EBI ma pożyczyć 450 mln EUR na naprawę dróg. Niekoniecznie na szkody po wielkiej wodzie.
Europejski Bank Inwestycyjny (EBI) rozpatruje wniosek Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) o kredyt na remont szybkich tras. Dyrekcja chce w najbliższych latach wydać na naprawę dróg 1 mld EUR, z czego 450 mln EUR ma pochodzić właśnie z EBI. Czy część tej kasy uratuje drogi po powodzi?
— Przesunięcie funduszy z kredytu EBI na projekty popowodziowe wymagałoby uzgodnienia z bankiem, a na to trzeba czasu, więc na najpilniejsze prace pewnie będziemy wykorzystywać pieniądze z Krajowego Funduszu Drogowego i z budżetu państwa — mówi Andrzej Maciejewski, zastępca szefa GDDKiA.
Z pewnością jednak część kredytu EBI trafi na naprawę zniszczonych dróg, bo zgodnie z upublicznionym tuż przed powodzią raportem dyrekcji 3,3 tys. km szybkich tras nadaje się do natychmiastowego remontu. Za najgorsze uznano drogi w Małopolsce, która jest jednym z najbardziej zniszczonych przez wodę regionów. Niewiele lepiej jest na Śląsku czy w Wielkopolsce, których wielka woda także nie oszczędziła.
W tym roku GDDKiA miała przeznaczyć na remonty 500 km dróg około 1,5 mld zł. Na naprawę wszystkich tras krajowych — według dotychczasowych szacunków — potrzeba tymczasem 7-8 mld zł. Teraz kwota może okazać się jeszcze większa, bo przecież popowodziowe szkody wyceniono na 800 mln zł, i to wstępnie. Ostateczna kwota będzie znana na przełomie czerwca i lipca, kiedy szkody wyceni także ubezpieczyciel. Jest nim firma InterRisk TU Vienna Insurance, która też pewnie będzie musiała dorzucić się do naprawy szkód. Dyrekcja liczy też, że do usuwania ich dołoży się Komisja Europejska.
— Będziemy starać się o pieniądze z funduszu solidarnościowego — dodaje Andrzej Maciejewski.