Wiele w ciągu ostatniego roku mówi się o pieniądzach z unijnych funduszy strukturalnych – czyli dotacjach, które są „wpompowywane” w polską gospodarkę. Na trzy lata (2004-06) nasz kraj ma do dyspozycji 12,8 mld EUR, a bezpośrednio do przedsiębiorstw trafi z tej puli 1 mld EUR. Dużo? Sporo.
Zdajemy się jednak zapominać, że o wiele większe pieniądze napływają do Polski w formie bezpośrednich inwestycji zagranicznych. W samym tylko 2004 r. wyniosły one blisko 6,5 mld EUR —ponad 20 proc. więcej niż rok wcześniej. To pieniądze, które trafiły bezpośrednio do gospodarki. W dużej mierze do wzrostu poziomu inwestycji zagranicznych przyczyniło się wejście naszego kraju do Unii Europejskiej.
Polska zawdzięcza zatem Unii nie tylko dotacje, ale również, a może przede wszystkim, większe zaufanie inwestorów zagranicznych.
A co zawdzięczają Polsce inwestorzy — i krajowi, i zagraniczni? Zawiłe przepisy, przewlekłe postępowania sądowe, kiepską infrastrukturę, niewyjaśnione kwestie własności gruntów — czyli mniej więcej to samo co beneficjenci funduszy strukturalnych — chaos prawno-organizacyjny.
Tymczasem władze naszego kraju, i to na wszystkich praktycznie szczeblach, z samozadowoleniem patrzą, jak pieniądze uciekają znad Wisły. Wystarczy przypomnieć, jak wielką dumę naszych decydentów wywołują inwestycje polskich firm za granicą. Szczycą się oni np. liczbą miejsc pracy stworzonych przez Inter Groclin Auto na Ukrainie. Nie zastanawiają się przy tym ani chwili — dlaczego nie stworzył ich w Polsce. A może warto...