Dwie tury to norma

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2015-03-03 00:00

Wybory prezydenckie 2015

Żaden kandydat na prezydenta RP nie tylko nie został jeszcze zarejestrowany, ale nawet nie zgromadził poparcia 100 tys. wyborców. Czas na złożenie list z podpisami do Państwowej Komisji Wyborczej mają do 26 marca. Realna liczba kandydatów zarejestrowanych powinna utrzymać się w normie dwóch minionych dekad, czyli w przedziale 10–13.

I dopiero wtedy będzie miało sens roztrząsanie, czy będzie druga tura. Na całym świecie w ustrojach demokratycznych przyjmuje się co do zasady, że w powszechnych wyborach głowy państwa nikt nie uzyskuje za pierwszym podejściem ponad połowę głosów. Rzecz jasna nie są tu punktem odniesienia np. USA, gdzie głosy wyborców przelicza się na stanowe głosy elektorskie, ani też Rosja, gdzie ludność jedynie zatwierdza cara.

Globalna prawidłowość została zaadaptowana także przez III Rzeczpospolitą. W latach 1990, 1995, 2005 i 2010 konieczne były dwie tury, przy czym w 1990 r. Lech Wałęsa z tego powodu niemal… obraził się na głosujących Polaków, którzy w pierwszej zaufali mu zaledwie w 39,96 proc.

Na takim tle naprawdę światowym wyjątkiem było uzyskanie w 2000 r. przez Aleksandra Kwaśniewskiego reelekcji już w pierwszej turze z wynikiem 53,90 proc. Jego sukces miał dwie przyczyny. Jedną była zręczność i gładkość polityczna samego kandydata. Drugą zaś… słabość innych. Dwaj medaliści, czyli Andrzej Olechowski oraz Marian Krzaklewski, uzyskali wyniki kilkunastoprocentowe, ale cała grupa wylądowała poniżej 1 proc.

Sytuacja sprzed piętnastu lat to dobry punkt odniesienia dla tegorocznej.

Odpowiedź na intrygujące pytanie, czy wszystko stanie się jasne już 10 maja wieczorem, zależy nie tylko od tego, czy urzędujący prezydent Bronisław Komorowski zdoła zatrzymać naturalny zjazd notowań. Arytmetycznie ważniejsza jest kwestia, ilu kandydatów zdobędzie poparcie dwucyfrowe lub choćby bliskie 10 proc.

Na razie jedynym z tej półki jest Andrzej Duda, wystawiony przez główną partię opozycyjną. Pozostali to według stanu na dzisiaj marna jednocyfrówka. Posadzeni wszyscy razem, łącznie z Dudą, na jednej wyborczej szali nie przeważają siedzącego na drugiej urzędującego prezydenta. Ale jeszcze ponad dwa miesiące…