Duet sceptyczno-optymistyczny

Agnieszka Ostojska-Badziak
opublikowano: 2011-03-09 12:08

Na czym można dobrze zarobić? Po linijce do kłębka, a raczej - do mebli. Pomysłowość, zaradność Anderssonów sprowokowała sukces. Założycieli i licznych sukcesorów.

Jeśli odwiedzicie siedzibę Kinnarps – w Kinnarp na południu Szwecji - zapewne natkniecie się na siwego, starszego pana. Przechadza się po firmie, chętnie zagaduje. Opowie historię firmy, którą stworzył, poświęci czas i posłuży dobrą radą.
Oto Jarl Andersson. Prawie 70 lat temu, wraz z świeżo poślubioną Evy, zastanawiali się, jak zapewnić rodzinie godziwy byt. Małżonkowie nie snuli wielkich planów, chcieli się tylko utrzymać.  A samowystarczalność mieli we krwi: pochodzili z farmerskich rodzin.
- Nie mieliśmy wizji. Chcieliśmy jedynie robić meble na zamówienie i płacić w terminie rachunki - mówi Jarl Andersson.

None
None

Linijka doświadczalna
1 lipca 1915 r. w zagrodzie Björstorp w Vartofla-Asaka na południe od Falköping przyszedł na świat Jarl. Niecałe 3 lata później, kilka kilometrów dalej - w zagrodzie Trien w parafii Slöt, urodziła się Evy. Znali się od najmłodszych lat.
Jarl miał 10 lat, gdy został dyrektorem pierwszej spółki, założonej z kilkoma kolegami. Nazywała się Linjal, czyli linijka. Chłopcy złożyli się po 3 öre i za 9 öre kupili linijkę. Urządzili loterię, w której była nagrodą, a za uzyskane pieniądze kupili więcej towarów. Odsprzedawali je innym uczniom. Po rozwiązaniu „firmy” podzielili między siebie jej kapitał - kilkaset koron!
Mały Jarl zajmował się również stolarką. Dziadek zabierał go do warsztatu stolarskiego, gdzie chłopiec patrzył, jak powstają koła do wozów i meble. Zaczął konstruować podobne. Praktykował w warsztacie w Falköping i nauczył się robić m.in. świeczniki, które produkował także w domu - na sprzedaż. Zarabiał drobne sumy. Pierwsze poważne zlecenie dostał  od ojca, pomagając mu przy kładzeniu podłogi. Miał 18 lat i dostawał 5 koron wypłaty tygodniowo. Wtedy potrafił już konstruować  stoły, kredensy, szafy, wyposażenie salonów fryzjerskich i sklepów.
W 1934 r. podjął pracę w Slutarbs Möbelindustrie - późniejszym konkurencie Kinnarps. W styczniu 1941 r. rozpoczął montowanie szaf i sekreter w firmie Vega w Vaggaryd. Zarabiał już 40-50 koron tygodniowo.
W grudniu tego roku poślubił Evy. Marząc o własnej fabryce, brali pod uwagę kupno kilku, ale zdecydowali się na fabrykę mebli w Kinnarp. Podczas wizyty u rodziców, Jarl przeczytał w gazecie „Falköpings Tidning” ogłoszenie o sprzedaży zakładów, produkujących drewniane obudowy do zegarów. Anderssonowie kupili fabrykę za 14 tys. koron (plus 5 tys. za park maszynowy). Nie była rentowna, więc okoliczni sceptycy uważali, że zapaleńcy nie mają szans.
Tym bardziej, że Evy nie miała pojęcia o drewnie, narzędziach, warsztacie... Nadrobiła braki. Zajęła się księgowością, choć to Jarl ukończył odpowiednie kursy. Zdobyła za to wykształcenie tekstylne w Szkole Zawodowej Länu Skaraborg w Axvall, więc pracowała też w warsztacie - przy wykończeniówce. No i dbała o dom, wychowując piątkę dzieci. Często zabierała je do fabryki. Gdy były głodne, wołały mamę przez intercom.
Koleją rolą Evy była „dyżurna pesymistka”. Tak ją nazywał pełen zapału i optymizmu Jarl.  Realistce, obdarzonej darem wyławiania najsensowniejszych z pomysłów męża, często przychodziło gasić jego temperament.

