 15 minut w temperaturze około 180 stopni i zjeść na pół godziny przed śniadaniem. Postępując w ten sposób, zdrowy zachowa zdrowie, a chory wyzdrowieje.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: KAROLINA GUZIŃSKA

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu