DWIE RADY NADZORCZE CHCĄ RZĄDZIĆ W NASZEJ TV

Tomasz Siemieniec
opublikowano: 1999-06-29 00:00

DWIE RADY NADZORCZE CHCĄ RZĄDZIĆ W NASZEJ TV

O przyszłości prywatnej telewizji rozstrzygnie najbliższe NWZA spółki

NIE NASZA SPRAWA: Oficjalnie TVN, kierowany przez Mariusza Waltera (na zdj. z prawej) i Polsat, którego szefem jest Zygmunt Solorz, nie mają wpływów w Naszej TV. Grupa akcjonariuszy związana z Henrykiem Chodyszem twierdzi jednak, że to za sprawą tych właśnie konkurentów trwa teraz konflikt wśród akcjonariuszy Naszej TV. fot. G. Kawecki

Narasta konflikt wśród akcjonariuszy Polskich Mediów — właściciela Naszej TV. Po jednej stronie barykady stoją Pro Cable oraz Trans Media (podobno powiązane z TVN i Polsatem), a po drugiej — akcjonariusze skupieni wokół Henryka Chodysza, prezesa spółki. Obie strony złożyły do Sądu Rejonowego w Warszawie wnioski o zmiany w zarządzie. Ich propozycje są całkowicie rozbieżne.

W tym tygodniu w wydziale rejestrowym Sądu Rejonowego w Warszawie ma się odbyć rozprawa w sprawie zmian w zarządzie spółki Polskie Media. Stosowny wniosek w tej sprawie złożyła nowa rada nadzorcza. W jej skład wchodzą przedstawiciele wyłącznie dwóch akcjonariuszy tej spółki: trzy osoby mają reprezentować Trans Media, a jedna — Pro Cable. Taki skład rady został wybrany na ostatnim WZA — 6 maja 1999 r. Problem polega na tym, że rada ta liczy tylko cztery osoby, a zgodnie ze statutem spółki Polskie Media w jej skład powinno wchodzić minimum pięć osób.

— Chcemy mieć wpływ na to, w jaki sposób Polskie Media wydają pieniądze. Przed ostatnim WZA spółki zaproponowałem prezesowi Chodyszowi, aby Pro Cable i Trans Media wprowadziły po jednej osobie do nowej rady. Moja sugestia została odrzucona — tłumaczy Andrzej Kuchar, szef Trans Media.

— Na ostatnim WZA w wyborach grupowych powołano czteroosobową radę nadzorczą. W związku z tym, że jest to wbrew przepisom kodeksu handlowego, wydałem orzeczenie, że do najbliższego WZA, wyznaczonego na 30 czerwca 1999 r., władzę sprawować będzie stara rada. Jej kadencja upływa właśnie 30 czerwca i tego dnia powinien zostać wybrany nowy skład — tłumaczy Januariusz Gościmski, przewodniczący rady nadzorczej Polskich Mediów.

Nie da rady

Nowa czteroosobowa rada nie złożyła jednak broni. Próbowała zwerbować Leonarda Praśniewskiego, który kontroluje 11,6 proc. akcji Polskich Mediów. Otrzymał on kilka zawiadomień od Andrzeja Kuchara (przewodniczącego powołanej 6 maja rady) o spotkaniu nowej rady, które odbyło się 24 czerwca 1999 r. W ten sposób miała się ona ukonstytuować.

— Na liście członków rady nadzorczej Naszej TV nazwisko pana nie figuruje i stwierdzam autorytatywnie, że zwołane przez pana posiedzenie rady nadzorczej Polskich Mediów jest bezprawne i nie może rodzić skutków prawnych. Dlatego nie zamierzam uczestniczyć w spotkaniu, na które mnie pan tak wytrwale zaprasza — pisze Leonard Praśniewski do Andrzeja Kuchara.

Nie zmienia to jednak faktu, że nowa, czteroosobowa rada wysłała do Sądu Rejonowego w Warszawie wniosek o zarejestrowanie nowego zarządu spółki Polskie Media. Można przypuszczać, że w jego skład mieliby wchodzić głównie lub wyłącznie przedstawiciele tych dwóch akcjonariuszy.

