Gospodarka traci impet. Konsumpcja gospodarstw domowych, uznawana do niedawna za motor naszej gospodarki, staje się jej balastem. Przez to wzrost gospodarczy zamiast przyspieszać – jak dzieje się to dziś w większości krajów naszej części świata – zwalnia.
Zakupowa recesja
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, sprzedaż detaliczna w lutym była tylko o 0,1 proc. wyższa niż przed rokiem. Ekonomiści spodziewali się prawie 4-procentowego wzrostu. Realnie – po uwzględnieniu inflacji – sprzedaż była niższa niż przed rokiem o 2,8 proc. A przecież konsumpcja stanowi około 60 proc. polskiego PKB.
- Wyniki sprzedaży są zaskakujące słabe. Częściowo tłumaczymy to wyjątkowo ostrą zimą, ale nie tylko. Spadek zatrudnienia i nieznaczne podwyżki wynagrodzeń obniżają dochody ludności – komentuje Łukasz Wojtkowiak, ekonomista Banku Millennium.
Od robienia zakupów odstręcza Polaków też stale pogarszająca się sytuacja na rynku pracy i obawy o utratę źródła utrzymania. Bezrobocie w lutym wyniosło 13 proc. Grono osób bez pracy powiększyło się przez miesiąc o 49 tys. Łącznie w urzędach pracy zarejestrowanych jest już 2,1 mln ludzi.
- Na szczęście to jeden z ostatnich miesięcy wzrostu bezrobocia. Na wiosnę przybywać będzie prac sezonowych, a następna „zimowa górka” stopy bezrobocia będzie już na zbliżonym poziomie do tej tegorocznej. Na rynek pracy wraca więc stabilizacja – mówi Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.
Sen zimowy
Recesyjne wyniki od początku roku widać nie tylko w rynku pracy i konsumpcji. Jeszcze większe problemy w styczniu i lutym przeżywało budownictwo i wszystkie branże z nim powiązane. Produkcja budowlano montażowa w dwóch pierwszych miesiącach była w tym roku o jedną piątą niższa niż przed rokiem. Wielu ekonomistów uspakaja, że to tylko efekt srogiej zimy i niedługo wszystko wróci do normy. Nie zmienia to jednak faktu, że zaważy to na wynikach gospodarki.
- Należy spodziewać się wyhamowania wzrostu gospodarczego z 3,1 proc. w IV kwartale 2009 r. do 2,6 proc. w I kwartale 2010 r. – prognozuje Adam Czerniak, ekonomista Invest-Banku.
Na szczęście na rynku przeważa opinia, że spowalnianie nie będzie postępowało i już kolejne kwartały przyniosą poprawę koniunktury, a przynajmniej jej ustabilizowanie. Wzrost gospodarczy ma wynieść około 3 proc., wobec 1,7 proc. w 2009 r.
- Obstawiam dzisiaj scenariusz postępującego ożywienia, opierając się na założeniu, że słabe wyniki ze stycznia i lutego były skutkiem głownie wyjątkowych mrozów. Jeśli jednak marzec nie przyniesie poprawy, będzie to pogarszać perspektywy dla całego roku – mówi Łukasz Wojtkowiak.