Na rzecz państwa
Jarl i Evy zainwestowali w fabrykę wszystkie oszczędności, ale sporo musieli pożyczyć (produkcja ruszyła w 27. urodziny Jarla  - w 1942 r.). Nazwali ją Kinnarps Möbelfabrik. Po poprzednich właścicielach pozostało dwóch pracowników, urządzenia, deska i pół worka kleju. Jarl, pracując w Vaggaryd, zmagał się z problem wyginania wilgotnych płyt meblowych, więc od razu urządził  w Kinnarps suszarnię drewna.
Zamówienia na obudowy zegarów stołowych i ściennych nadal spływały, więc Anderssonowie utrzymali produkcję. Głównie wytwarzano jednak meble dla okolicznych mieszkańców i sprzęty według rysunków architektów z Göteborga: półki, stoły, taborety.
Pierwszy przychód, 150 koron: zapłatę za dębowe biurko, zaksięgowano  10 września. W I półroczu działalności obrót doszedł do 8 tys. koron. Tydzień pracy trwał 48 godzin, a stawki godzinowe dla pracowników wynosiły 75 öre lub koronę.
W 1943 r. w zamówieniami było kiepsko. Pewnego styczniowego dnia Jarl zerknął na ogłoszenie w prasie: poszukiwano dostawców szaf z żaluzjami dla Komisji Rynku Pracy. Ofertę Kinnarps przyjęto. Był to wstęp do większych zamówień - Industriaktiebolaget Tuna, firma robiąca meble biurowe dla państwa, zwróciła się pisemnie do Kinnarps Möbelfabrik z propozycją współpracy. Z małżeństwem skontaktował się także sklep meblowy ze Sztokholmu KOFA, dostarczający meble dla Urzędu ds. Materiałów Wojennych. W listopadzie 1946 r. jego przedstawiciele wizytowali Kinnarps. Chcieli podpisać umowę o bezpośredniej współpracy. Zawierano ją na dwa lata i z reguły przedłużano o kolejny rok. Urzędowe normy określały parametry mebli, więc kontrolerzy składali regularnie wizyty, by sprawdzić, czy są przestrzegane. Kinnarps zaopatrywał państwo w szafy żaluzjowe. W 1946 r. obrót firmy wyniósł 139 tys. koron, a liczba zatrudnionych - 11 osób. Oprócz dwóch dużych klientów państwowych, fabryka dostawała zamówienia od sprzedawców mebli i książek.
Pod koniec lat 40., gdy pensje w Szwecji znacznie wzrosły, ręczna produkcja mebli stała się jednak zbyt droga i wiele firm zaczęło je importować z Włoch, zrywając współpracę. To nie koniec kłopotów: Jarl zachorował na nerki  i we wrześniu 1947 r. fabrykę wystawiono na sprzedaż. Pośrednik przejrzał papiery i poradził: Nie powinien pan sprzedawać!
Po roku Jarl wyzdrowiał, ale… spłonął fabryczny dach. Uratowane meble złożono w nowym, jeszcze pustym domu Anderssonów. Produkcję wznowiono – pod nowym dachem – po tygodniu. Kolejny bolesny cios spadł w 1951 r. – Edsbyns Möbelfabrik podpisała umowę na całość produkcji mebli biurowych dla państwa: sektor publiczny chciał mieć jednego dostawcę. Przedłużono jednak umowę z Kinnarps o pół roku, bo Edsbyns nie mógł sprostać zamówieniom od razu.

Synowie u sterów
Kinnarps Möbelfabrik nagle znalazł się bez największego klienta - Urzędu ds. Materiałów Wojennych (ponad 60 proc. obrotu). By jakoś załatać budżet, Jarl i Evy postawili na produkcję własnej kolekcji mebli. Sukces!  Już w 1952 r. wzrosły obroty. Forma pozyskała dużych klientów, m.in. Urząd ds. Opieki nad Dziećmi w Sztokholmie, Scanię-Vabis i sztokholmską Komendę Stołeczną Policji. 19 maja 1961 r. utworzono Kinnarps Kontorsmöbler AB. W tym samym roku po raz pierwszy odłożono pieniądze na fundusz inwestycyjny, by przeciwdziałać niekorzystnej koniunkturze.
W 1973 r. Jarl oddał przedsiębiorstwo synom: Henry’emu, Assarowi i Oliemu Jarlssonom. Zmieniono sytuację prawną spółki - AB Kinnarps Kontorsmöbler stała się spółką zależną Kinnarps AB. Prezesem pozostał Jarl. To stanowisko przekazał pierworodnemu dopiero w 1995 r.
W maju 1973 r. zatrudniono w biurze w Kinnarps Rune Karlssona - pierwszego projektanta mebli w przedsiębiorstwie. Dwa lata później przedsiębiorstwo kupiło samolot (Henry Jarlsson miał licencję pilota). Maszyny używano podczas targów i podróży związanych z zakupami. Miała też znaczenie wizerunkowe  - gdy firma dostała pierwsze zamówienie z Norwegii, klienta przywieziono z Oslo, pokazano fabrykę w Kinnarp i tego samego dnia odwieziono do domu.
Firma stopniowo się rozwijała. Dziesięcioleciami. Stery dzierży dziś Henry. Assar jest zaangażowany w logistykę, Oli to dyrektor zarządzający w Kinnarps Germany, Sibylla odpowiada za kulturę korporacyjną przedsiębiorstwa. Nawet Anneth Drake – fizyk – cztery razy do roku czynnie uczestniczy w radzie rodzinnej. Zasiadają w niej wszyscy członkowie klanu: od Jarla do najmłodszego wnuczęcia. Familia trzyma się mocno.


Kinnarps to dziś trzeci co do wielkości dostawca wyposażenia biur w Europie. Roczny obrót sięga 376 mln euro (3,943 mld SEK, dane z lat 2007/2008). Firma działa w 35 krajach, filie ma w 16. Zatrudnia 2200 pracowników i zarządza 4 markami. W 100 proc. pozostaje własnością rodzinną.