Prace nad ustawami pakietu o „wolności gospodarczej” rządu Leszka Millera trwały kilka miesięcy. W wyniku samoograniczenia — by nie mieszać ludziom w głowie, że jest aż tak dobrze — zmieniono nazwę na pakiet o „swobodzie działalności gospodarczej”. Niewątpliwym jednak osiągnięciem tego pakietu były dwa rozwiązania, a raczej protezy: wyspecjalizowane urzędy skarbowe dla dużych podatników i w efekcie ograniczenie kontroli UKS oraz wiążące interpretacje podatkowe.
Minęły raptem dwa lata i... wszystko zaczynamy od nowa. W myśl zasady, że wiele trzeba zrobić, by wszystko zostało po staremu, resort finansów wycofał uprawnienie dla urzędów skarbowych do wydawania wiążących interpretacji podatkowych. Teraz jedynym interpretatorem ma być centrala, co może oznaczać, że interpretacji wiążących nie będzie wcale lub będą wydawane z kilkumiesięcznym — czy idącym wręcz w lata — opóźnieniem: kto w ministerstwie ma do tego głowę... W każdym razie podatnicy są zaniepokojeni.
Ale to nie koniec zmian, by wszystko przywrócić do stanu sprzed zmian. Nie ma już kategorii „dużych podatników”, podlegających wyspecjalizowanym urzędom skarbowym — wszyscy będą traktowani tak samo. Kontrolerzy skarbowi, którym wyjątkowo komfortowo pracuje się w dużych firmach, więc spędzają tam całe miesiące, podobno zacierają już ręce — znowu dobiorą się do papierów i miesiącami będą szukać błędów. A nóż coś się trafi? Pewnie coś się trafi. A jak nic się nie trafi, to znowu zmieni się przepisy. Przecież musi coś się dziać. A podatnicy? A kto by się nimi przejmował.