Drukarki w natarciu

opublikowano: 17-09-2018, 22:00

Branża logistyczna ma jeszcze czas, żeby się przygotować na atak producentów drukarek 3D

Ograniczenie magazynowania i transportu części zamiennych to cel, idea i oferta składana przez producentów drukarek 3D. Po co płacić za coś, co można szybciej (a wkrótce może i taniej) wydrukować na miejscu?

Na najnowocześniejszych maszynach już dziś można wydrukować jakiś detal w 24 godziny — mówi Paweł Ślusarczyk, prezes firmy CD3D i ekspert portalu centrumdruku.
Zobacz więcej

INNOWACJE:

Na najnowocześniejszych maszynach już dziś można wydrukować jakiś detal w 24 godziny — mówi Paweł Ślusarczyk, prezes firmy CD3D i ekspert portalu centrumdruku. Fot. Krzysztof Jarczewski-Forum

— To zła wiadomość dla branży logistycznej. Dobra wiadomość jest taka, że zanim nowe technologie staną się powszechne, może minąć 20-30 lat — komentuje Paweł Ślusarczyk, prezes firmy CD3D i ekspert portalu centrumdruku3d.pl.

Powołuje się na raport ING z września 2017 r., według którego przy obecnym tempie inwestycji w 2040 r. 50 proc. światowej produkcji może się odbywać na drukarkach 3D. Z danych wynika, że już 34 proc. drukarek 3D służy do produkcji części funkcjonalnych, 16 proc. — zamiennych, a 11 proc. do edukacji i celów badawczo-rozwojowych.

Pożyjemy, zobaczymy

Jak przyznaje Jarosław Czechowicz, dyrektor ds. zarządzania portfelem nieruchomości w Europie Środkowo-Wschodniej w Goodman, nasze otoczenie zmienia się szybciej niż kiedykolwiek. Szczególnie dotyczy to towarów szybko rotujących i branży e-commerce, która potrzebuje więcej przestrzeni magazynowej i musi nią bardzo efektywnie zarządzać.

— Goodman dopasowuje się do zachodzących zmian na rynku i dynamicznie dostosowuje do nich ofertę. Nie ulega wątpliwości, że technologia 3D w wielu dziedzinach to przyszłość, natomiast jej wpływ na gospodarkę magazynową i logistykę części zamiennych wciąż pozostaje nieprzewidywalny. Rozwój technologii pozwala udoskonalać wiele procesów logistycznych, ale rzadko dzieje się tak, że są one całkowicie eliminowane — najczęściej nowy, bardziej wydajny i elastyczny zastępuje stary. Zapewne tak będzie też w tym przypadku — ocenia Jarosław Czechowicz.

Podobnego zdania jest dr Bolesław Kołodziejczyk, dyrektor działu badań rynkowych i doradztwa w firmie doradczej na rynku nieruchomości komercyjnych Cresa Polska. Podkreśla, że minęło kilkanaście lat, zanim kanał e-commerce zaczął realnie wpływać na branżę nieruchomości magazynowych. Natomiast rozwój druku 3D wymaga dużo większych inwestycji niż handel w internecie, bo związany jest z doskonaleniem innowacyjnych urządzeń.

— Dlatego trudno dziś nawet odpowiedzieć na pytanie, jaki procent powierzchni magazynowych zajmują części zamienne, bo na razie nikt nie miał potrzeby tego liczyć. Sam z zainteresowaniem śledzę informacje o nowych, coraz wydajniejszych drukarkach 3D, choć nie dlatego, że mogłyby zniechęcić klientów do wynajmowania magazynów. Portal Supply Chain Digest poinformował 11 września 2018 r., że HP wypuści za dwa lata urządzenie drukujące w metalu, które będzie mogło produkować elementy w masowej skali. Myślę, że zanim inwestorzy zdecydują się na lokowanie pieniędzy w ten biznes, muszą zobaczyć, że technologia jest niezawodna, że została przetestowana na małą skalę na jakimś rynku i na tej podstawie — że jest konkurencyjna wobec tradycyjnych. Na to potrzeba wielu lat — twierdzi Bolesław Kołodziejczyk.

Nie tak szybko

Obecnie druk 3D najlepiej się sprawdza w produkcji rzeczy jednostkowych i przy niskich seriach (kilkanaście, kilkadziesiąt, a czasem kilkaset sztuk). Części wykonywane w tej technologii wymagają profesjonalnych dużych maszyn, które są bardzo drogie, bardzo skomplikowane i wymagają bardzo wykwalifikowanej kadry.

— Ceny takich urządzeń wahają się od kilkuset tysięcy do kilku milionów złotych, a ich obsługi nigdzie nie można się nauczyć. To wszystko kosztuje, dlatego idea drukowania zamiast magazynowania i przywożenia części na razie mogłaby konkurować jedynie czasem dostawy. Teoretycznie już to jest możliwe: druk części z proszków tworzyw sztucznych na najnowocześniejszych maszynach HP może się zamknąć w 24 godzinach, co z dostawą wyniesie 48 godzin. Tyle zajmuje też standardowa dostawa części zamiennych z magazynu w tradycyjnym modelu. W praktyce jednak dostawy z drukarni 3D wydłużyłyby się pewnie do 72 godzin, bo trzeba doliczyć czas na przyjęcie zamówienia, zapakowanie i nadanie — mówi Paweł Ślusarczyk.

Zdaniem prezesa CD3D, w Polsce są co najmniej dwie takie szybkie maszyny HP drukujące z proszków tworzyw sztucznych. W sumie drukarek3D do tworzyw sztucznych i metalu, mających zastosowanie przemysłowe, jest w naszym kraju kilkadziesiąt (raczej nie więcej niż 100), z czego kilka w firmach oferujących usługę takiego druku. To zdecydowanie za mało, by mówić o rewolucji technologicznej. Ludzie nie mają też wiedzy, że takie urządzenia istnieją i jakie oferują możliwości.

— Jeśli chodzi o metale, to technologia jest jeszcze bardziej skomplikowana niż w przypadku tworzyw sztucznych. Druk może co prawda trwać jeden dzień, ale procesy obróbki detalu go wydłużają. Żeby dostarczyć taką część na zamówienie, potrzeba 4-5 dni. Poza tym wiele elementów szybciej i taniej można wytworzyć tradycyjnymi metodami (np. na frezarce). Przewagą druku jest szybsze wykonanie z metalu elementów skomplikowanych o złożonej geometrii, które metodą tradycyjną należałoby wytworzyć z kilku części, a później pospawać — tłumaczy Paweł Ślusarczyk.

Na rynku drukarek 3D do metalu dominują urządzenia niemieckich producentów EOS, SLM Solutions, Concept Laser (należące do GE) oraz amerykański 3D Systems. Swoją pierwszą maszynę tego typu zaprezentowało niedawnotakże HP (premiera rynkowa — 2020 r.). Z proszków tworzyw sztucznych korzystają urządzenia HP, EOS i 3D Systems.

Nie takie duże

Ograniczeniem drukarek 3D jest też na razie wielkość możliwych do wydrukowania części — znakomita większość obszarów roboczych ma po 20, 30 czy 40 cm w osiach x, y i z. Na świecie są co prawda pojedyncze urządzenia mogące wydrukować elementy mierzące metr czy dwa, ale to bardzo unikalne i specjalistyczne maszyny.

— Trudność polega na tym, że im bardziej zwiększamy obszar roboczy, tym więcej pojawia się problemów związanych z odkształcaniem i kurczeniem elementów — tłumaczy Paweł Ślusarczyk.

Frezowanie jest opisane od kilkudziesięciu lat, odlewnictwo od starożytności, a druk 3D powstał w połowie lat 80. Wciąż się pojawiają nowe rozwiązania. Nie wiemy, jak się będzie zachowywał detal wydrukowany w tej najnowszej technologii za 15 lat, jaka będzie jego wytrzymałość. Nawet gdyby przyśpieszyć proces starzenia w warunkach laboratoryjnych, to ktoś musi to zrobić, poświęcić czas i fundusze. To również, zdaniem prezesa CD3D, na razie pozwala właścicielom magazynów spać spokojnie.

Sprawdź program "XV Forum Polskich Menedżerów Logistyki POLSKA LOGISTYKA", 2-3 października 2018 r., Warszawa >>

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Berłowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Drukarki w natarciu