Nic nie wskazuje, aby po sześćdziesięciu latach udało się ujednolicić datę zakończenia drugiej wojny światowej w Europie. W momencie podpisania ostatecznej kapitulacji III Rzeszy, na zegarach w Berlinie i zegarkach aliantów zachodnich był 8 maja godz. 22.43, ale na zegarkach radzieckich — już 9 maja godz. 0.43. Protokół rozbieżności, którego przyczyną stała się różnica między czasem środkowoeuropejskim a moskiewskim, przetrwał wszystkie ustrojowe transformacje.
Międzynarodowa atmosfera wokół dzisiejszej rocznicowej uroczystości na Placu Czerwonym trochę przypomina tę z roku 1980, gdy do końca ważyło się, kto zbojkotuje, a kto jednak zjawi się w Moskwie na olimpiadzie. Notabene ćwierć wieku temu kategorycznie odmówiły przyjazdu m.in. USA, RFN i Japonia, wystartowała zaś Wielka Brytania — a dzisiaj wyszło jakby odwrotnie, jako że premier Tony Blair wykpił się obowiązkami i przysłał zastępstwo…
Dumny prezydent Władimir Putin awansował na pełnoprawnego uczestnika szczytów G-8, czyli najbogatszych państw świata. Oczywiście Rosja została tam przyjęta nie ze względu na poziom gospodarki, której jedyną siłą pozostają nieprzebrane surowce, lecz ogólną mocarstwowość — militarną, terytorialną, ludnościową. W ostatnim czasie erozja owej mocarstwowości nabrała tempa, czego dowodami było wyrwanie się Gruzji i Ukrainy spod nadzoru Kremla. Domino się sypie i dlatego słabnącemu Putinowi trudno się dziwić, że tak rozpaczliwie chwyta się koła ratunkowego rzuconego przez historię. W sumie to jednak dramat, iż jedynym impulsem rozwojowym kraju o tak ogromnych możliwościach jest rozpamiętywanie orężnej chwały sprzed 60 lat.
Udział w moskiewskiej fecie najwyższej reprezentacji z Polski stał się absolutną koniecznością — historyczną, polityczną i gospodarczą. Trzeba przyznać, że prezydent Aleksander Kwaśniewski zrobił wiele, aby zneutralizować fatalny odbiór imprezy przez nasze społeczeństwo. Niedzielę spędził na odwiedzaniu w Moskwie polskich grobów i miejsc poświęconych ofiarom stalinizmu. Wiele znaków na niebie i ziemi wskazuje, że jego następca przez wiele lat w ogóle nie odwiedzi Rosji i nie zaprosi prezydenta stamtąd. W tej sytuacji trudno nawet pomarzyć o zmniejszeniu naszego gigantycznego deficytu w dwustronnych obrotach handlowych, jako że anteny rosyjskiego biznesu nastawione są na odbiór sygnałów z Kremla.
Nawiązując zaś do wspomnianych rozbieżności na zegarkach — przystąpienie Polski do Unii Europejskiej było tylko formalnym potwierdzeniem, iż naszym naturalnym środowiskiem jest czas środkowoeuropejski, obowiązujący w większości państw unijnych. Trudno uciec od refleksji, że dwie godziny różnicy w stosunku do czasu moskiewskiego oznaczają jednak przepaść cywilizacyjną.