Drugie dno kryzysu staje się faktem

JKW
opublikowano: 2010-03-25 10:31

Na szczęście na razie jest bardzo płytkie. Wychodzenie z kryzysu okazuje się trudniejsze, niż się wydawało. Ciąży przede wszystkim niepokój Kowalskiego.

Gospodarka traci impet. Konsumpcja gospodarstw domowych, uznawana do niedawna za motor naszej gospodarki, staje się jej balastem. Przez to wzrost gospodarczy zamiast przyspieszać – jak dzieje się to dziś w większości krajów naszej części świata – zwalnia.

 

Zakupowa recesja

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, sprzedaż detaliczna w lutym była tylko o 0,1 proc. wyższa niż przed rokiem. Ekonomiści spodziewali się prawie 4-procentowego wzrostu. Realnie – po uwzględnieniu inflacji – sprzedaż była niższa niż przed rokiem o 2,8 proc. A przecież konsumpcja stanowi około 60 proc. polskiego PKB.

- Wyniki sprzedaży są zaskakujące słabe. Częściowo tłumaczymy to wyjątkowo ostrą zimą, ale nie tylko. Spadek zatrudnienia i nieznaczne podwyżki wynagrodzeń obniżają dochody ludności – komentuje Łukasz Wojtkowiak, ekonomista Banku Millennium.

Od robienia zakupów odstręcza Polaków też stale pogarszająca się sytuacja na rynku pracy i obawy o utratę źródła utrzymania. Bezrobocie w lutym wyniosło 13 proc. Grono osób bez pracy powiększyło się przez miesiąc o 49 tys. Łącznie w urzędach pracy zarejestrowanych jest już 2,1 mln ludzi.

- Na szczęście to jeden z ostatnich miesięcy wzrostu bezrobocia. Na wiosnę przybywać będzie prac sezonowych, a następna „zimowa górka” stopy bezrobocia będzie już na zbliżonym poziomie do tej tegorocznej. Na rynek pracy wraca więc stabilizacja – mówi Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.

 

Sen zimowy

Recesyjne wyniki od początku roku widać nie tylko w rynku pracy i konsumpcji. Jeszcze większe problemy w styczniu i lutym przeżywało budownictwo i wszystkie branże z nim powiązane. Produkcja budowlano montażowa w dwóch pierwszych miesiącach była w tym roku o jedną piątą niższa niż przed rokiem. Wielu ekonomistów uspakaja, że to tylko efekt srogiej zimy i niedługo wszystko wróci do normy. Nie zmienia to jednak faktu, że zaważy to na wynikach gospodarki.

- Należy spodziewać się wyhamowania wzrostu gospodarczego z 3,1 proc. w IV kwartale 2009 r. do 2,6 proc. w I kwartale 2010 r. – prognozuje Adam Czerniak, ekonomista Invest-Banku.

Na szczęście na rynku przeważa opinia, że spowalnianie nie będzie postępowało i już kolejne kwartały przyniosą poprawę koniunktury, a przynajmniej jej ustabilizowanie. Wzrost gospodarczy ma wynieść około 3 proc., wobec 1,7 proc. w 2009 r.

- Obstawiam dzisiaj scenariusz postępującego ożywienia, opierając się na założeniu, że słabe wyniki ze stycznia i lutego były skutkiem głownie wyjątkowych mrozów. Jeśli jednak marzec nie przyniesie poprawy, będzie to pogarszać perspektywy dla całego roku – mówi Łukasz Wojtkowiak.