O godzinie 20:15 naszego czasu rozpocznie się konferencja po posiedzeniu FOMC. Oczekiwania rynku są proste: Ben Bernanke zapowie uruchomienie kolejnej rundy ilościowego luzowania polityki pieniężnej (QE3).
Prawdopodobieństwo takiej decyzji wg najnowszej ankiety Bloomberga to 74%. Warto dodać, że jeszcze w czerwcu szacowano je na 30- 40%. Od tego czasu S&P500 zyskał ponad 13% i jest najwyżej od maja 2008 roku, podobnie złoto, a srebro 23% (najwyżej od marca’12). Widać więc wyraźne, pod co grał rynek.
Czy dziś inwestorzy mogą się poczuć rozczarowani? Wielokrotnie podkreślałem, że jest na to duża szansa. Abstrahując od (nie)skuteczności tego typu programów, po pierwsze nie ma warunków makro dla QE.
Przypomnę, że w marcu’09, kiedy Fed rozpoczynał QE1 (600 mld USD) gospodarka traciła 700-800 tys. miejsc pracy miesięcznie, rynek nieruchomości przeżywał gigantyczne załamanie, a giełda znajdowała się 50% niżej niż obecnie. Powodem QE2 (300 mld USD) w listopadze’10 był dalszy brak poprawy na rynku pracy i deflacja.
Potem mieliśmy jeszcze dwie tury „operacji twist” czyli swapowanie „krótkich” obligacji na „długie” w celu obniżenia rynkowych stóp procentowych i ożywienia tym samym rynku nieruchomości. W istocie obecnie obserwujemy tam poprawę, giełdy są najwyżej od 4 lat, a gospodarka wolno bo wolno, tworzy miejsca pracy. Wszystko to w otoczeniu inflacji w „celu” Fed.
Co więcej, ważniejszym czynnikiem, za wstrzymaniem dopingu dla gospodarki, jest polityka, czyli listopadowe wybory prezydenckie. Do tego czasu, moim zdaniem, Bernanke nie odważy się na niestandardowe działania. W środę FW20 ostatecznie stracił 0,3% (2344 pkt) choć do południa zyskiwał 0,5% (max 2365 pkt). Decyzja niemieckiego TK w sprawie ESM okazała się zgodna z oczekiwaniami (pozytywna). Technicznie jesteśmy blisko ważnych oporów, których najwięcej kumuluje się w okolicach 2390-2400 pkt. W mojej opinii to wszystko na co stać byki na ten moment. Potwierdzeniem potencjalnego zwrotu są liczne dywergencje na oscylatorach (STS, RSI).