Drogowa dyrekcja odpiera zarzuty

  • Emil Górecki
opublikowano: 09-07-2013, 00:00

To nie my doprowadziliśmy wykonawców do bankructwa, a ambasadorowie zostali wprowadzeni w błąd — twierdzi szef GDDKiA

Lech Witecki, p.o. szefa Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA), nie ma ostatnio łatwego życia. Wczoraj pisaliśmy o liście, w którym szef firmy Bogl & Krysl skarżył się, że dopóki spółka nie zapewniła przejezdności autostradzie A2 przed EURO 2012, z urzędnikami GDDKiA pracowało mu się dobrze. Potem relacje się popsuły. W czerwcu do ministra gospodarki na działanie GDDKiA poskarżyli się ambasadorowie sześciu krajów. Jakby tego było mało — Jarosław Duszewski, przedstawiciel Alpine Bau, nie pozostawił na Lechu Witeckim suchej nitki, zarzucając mu doprowadzenie spółki do upadłości.

Zobacz więcej

DURA LEX, SED LEX: Zasady twarde, ale sprawiedliwe i jednakowe dla wszystkich — tak Lech Witecki, p.o. szefa Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, określa proces budowania dróg w Polsce. W tarapaty wpadli ci wykonawcy, którzy budowali z dewizą „jakoś to będzie”. [FOT. WM]

— Zadłużenie Alpine Bau sięga około 2,5 mld EUR, a wartość kontraktów z GDDKiA — około 400 mln EUR. Zestawienie tych kwot wyraźnie wskazuje, że problemy Alpine w Polsce mogą wynikać z kłopotów w Austrii. Może zamiast atakować GDDKiA, należy przyjrzeć się niedoszacowanym przez spółkę kontraktom, jak choćby budowie krajowej „16” — mówi Lech Witecki.

Oferta Alpine na budowę „szesnastki” została przez GDDKiA odrzucona ze względu na rażąco niską cenę. Potwierdziła to Krajowa Izba Odwoławcza. Od tej decyzji wykonawca się odwołał do sądu. W rezultacie GDDKiA została zmuszona do podpisania umowy, a firma wkrótce zwróciła się o dopłatę do kontraktu.

— Ambasadorowie zostali wprowadzeni w błąd. Napisali o 10 mld zł roszczeń, które obciążają płynność firm i prowadzą do ich upadłości. Tymczasem kwota zgłoszonych roszczeń to około 4 mld zł, z których GDDKiA za zasadne uznała około 56 mln zł. Pozostałe mogą zostać zgłoszone do sądu. Jednak radzę spojrzeć na statystyki. Z 11 zakończonych spraw blisko 91 proc. wartości roszczeń wygraliśmy — dodaje Lech Witecki.

Płacą za fuszerki

Szef GDDKiA uważa, że naciski są wywołane przez zmiany, które wprowadził.

— Klientami GDDKiA są kierowcy, a nie wykonawcy. Zainwestowaliśmy ponad 100 mln zł w laboratoria, dzięki którym sprawdzamy na każdym etapie budowy, czy droga jest realizowana zgodnie z kontraktem. Wymagamy 5-10 lat gwarancji, choć wcześniej wymagany był tylko rok. Nie ma nieuzasadnionych aneksów do umów. Egzekwujemy dokładnie taką jakość dróg, jaka została zapisana w umowach. To kosztowało wykonawców kilkaset milionów złotych. Mogą nas za to nie kochać, ale teraz za fuszerki płaci nie kierowca, lecz ich autor — mówi szef GDDKiA.

Jego zdaniem, generalnym wykonawcom nie podobało się dopuszczenie do przetargów tuż przed największym boomem około 200 firm budowlanych. Wcześniej taką możliwość miało 30.

— Bronimy podwykonawców. Dziś powinni być zgłaszani przez generalnych wykonawców, którzy są zmuszeni im płacić, żeby otrzymać płatności od nas. Ich zdaniem, to zbyt duża ingerencja w relacje biznesowe, ale de facto może chodzić o to, że nie mogą już wyciskać zysków na podwykonawcach. To zaczyna działać, bo podwykonawcy nie chcą już pracować z dużymi firmami bez podpisania umowy — mówi Lech Witecki.

