"Skoro już zainicjowano postępowanie, to właściwe jest oczekiwanie na wyrok Trybunału, albo na umorzenie postępowania, o co wniosła strona prezydencka uważając, że w istocie nie ma sporu prawnego kompetencyjnego, jest tylko konflikt kompetencyjny na podłożu pewnych różnic politycznych" - powiedział PAP we wtorek Dudek.
Prof. Dudek jest pełnomocnikiem prezydenta Lecha Kaczyńskiego w postępowaniu przed Trybunałem Konstytucyjnym, który rozpoznaje wniosek premiera Donalda Tuska o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego w sprawie reprezentacji Polski na szczytach UE.
"Poważne wątpliwości" budzą też - według konstytucjonalisty - proponowane w projekcie (przygotowanym przez marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego) rozwiązania, zwłaszcza sformułowanie, że to rząd miałby udzielać prezydentowi upoważnienia do udziału w posiedzeniu instytucji unijnej. "Konstytucja wyposaża prezydenta w funkcję najwyższego przedstawiciela państwa polskiego - w domyśle na forum wewnętrznym i zewnętrznym" - podkreślił Dudek.
"Stwierdzenie, że rząd mógłby na mocy tej ustawy relatywizować funkcję przedstawicielską prezydenta może rodzić wątpliwości, co do zgodności z konstytucją" - ocenił Dudek. Jego zdaniem można spodziewać się skierowania ustawy do Trybunału Konstytucyjnego.
Przyznanie takich kompetencji rządowi jest - według Dudka - nieporozumieniem także w świetle traktatu o Unii Europejskiej, który mówi, że w skład Rady Europejskiej wchodzą szefowie państw i rządów - jednostkowo, albo obaj łącznie.
"Zatem dopuszczalnym sposobem reprezentacji państwa członkowskiego Unii na posiedzeniu Rady Europejskiej jest i dwuosobowa delegacja, ale nie rządowa, lecz państwowa" - uważa Dudek.
Szef rządu może do składu delegacji wyznaczyć osoby ze struktur administracyjnych, jako zaplecze fachowe. "Ale czym innym jest delegacja rządowa, a czym innym reprezentacja państwa" - zaznaczył Dudek.
Zdaniem Dudka precyzowanie konstytucyjnej funkcji reprezentacji państwa przez prezydenta nie jest konieczne, ani możliwe, gdyż ta funkcja oznacza "niedającą się sprecyzować z góry liczbę sposobów, przypadków, okoliczności, kiedy działa prezydent". "Próba zdefiniowania reprezentacji, uwarunkowania jej uprzednią zgodą rządu na wniosek premiera, zupełnie wypacza tę rolę" - argumentował Dudek.
Według konstytucjonalisty pomysł ustawy kompetencyjnej jest wyrazem tzw. fideizmu prawniczego, czyli przekonania, że pierwszym sposobem na pojawiające się rozmaite problemy są regulacje prawne. One zaś - jak przekonywał - nie są receptą w tym przypadku na niedostatek kultury politycznej i prawnej.
"Ani modyfikacja konstytucji, ani uchwalenie jakiejkolwiek ustawy nie spowoduje zaspokojenia tego deficytu, który w naszym życiu publicznym jest najbardziej widoczny i obecny, a jest to po prostu deficyt poziomu kultury politycznej i prawnej. I to dotyczy tak społeczeństwa, jak i osób pełniących funkcje władzy publicznej, także wybieranych w drodze wyborów powszechnych" - uważa Dudek.
W myśl projektu ustawy kompetencyjnej przygotowanej przez marszałka Sejmu, to
rząd ustala stanowisko Polski w sprawach związanych z członkostwem w UE, m.in. w
sferze unii gospodarczej i pieniężnej. Ponadto rząd, na wniosek premiera,
"udziela organowi państwa upoważnienia do udziału w posiedzeniu instytucji UE".
Nieodłączną częścią upoważnienia jest stanowisko w sprawach będących przedmiotem
takiego posiedzenia. Projekt zakłada również, że na żądanie prezydenta,
marszałków Sejmu i Senatu rząd przedstawia informację o sprawach związanych z
członkostwem Polski we Wspólnocie.(