Akcja — reakcja

Druga strona konfliktu (akcjonariusze skupieni wokół prezesa Chodysza) zareagowała bardzo szybko. Wysłała do tego samego sądu wniosek, w którym pisze m.in.: ...Rady nadzorczej na ostatnim WZA z 6 maja nie powołano, a mimo to pewne osoby uzurpują sobie prawo do działania jako ten organ. Zwołały na 24 czerwca swoje spotkanie i aby zapobiec nieobliczalnym działaniom tej grupy ludzi, przewidując iż osoby te mogą składać kolejne wnioski o zarejestrowanie rady nadzorczej informujemy, że niezależnie od merytorycznych aspektów tej sprawy spotkanie wyznaczone na 24 czerwca zostało zwołane niezgodnie z regulaminem rady nadzorczej uchwalonym przez WZA”. Wniosek został podpisany przez Henryka Chodysza, prezesa Polskich Mediów.

Grupa akcjonariuszy skupiona wokół prezesa złożyła też konkurencyjny wniosek o zmiany w zarządzie spółki. Dowiedzieliśmy się, że proponuje wprowadzenie do zarządu przedstawicieli SBS-u, jednego z największych koncernów medialnych w Europie. Oznaczałoby to, że strony uzgodniły już wstępne warunki przyszłej współpracy.

Kwestia wejścia tego inwestora do polskiej stacji podobno ma zostać przesądzona 7 lipca na nadzwyczajnym walnym zgromadzeniu akcjonariuszy. Jeśli jednak akcjonariusze spółki nie dojdą do porozumienia, sprawa znowu się odwlecze. Uchwalenie nowej emisji akcji z wyłączeniem prawa poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy wymaga bowiem 75 proc. głosów. Grupa Chodysza, która dąży do sojuszu z SBS-em, dysponuje natomiast tylko 70 proc.

Być albo nie być

Co do tego, że Nasza TV potrzebuje inwestora, który zainwestuje w rozwój stacji i spłaci jej zobowiązania, nie ma żadnych wątpliwości. Co więcej, obie strony konfliktu zgadzają się z taką potrzebą. Innego zdania są najwyraźniej rywale Naszej TV.

— Przypuszczam, że Polsat i TVN obawiają się naszego porozumienia z SBS-em. Pozyskanie takiego inwestora zdecydowanie poprawiłoby pozycję Naszej TV. Nasi konkurencji straciliby natomiast i to zarówno na rynku reklamowym, jak i w statystykach oglądalności. Dlatego uważam, że Trans Media i Pro Cable działają na zlecenie konkurencji — twierdzi jeden z właścicieli Naszej TV.

— Nie jesteśmy w żaden sposób powiązani z Polsatem i nie dążymy do zlikwidowania Naszej TV. Zależy nam tylko na dostępie do decyzji, w jaki sposób stacja wydaje pieniądze. Nie upieramy się również, żeby inwestorem Naszej został CLT-Ufa (właściciel RTL 7). Chcielibyśmy natomiast wiedzieć odpowiednio wcześniej, z kim zarząd spółki prowadzi negocjacje, a ostatnio nikt nas o tym nie informował — twierdzi Andrzej Kuchar.

Prawdziwe intencje obu stron wyjdą na jaw przy okazji dwóch najbliższych spotkań wspólników — 30 czerwca i 7 lipca. Jeśli Trans Media i Pro Cable znowu zablokują podwyższenie kapitału, będzie to mogło oznaczać, że dążą do upadku stacji. Z drugiej strony, obie spółki, dysponujące blisko 30 proc. głosów, powinny mieć swoją reprezentację w radzie nadzorczej Polskich Mediów.

FALSTART: Andrzej Kuchar chciał namówić Leonarda Praśniewskiego do udziału w pierwszym posiedzeniu nowej rady nadzorczej Polskich Mediów. Trafił na niewłaściwego człowieka.