Polski rynek pracy ma za sobą smutną rocznicę — dekoniunktura trwa na nim już pełne dwa lata. To właśnie w kwietniu 2011 r. roczna dynamika zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw osiągnęła punkt zwrotny i odnotowała pierwszy w tym cyklu koniunkturalnym spadek — z 4,1 do 3,9 proc. Od tego momentu nie było ani jednego miesiąca, w którym wskaźnik wzrósłby choćby o dziesiątą część punktu procentowego. Dwa lata to nienaturalnie długi okres jak na dekoniunkturę na polskim rynku pracy.
W poprzedniej fali kryzysu (w latach 2008-09) dynamika zatrudnienia obniżała się „tylko” przez 19 miesięcy. Nic więc dziwnego, że ekonomiści od kilku miesięcy dopatrują się w danych makro jakichkolwiek oznak ożywienia na rynku pracy. Niestety — nadal bezskutecznie.
Jak pokazują dane Głównego Urzędu Statystycznego, regres na rynku pracy nadal trwa. W kwietniu 2013 r. ubyło z polskich firm 11,4 tys. etatów, choć zwykle wiosną ich przybywało. Łącznie na koniec miesiącabyło o 1 proc. miejsc pracy mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. To najniższa dynamika od lutego 2010 r.
— Spadki zatrudnienia wręcz przybierają na sile. Kwiecień był kolejnym miesiącem z rzędu, w którym w ujęciu rocznym były większe niż w poprzednim — zaznaczaPiotr Piękoś, ekonomista Banku Pekao.
Większość firm mrozi zatrudnienie, ponieważ boją się o przyszłość koniunktury i nie chcą zwiększać mocy produkcyjnych. W dodatku rośnie grupa firm, które wręcz szykują się na gorsze czasy i tną koszty pracy.
— Na początku roku w zgłoszeniach do urzędów pracy ponad 360 firm zadeklarowało zwolnienia grupowe, obejmujące 29,6 tys. osób, w tym około 5 tys. z sektora bankowego. Redukcje załóg zapowiadały np. TP, Danone, LOT czy Sharp. Wszystko wskazuje na to, że zapowiedzi są rzeczywiście realizowane — mówi Monika Zakrzewska, ekspert Konfederacji Lewiatan.
Kiedy zatem można liczyć wreszcie na przełamanie tej negatywnej tendencji? Według ekonomistów, moment zwrotny jest już blisko.
— W drugiej połowie roku polska gospodarka powinna zacząć przyspieszać, więc pewna poprawa powinna być zauważalna też na rynku pracy. Spodziewamy się, że roczna dynamika zatrudnienia wkrótce zacznie rosnąć i do końca 2013 r. powróci w okolice zera, a w przyszłym roku będzie wyraźnie dodatnia — wyniesie średnio 0,7 proc.
Będzie to więc powolne, ale jednak ożywienie na rynku pracy — twierdzi Agnieszka Decewicz, ekonomistka BZ WBK.