Drukarki 3D stają się poważnym biznesem

Młodzi przedsiębiorcy z branży druku 3D zakładają długie spodnie. W ich firmy inwestują fundusze, a lider idzie na giełdę

Zortrax, ZMorph, 3Novatica czy Monkeytfab — te nazwy niewielu osobom w Polsce coś mówią. Jednak za kilka lat mogą być ambasadorami polskiej gospodarki na globalnym rynku. Wymienione firmy reprezentują błyskawicznie rozwijającą się branżę producentów drukarek 3D. Trzy lata temu żadna z nich nie istniała. Dziś planują globalną ekspansję i zaczynają przyciągać uwagę poważnych inwestorów.

DRUK DLA GIGANTÓW:
Zobacz więcej

DRUK DLA GIGANTÓW:

Dzięki drukarkom 3D można wydrukowac wszystko: od miniaturowego serca, poprzez jedzenie i wyposazenie domu, a skonczywszy na elementach gigantycznej turbiny. Z tej ostatniej mozliwosci skorzystał niemiecki Siemens, który za ponad 1,6 mld zł buduje elektrownie gazowo-parowa dla Orlenu. Z mozliwosci druku 3D niemiecki gigant skorzystał przy produkcji elementów sterujacych do wazacej ponad 400 ton turbiny SIEMENS AG

Przyciąganie kapitału

Na celowniku Warsaw Equity Group (WEG), funduszu, którego największym sukcesem była inwestycja w raczkujące Gadu-Gadu, znalazł się wrocławski ZMorph. Fundusz planuje zainwestować w spółkę kilka milionów złotych, dzięki którym będzie ona mogła przyśpieszyć budowę sieci sprzedaży w USA i w Kanadzie oraz zwiększyć sprzedaż drukarek do 1 tys. sztuk rocznie.

— Dopinamy tę transakcję — mówi Maciej Różycki z Warsaw Equity Group. Samą inwestycję tłumaczy tym, że drukarki 3D to dzisiaj gorący temat. To młody i bardzo perspektywiczny rynek.

Ale także ryzykowny, bo nie wiadomo, w którym rozwinie się kierunku i co go czeka za kilka lat. Mimo to WEG już teraz zdecydował się na inwestycję w ZMorph. Ma to być dla funduszu przyczółek, który może przynieść wysoką stopę zwrotu z inwestycji.

— Naszą uwagę zwrócił zespół ZMorph. Jest innowacyjny i elastyczny, co pozwoli dostosować się spółce do potencjalnych zmian, które mogą zajść na rynku drukarek 3D — podkreśla Maciej Różycki.

Zainteresowanie innych funduszy przykuwa gwiazda globalnej branży drukarek 3D rodem z Olsztyna — Zortrax. Nie chwali się ona wielkością sprzedaży, ale w dużym stopniu to właśnie dzięki niej Polska stała się ważnym punktem na branżowej mapie świata. Drukarki olsztyńskiej firmy można już kupić w 50 państwach, dzięki czemu co dziesiąta profesjonalna drukarka 3D na świecie jest już sprzedawana przez Zortrax.

Po udanej kampanii na Kickstarterze, zdobyciu lukratywnego kontraktu na dostawy 5 tys. drukarek dla Della i dwóch udanych emisjach obligacji o łącznej wartości 7,2 mln zł Zortrax szykuje się do kolejnego kroku: wejścia na warszawską giełdę.

— Kończymy pracę nad przekształceniem przedsiębiorstwa w spółkę akcyjną. Sam debiut na giełdzie planujemy na przyszły rok — mówi Tomasz Drosio, prezes spółki Zortrax.

Giełdowe IPO zostanie poprzedzone niepubliczną ofertą, skierowaną w znaczącej części do inwestorów instytucjonalnych. Ci zaś już ustawiają się w kolejce. Przyciąga ich tempo rozwoju olsztyńskiej firmy. Ubiegły rok zamknęła 12,5 mln zł przychodów i 2,8 mln zł zysku netto. W pierwszym kwartale tego miała już 7,7 mln zł przychodów i 2,1 mln zł zysku.

— Pieniądze, jakie spółka pozyska w ramach IPO pozwolą na kolejny skokowy wzrost — mówi Tomasz Drosio.

W jego ocenie polska giełda jest już gotowa do tego, by wspierać polską myśl technologiczną. Oprócz Zortraksu i ZMorpha nad Wisłą działa kilkunastu innych producentów drukarek 3D. Niektórzy z nich już znaleźli inwestora. Na przykład za warszawską 3Novaticą stoi firma Inventronics — producent elektroniki do urządzeń AGD. Natomiast jednym z udziałowców w krakowskim Pirx 3D jest Jakub Fidelus, syn Zbigniewa Fidelusa, właściciela produkującej elektronikę firmy Fideltronik, zatrudniającej ponad 1,4 tys. osób.

Nieuchronna konsolidacja

Pozostali szykują się do poszukiwania inwestora. Na świecie działa nawet tysiąc producentów drukarek. Jak twierdzi Arkadiusz Śpiewak, prezes i założyciel wrocławskiego 3D Printers, branżę nieuchronnie czeka konsolidacja. Przetrwają najsilniejsi lub ci, którzy znajdą swoją niszę. Jego firma planuje pozyskać inwestora finansowego, który przyśpieszy jej rozwój.

— Nie zamierzamy konkurować na rynku detalicznym. Nasze drukarki adresujemy do przemysłu. Zainteresowanie nimi w branży motoryzacyjnej i przemyśle lekkim jest duże. Tylko po ostatnich targach, na których wystawialiśmy nasze produkty, zgłosiło się do nas ponad stu potencjalnych klientów — mówi Arkadiusz Śpiewak.

W tym roku kierowana przez niego firma zamierza sprzedać około 300 drukarek. Jeśli ten plan uda się zrealizować, to jej przychody przekroczą 3 mln zł. Całkiem nieźle, jak na firmę, która swój pierwszy produkt sprzedała w maju 2014 r. © Ⓟ

Z fabryk do domów

Choć trudno w to uwierzyć, historia druku 3D sięga 1986 r., kiedy w USA powstała firma 3D Systems zajmująca się stereolitografią, czyli „drukiem” przy pomocy lasera. Do dziś jest ona największym dostawcą drukarek 3D na świecie. Przez lata produkcją drukarek 3D zajmowało się kilka firm, a ich klientami były firmy przemysłowe.

Drukarska rewolucja zaczęła się jednak 20 lat później, kiedy to brytyjski naukowiec Adrian Bowyer wypuścił na rynek drukarkę RepRep. Miała ona dwie zalety: mogła sama siebie wydrukować oraz była tania, dzięki czemu szybko zaczęła trafiać w ręce hobbystów.

To właśnie z ich grona wywodzą się właściciele obecnych firm, które zajmują się produkcją profesjonalnych i domowych drukarek 3D. Branża jest zdominowana przez niewielkie firmy, ale szybko rosnącym rynkiem zaczynają się interesować giganci światowej elektroniki. W listopadzie swoją pierwszą drukarkę pokazał HP. W kolejce za nią ustawiają się kolejne firmy: Canon, Epson czy Siemens.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Gawrychowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Drukarki 3D stają się poważnym biznesem