Nie urzędnik, lecz rynek

Zarzuty wobec GDDKiA dotyczą także dopuszczania do przetargów firm bez referencji oraz dających zbyt niską cenę. Jej szef nie zamierza lobbować za zdefiniowaniem „rażąco niskiej ceny”, bo to walka z wiatrakami. Takie narzędzie by się przydało, ale nie udało się go określić w żadnym unijnym kraju. Poza tym nie chce oddawać w ręce urzędników decyzji o tym, kto jest, a kto nie jest w stanie podołać budowie drogi.

— Obiektywnym weryfikatorem tego, czy oferta jest dobrze wyszacowana, są instytucjefinansowe, które przed udzieleniem gwarancji robią dokładne badanie spółki. Nie zdarzyło się, by wygrany nie mógł podpisać umowy, bo nie uzyskał gwarancji. Wiemy, że szefowie wielu firm wykonawczych byli sowicie nagradzani za zdobycie kontraktów, a nie za doprowadzenie ich do końca. To się zmieniło. Wykonawcy wiedzą już, że warunki określane przez GDDKiA są jasne i stałe, co pozwala na stabilne prowadzenie biznesu. Każdy ma równe szanse i takie same wyzwania, dlatego uważam, że składane obecnie oferty mogą być wreszcie rzetelnie wyszacowane — mówi Lech Witecki.

Odcinanie najtańszych ofert uważa za niesprawiedliwe i niezgodne z unijnymi dyrektywami. Postulaty branży o takie rozwiązanie to strata czasu.

— Firmy potrafią uzyskać oszczędności dzięki organizacji pracy, czasem wzmocnieniu dozoru czy zmianom projektowym, które nie obniżają parametrów. W 2012 r. oddaliśmy do użytku 700 km autostrad i dróg ekspresowych, wybudowanych średnio za 55 proc. kosztorysów inwestorskich. W latach 2008-15 realizujemy około 270 kontraktów o łącznej wartości około 100 mld zł. Upadłości spowodowane błędami w zarządzaniu ogłosiło dziewięć spółek, z którymi GDDKiA podpisała umowy. To około 3 proc. ogólnej liczby firm budowlanych, które ogłosiły upadłość — wylicza Lech Witecki.

Inne przesłanki, wniosek ten sam
Upadłości i problemy płynnościowe firm budowlanych już nie powinny się powtórzyć — prognozuje GDDKiA. Z taką opinią zgadza się Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa (PZPB).
— Znaczna grupa firm już nie będzie chciała podejmować ryzyka budowy kolejnych autostrad lub nie dostanie gwarancji od instytucji finansowych. W ich miejsce mogą się pojawić spółki, które niczego w Europie nie wybudowały, jak COVEC, po którego porażce skarb państwa nie zobaczył pieniędzy od gwaranta — mówi Jan Styliński.
Według niego, większość problemów branży drogowej bierze się ze źle przygotowanych projektów. Na ich podstawie firmy składają oferty tańsze, niż powinny, bo w trakcie realizacji pojawiają się dodatkowe koszty, których GDDKiA nie chce uznać. Poprawianie dokumentacji opóźnia budowę, a dyrekcja czasu nie dodaje. Firmy skarżą się, że ryzyko jest przerzucane na wykonawców, a inżynier kontraktu, który powinien na bieżąco rozwiązywać problemy między wykonawcą a GDDKiA, nie jest władny tego robić. Wszelkie decyzje podejmuje więc sama dyrekcja. To znów trwa.
— Jesteśmy w stanie przyjąć kryterium najtańszej ceny jako obowiązujące, ale do tego potrzeba dobrych projektów i doprecyzowania definicji „rażąco niskiej ceny”, co dałoby GDDKiA narzędzie eliminowania nieuczciwych oferentów — mówi Jan Styliński.

 

3,8 mld zł Na tyle pod koniec lutego GDDKiA szacowała roszczenia wykonawców…
3,24 mld zł …a tyle wynosiła wartość sporów, które były wówczas w sądzie.
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Górecki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu