Drutex idzie na rekord wyników

Anna Pronińska
opublikowano: 01-12-2010, 00:00

Producentowi okien kryzys niestraszny. Problemy mogą mieć mniejsze firmy, które nie postawiły na eksport.

Producentowi okien kryzys niestraszny. Problemy mogą mieć mniejsze firmy, które nie postawiły na eksport.

Producent okien i drzwi, jedna z czołowych firm w branży stolarki w kraju, ma za sobą najlepszy miesiąc pod względem sprzedaży w tym roku.

— Wygląda na to, że listopad będzie rekordowy. Wzrosty zanotowaliśmy mimo obniżki cen. Od początku roku do końca października sprzedaż wzrosła ilościowo o 11 proc., a wartościowo o 6 proc. wobec tego samego okresu rok wcześniej — ujawnia Leszek Gierszewski, prezes Druteksu.

Spółka zakończy około 320 mln zł przychodów i 55 mln zł zysku brutto. W 2009 r. było odpowiednio 295 mln zł i 55 mln zł.

Czym firma tłumaczy sukces w czasach spowolnienia?

— Naszą przewagą jest niezależność finansowa oraz wytwarzanie także komponentów do produkcji okien i drzwi, jak profile czy szyby zespolone. Siła firmy tkwi też we własnej flocie transportowej, tymczasem w branży częściej wykorzystuje się outsourcing — mówi prezes.

Ponadto filozofia Druteksu zakłada płatność za towar już w momencie składania zamówienia. Dopiero później rusza produkcja.

W tym roku wynikom pomoże eksportow, który także ma być rekordowy. W samym październiku przychody z zagranicy wzrosły o 5,8 proc. wobec tego samego okresu rok wcześniej i wyniosły 14,2 mln zł.

— Sprzedaż eksportowa wciąż rośnie i w tym roku przyniesie spółce niemal połowę obrotów — twierdzi prezes.

Produkcia trafia do Niemiec, Francji, Czech i Belgii. Drutex sprzedaje przez sieć kilkuset dilerów w kraju i za granicą.

Inaczej jest w przypadku mniejszych firm z branży, które mogą nie przetrwać najbliższych miesięcy.

— Popyt na rynku krajowym spadł w 2010 r. o kilka procent. Firmy, które nastawione były na sprzedaż dla deweloperów i nie eksportowały, zimą znajdą się w kłopocie, bo zachwiać się może ich płynność finansowa — uważa Robert Klos, ekspert portalu Blokno.net.

Przyczyn należy szukać w boomie inwestycyjnym z lat 2007-08, gdy wiele firm inwestowało w moce produkcyjne.

— Gdy przyszedł dołek, zostały z nadwyżkami mocy. To wywołało wojnę cenową i firmy nie mogą realizować odpowiedniej marży. Mają wysokie koszty stałe i brak rezerw finansowych — ocenia Robert Klos.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Pronińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu