Dwa fotoradary przyniosły 17 mln zł zysku

KNS
opublikowano: 2009-07-30 15:42

Instalowanie fotoradarów to poważny zastrzyk środków dla budżetów i coraz większe wydatki dla drogowych piratów. Nie tylko w Polsce. Dwie kamery, zainstalowane na ulicy australijskiego Cleveland blisko parku Moore zarobiły w ciągu 12 miesięcy ponad 7 mln australijskich dolarów (AUD). W Polsce fotoradary są również prawdziwymi żyłami złota dla samorządów.

Rozłoszczeni australijscy kierowcy skarżą się, że równocześnie z zainstalowaniem kamer zmniejszono też dopuszczalny limit prędkości z 60 do 50 km/h. Większość z mieszkańców "na pamięć" jeździła według starych ograniczeń. Tamtejsze władze zarządzające drogami i ruchem (Road and Traffic authority) twierdzą, że limit nie był specjalnie zmniejszany oraz że kamery zostały zainstalowane aby zmniejszyć liczbę wypadków.

Polskie władze samorządowe również nie śpią i masowo inwestują w fotoradary – podaje dziennik "Polska". Liczba gminnych fotoradarów, która wzrosła w ciągu roku z 99 do 123 niedługo przekroczy ilość policyjnych urządzeń. Ci posiadają ich jedynie 127 sztuk i z braku funduszy nie kupują chwilowo kolejnych.

Dla gminy to złoty interes. Wystarczy aby posiadała ona straż miejską. Ta musi mieć prawo karać szalonych kierowców. Koszt urządzenia wynosi około 150 tysięcy złotych i zwraca się już po 2-3 miesiącach. Szkoda tylko, że większość gmin traktuje je czysto zarobkowo i instaluje je w miejscach, w których najwięcej zarobią, a nie tam gdzie są naprawdę potrzebne.

W Polsce dochodzi jeszcze problem skuteczności ściagania należności. Ta waha się od 55 do 80 proc. To i tak jest lepszy wynik niż ściągalność mandatów wystawionych przez policjantów – tutaj wskaźnik ten wynosi zaledwie 60 proc.

A co wy sądzicie o rosnącej skali kontroli prędkości na krajowych drogach?