Dwaj wydawcy walczą o „Metro”

Radosław Omachel
opublikowano: 2000-10-05 00:00

Dwaj wydawcy walczą o „Metro”

Na rynku pojawia się coraz więcej tytułów oferowanych bezpłatnie

PLANOWANA SIEĆ: Stworzenie gazet bezpłatnych we wszystkich miastach wojewódzkich musi potrwać. Zamierzenie to będziemy realizować również przez przejmowanie lokalnych tytułów — zapowiada Wojciech Krefft, prezes Chemiskóru i Polskiej Prasy Bezpłatnej. fot. GK

Polska Prasa Bezpłatna, spółka współtworząca grupę 4Media, w którą przekształcany jest Chemiskór, zamierza uruchomić we wszystkich miastach wojewódzkich bezpłatne gazety. Przed tygodniem ruszył w Warszawie kolportaż dziennika „Metro”. Roszczenia do tytułu zgłasza jednak Andrzej Rogiński.

Plany Chemiskóru są ambitne. „Metro” ma się ukazywać trzy razy w tygodniu w nakładzie 200 tys. egzemplarzy.

— Wydajemy już bezpłatną „Gazetę Trójmiasto”, a w końcu września wydaliśmy w Warszawie numer zerowy dziennika „Metro” — wylicza Wojciech Krefft, prezes Chemiskóru i Polskiej Prasy Bezpłatnej.

Ile kosztowało uruchomienie dziennika — nie ujawnia.

Trudny rynek

Prasa bezpłatna nie zrobiła dotychczas kariery w Polsce. Niedawno w „Głosie Wybrzeża” pojawiły się informacje, z których wynikało, że „Gazeta Trójmiasto” utraciła płynność finansową. Prezes Chemiskóru zdecydowanie temu zaprzecza i twierdzi, że trójmiejski tytuł ma się całkiem dobrze.

Wydawanie bezpłatnej gazety w Warszawie nie gwarantuje sukcesu. Przekonali się o tym wydawcy „Zielonej Gazety”, która utrzymała się na rynku tylko pół roku. Specjaliści oceniają, że główną przyczyną niepowodzenia był brak zsynchronizowania wydawania gazety z rozpoczęciem jej kolportażu.

Odebrać czytelników

Warszawskie „Metro” będzie musiało konkurować z kilkoma gazetami bezpłatnymi ukazującymi się w Warszawie.

— Konkurencji „Metra” się nie obawiamy. Nakład tygodniowy w wysokości 600 tys. egzemplarzy to rzeczywiście dużo, ale reklamodawcy nie pojawią się od razu. Bez dużego kapitału okres deficytowy może być ciężki do przetrwania — stwierdza Zenon Kulej, wydawca „Czasu Warszawskiego”.

Od trzech tygodni ukazuje się także „Dzień Dobry”, bezpłatny tygodnik wydawnictwa Marieberg Publications.

— Kierujemy naszą gazetę do gospodarstw domowych o dochodach powyżej średniej. W Warszawie oznacza to dochód powyżej 1,7-1,8 zł — mówi Maciej Jankowski, prezes wydawnictwa Marieberg Publications.

To właśnie „Dzień Dobry” może odebrać czytelników i co za tym idzie reklamodawców „Gazecie Stołecznej”.

— Ceny powierzchni reklamowej w „Dzień Dobry” są 10-15 proc. niższe niż w piątkowym wydaniu „Gazety Stołecznej”. Nasza gazeta ma większy, bo 300-tysięczny nakład — twierdzi Maciej Jankowski.

Konkurentów na warszawskim rynku prasy bezpłatnej różnić będą sposoby kolportażu. Kolportaż „Dzień Dobry” rozpoczyna się w czwartek wieczorem, aby w piątek rano egzemplarze dotarły do czytelników. Roznosi je 250 pracowników.

„Metro” będzie rozdawane w najważniejszych punktach komunikacyjnych miasta.

Kwestia zasadnicza

Podstawą utrzymania dla prasy bezpłatnej są siłą rzeczy ogłoszenia i reklamy. Wojciech Krefft zapowiada, że warszawski dziennik będzie na tym polu współpracował z domem mediowym CR Media.

— Prowadzimy rozmowy z Polską Prasą Bezpłatną, ale za wcześnie jest jeszcze, aby mówić o konkretach. Żadne decyzje na razie nie zapadły — wyjaśnia Rafał Oracz, dyrektor sprzedaży działu prasowego Domu Mediowego CR Media.

Przedstawiciele domów mediowych zgodnie orzekli, że darmowa prasa ma spory potencjał, ale do tej pory nie został on w Polsce wykorzystany. To, czy agencje reklamowe i domy mediowe zaczną korzystać z bezpłatnych gazet jako nośników reklamowych, zależy przede wszystkim od powstania badań tego rynku. Do tej pory nikt nie przeprowadza kontroli nakładów i czytelnictwa bezpłatnych tytułów prasowych.

— Redakcje gazet bezpłatnych powinny pamiętać, że istnieją nie tylko dzięki reklamodawcom, ale i czytelnikom. Swego czasu zapomniano o tym w „Krakowskim Tygodniku Ogłoszeniowym KTO”. Reklam było w nim za dużo w stosunku do części informacyjnej, tygodnik stracił popularność i ostatecznie upadł — podsumowuje Zbigniew Bajka, zastępca dyrektora Ośrodka Badań Prasoznawczych przy Uniwersytecie Jagiellońskim.