DSS pod gilotyną

opublikowano: 08-03-2012, 00:00

Kondycja wykonawcy autostrady A2 jest krytyczna. Już ośmiu wierzycieli złożyło wnioski o upadłość spółki

Jeśli ktokolwiek wierzy w to, że autostrada A2 zgodnie z rządowymi zapowiedziami będzie przejezdna przed EURO 2012, musi mieć żyłkę nałogowego hazardzisty. Sytuacja giełdowej spółki Dolnośląskie Surowce Skalne (DSS), która wraz z Boegl & Krysl przejęła po chińskim konsorcjum COVEC budowę odcinka C autostrady Stryków — Konotopa, z dnia na dzień jest bowiem coraz gorsza.

Jak ustaliliśmy w sądach w Warszawie i Wałbrzychu już ośmiu wierzycieli DSS złożyło wnioski o upadłość likwidacyjną spółki. Przy tym tylko dwa, najwcześniejsze z nich (z końca stycznia 2012 r.), zostały wycofane, zapewne w wyniku podpisania ugody. Dwa kolejne (w tym jeden autorstwa podwykonawcy na autostradzie, spółki Pro-Invest Bud, której DSS są winne ponad 5 mln zł) czekają na rozpoznanie.

Cztery ostatnie sądy zwróciły ze względu na braki formalne. Nie oznacza to jednak, że wierzyciele, którzy je złożyli, zrezygnują ze starań o ogłoszenie upadłości DSS.

— Wniosek zapewne poprawimy. Rozmowy, które prowadzimy z dłużnikiem, nie doprowadziły do porozumienia — mówi Szymon Kobierski z notowanej na GPW firmy windykacyjnej Pragma Inkaso (PI).

Dwa tygodnie temu poinformowała ona o wniosku złożonym w imieniu firmy RM Logistic, której DSS winne są 4,1 mln zł. Od tego czasu podpisała umowy na reprezentowanie kilku innych wierzycieli, a kolejni wciąż się do PI zgłaszają.

O skali problemów, w jakie wpadły DSS, może świadczyć to, że firma proponuje wierzycielom rozliczenia w formie barteru, a konkretnie… kruszywa, którego wydobyciem się zajmuje. Cierpliwość tracą też instytucje, które na wiosnę 2011 r. objęły obligacje giełdowej spółki, warte nominalnie prawie 120 mln zł. Część z nich — jak wynika z informacji „Pulsu Biznesu” — próbuje się ich pozbyć ze sporym dyskontem, ale bez skutku.

— Jeśli w ciągu dwóch tygodni pozyskamy co najmniej 20-30 mln zł, pozwoli to na złapanie krótkiego oddechu i firma będzie mogła uporządkować temat autostrady oraz obligacji i docelowo skoncentrować się na wysoce rentownym wydobyciu kruszyw. Jeśli się nie uda, spółka będzie musiała złożyć własny wniosek o upadłość — twierdzi nasz informator zbliżony do DSS.

Jak potwierdziliśmy w kilku źródłach poważnie rozważane jest odwołanie obecnego zarządu spółki i powołanie na prezesa znanego menedżera, który mógłby uspokoić wierzycieli. Do tego, zgodnie ze statutem DSS, potrzebne byłoby jednak zwołanie walnego, a na to nie ma czasu. Co więcej — na zmiany musiałaby się zgodzić Danuta Łuczak, która po zmarłym mężu Janie odziedziczyła pakiet 50 proc. akcji. A ta ma zaufanie do Małgorzaty Then, p.o. szefa DSS i wieloletniej współpracowniczki Jana Łuczaka.

W tej sytuacji możliwe jest delegowanie do zarządu kogoś z rady nadzorczej. Z naszych informacji wynika, że spore szanse na to ma Paweł Narkiewicz, znaczący akcjonariusz DSS i prezes Calatravy Capital. On sam nie chciał wczoraj komentować tych sugestii i w ogóle rozmawiać o DSS. Nie udało nam się też skontaktować z zarządem DSS.

Małgorzata Then nie odbierała wczoraj telefonu, a jej asystentka przekazała nam, że jest na spotkaniach dotyczących sytuacji w spółce. Rozmawiać ze względu na napiętą sytuację nie chciał też rzecznik DSS. Już na koniec 2011 r. zadłużenie giełdowej spółki sięgało około 580 mln zł. I ciągle rośnie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane