Kryzysy będą się zdarzały, więc Europa musi się przygotować — mówi była komisarz unijna.
Czy Polska powinna wstępować do strefy euro, skoro przeżywa ona wstrząsy. Czy nie weszlibyśmy do strefy zwiększonego ryzyka?
Jest wręcz przeciwnie. Cały przebieg kryzysu, nawet przypadek Grecji, pokazuje, że dzięki mechanizmom dyscyplinującym w czasach dobrej koniunktury finanse państw członkowskich Europa przeszła przez kryzys niemal suchą nogą. Mogliśmy przecież mieć kryzys na skalę lat 30. Proszę sobie wyobrazić, co by było, gdyby zamiast euro istniało 16 walut i 16 narodowych banków centralnych. Każdy oczywiście dewaluowałby swój pieniądz, aby poprawić konkurencyjność. Większość oszczędności trafiałaby do Bundesbanku, bo marka byłaby prawdopodobnie walutą najsilniejszą. Kryzys pokazał, że pewne mechanizmy dyscyplinujące nie działają... W 1999 r. Europa, tworząc unię ekonomiczno-monetarną, zbudowała jedynie część monetarną. W ramach strefy euro nie mamy żadnego mechanizmu wychodzenia z kryzysu. Pakt Stabilizacji i Wzrostu jest mechanizmem zabezpieczającym przed kryzysem, ale nie lekarstwem na wychodzenie z kryzysu, którym obdarował nas świat zewnętrzny. Stąd propozycje stworzenia czegoś na kształt europejskiego funduszu monetarnego, który pozwoliłby w przyszłości stawić czoło takiemu przypadkowi jak Grecja. Musimy odrobić nową lekcję, by stworzyć mechanizmy do wykorzystania w przyszłości.
Czyli np. wzmocnić rolę Europejskiego Banku Centralnego?
Jestem zwolennikiem utworzenia mechanizmu stabilizującego finanse publiczne, z bardzo mocnym określeniem warunków korzystania z niego. Europa powinna pójść w tę stronę, bo widać wyraźnie, że świat globalny może być światem coraz bardziej niestabilnym. Kryzysy będą się zdarzały. Jesteśmy w przeddzień wejścia do strefy euro krajów o uboższych budżetach. Dlatego mechanizmy stabilizacji są potrzebne.
Czy Europa była kiedyś mocniej zadłużona niż dzisiaj?
Nie chodzi o zadłużenie, ale o zdolność jego obsługi bez negatywnego wpływu na wzrost gospodarczy i inflację. Najważniejsze jest to, że kryzys finansowy, który zmienił się w kryzys gospodarki realnej, może skończyć się głębokim kryzysem zadłużenia publicznego. Drugie tąpnięcie byłoby groźniejsze w skutkach. Dlatego desperacko potrzebujemy wzrostu, który pozwoli obsłużyć zadłużenie. Myślę, że powrót do zadłużenia sprzed kryzysu (w relacji do PKB) wymagałby 10 do 15 lat.
Obecna perspektywa finansowa, czyli tak hojny dla Polski siedmioletni budżet Unii Europejskiej, kończy się w 2013 r. Jak wyglądają rozmowy o kolejnych latach?
Kluczowym momentem dla przyszłej polityki regionalnej, a co za tym idzie i wieloletniego budżetu UE, będzie koniec tego roku. Wtedy Komisja Europejska (KE) opublikuje piąty raport spójności z konkretnymi rozwiązaniami polityki regionalnej po 2013 r. Myślę, że przyszły kształt polityki nie będzie zasadniczo odbiegał od tego, który wyłania się teraz z toczącej się od ponad dwóch lat dyskusji. Nie wiemy natomiast, do czego doprowadzi nas debata nad strategią 2020, która ma zastąpić strategię lizbońską. Ta strategia jest przygotowaniem do debaty budżetowej. Realny termin przedstawienia przez KE propozycji nowego siedmioletniego budżetu na lata 2014-20 to pierwsza polowa 2011 r. Te wszystkie procesy są ze sobą powiązane.
Czy stanowiska PE i Komisji zbliżają się?
Zwracaliśmy na to baczną uwagę przy przesłuchaniach nowego komisarza ds. polityki regionalnej Johannesa Hahna. Uzyskaliśmy od niego zapewnienie co do fundamentów przyszłej polityki regionalnej. Dominuje pogląd, że polityka regionalna powinna obejmować wszystkie regiony i państwa. To bardzo ważne dla Polski, bo oznacza, że będzie miała godne miejsce w budżecie. Nie można zakładać, że jeśli polityka regionalna obejmowałaby tylko biedniejsze regiony, to dostałyby one więcej pieniędzy. Wręcz przeciwnie, po ostatnich poprawkach strategii 2020 widać, że rośnie poparcie dla silnej obecności polityki regionalnej w przyszłej strategii rozwoju.
Ale strategia 2020 stawia na programy bardzo innowacyjne. Czy pasuje do etapu rozwoju, na którym jest Polska? Czy nie jest skrojona pod bogate, zaawansowane państwa, jak Holandia czy kraje skandynawskie?
Strategia jest potrzebna, bo wyznacza cel dla obecnej Europy. Europa potrzebuje wzrostu. Poszukujemy jego źródeł. Bez wzrostu nie uda się pospłacać długów publicznych, które w związku z kryzysem narosły w ostatnim czasie. Patrząc na to z szerszej, globalnej perspektywy, nie ma lepszego sposobu na wzrost gospodarczy, jak innowacyjność, jak gospodarka oparta na wiedzy. Gdyby Polska ustawiła się bokiem do takiej strategii, czego na szczęście nie robimy, skazalibyśmy się na straconą dekadę. Bo świat pędzi do przodu. Nawet we wschodzących gospodarkach, takich jak Chiny czy Indie, wzrost opiera się już nie tylko na taniej sile roboczej, ale i na nowoczesnej technologii. A my musimy zrobić więcej niż "starzy" członkowie Unii...
Polska potrzebuje też "prostych" pieniędzy: na drogi, rolnictwo itp.
Dlatego wyzwaniem dla nas jest także infrastruktura, sieci teleinformatyczne, sieci energetyczne, ważny jest dostęp do internetu.
Powyższy tekst to fragment obszernego wywiadu jaki został opublikowany w "Pulsie Biznesu" 22 marca 2010 r.