Dwóch się bije, Obama korzysta

Żaden republikański kandydat nie potrafi przekonać do siebie rzesz wyborców. To zwiększa szanse urzędującego prezydenta

Długo oczekiwany superwtorek nie przyniósł zapowiadanego przełomu w wyścigu o republikańską nominację. Mitt Romney, który od wielu miesięcy jest etatowym faworytem, znów nie zdołał postawić kropki nad i. Jego główny kontrkandydat Rick Santorum jest zbyt słaby, by przekonująco zwyciężać. Ma jednak wystarczająco dużo sił, by odwlekać rozstrzygnięcie jeszcze przez wiele tygodni.

Zwycięstwo o włos

Na wtorkowej konferencji prasowej dziennikarze poprosili Baracka Obamę, by ten skomentował krytyczne wypowiedzi Mitta Romneya na temat jego polityki.

Obama prośby zbył milczeniem, ale życzył swojemu najbardziej prawdopodobnemu konkurentowi szczęścia w prawyborach w Ohio. Szczęście się przydało. Mitt Romney wygrał rywalizację o zaledwie 1 punkt proc.

— Lepiej wygrać w brzydkim stylu, niż przegrać w pięknym — nadrabiają miną zwolennicy kandydata. Dlaczego zwycięstwo w siódmym pod względem liczby ludności stanie było tak ważne? Wyborów prezydenckich nie wygrał jeszcze żaden republikanin, który wcześniej przegrał prawybory w Ohio.

Choć były finansista dysponował czterokrotnie większym budżetem na kampanię niż Rick Santorum, zdołał zgromadzić zaledwie 15 tys. głosów więcej od rywala. W sondażach długo był w tyle, jednak przesądziła zmasowana kampania telewizyjna.

Santorum w defensywie

Z dziesięciu stanów, gdzie zwolennicy republikanów poszli do urn, Mitt Romney wygrał w sześciu. Zmiótł konkurencję w Massachusetts, gdzie przez cztery lata był gubernatorem. Konserwatywny Rick Santorum, były senator z Pensylwanii, górą wyszedł z rywalizacji w zaledwie trzech stanach. Pozbawiany przez wielu komentatorów szans Newt Gingrich zdołał zwyciężyć w rodzinnej Georgii. Nie zdołał jednak ukończyć głosowania w żadnym z pozostałych stanów wyżej niż na trzecim miejscu.

— Santorum nigdy nie pokona Romneya, póki w grze pozostaje Gingrich [także należący do konserwatywnego skrzydła partii] — zauważa Maggie Haberman, komentatorka portalu Politico.com.

Gospodarka sprzyja prezydentowi

Większość republikańskich wyborców obstawia w tej rywalizacji zwycięstwo Mitta Romneya. Kandydat dysponuje przewagą finansową i organizacyjną, brak mu jednak akceptacji konserwatywnych środowisk w partii. Nie ma także równie dobrego kontaktu z wyborcami jak Rick Santorum czy prezydent Obama. Mimo zwycięskiego superwtorku czeka go zatem kilka trudnych tygodni.

Za tydzień republikanie staną do rywalizacji w mniej sprzyjających mu Alabamie, Kansas i Mississippi. Kandydat będzie musiał pogodzić się z tym, że walka wewnątrz obozu republikańskiego pochłonie część funduszy, które miały finansować starcie z Barackiem Obamą.

To stawia demokratycznego pretendenta w lepszej sytuacji. W najnowszym badaniu ośrodka Rasmussen urzędujący prezydent pokonuje Mitta Romneya w stosunku 48 proc. do 42 proc. Jeszcze większą przewagę, 48 proc. do 41 proc., ma nad Rickiem Santorumem. Najbardziej urzędującemu prezydentowi sprzyja jednak poprawiająca się kondycja amerykańskiej gospodarki. Tu Barack Obama może pochwalić się skutecznością. Lepsza koniunktura odciąga także uwagę wyborców od kwestii gospodarczych, w których bryluje Mitt Romney. Faworyzuje za to Ricka Santoruma, uważanego przez demokratów za mniej groźnego przeciwnika. Część wyborców może poprzeć urzędującego prezydenta z obawy przed przekazaniemcałości władzy republikanom. Kolejnych kilka lat kohabitacji może być jednak dobrą wiadomością dla amerykańskiej gospodarki.

Budżetowy przełom

Głównym problemem Ameryki są gigantyczne deficyty budżetowe. Najnowsza sonda portalu BusinessInsider pokazuje, że amerykańscy inwestorzy obawiają się kryzysu zadłużenia nawet bardziej niż załamania w Europie czy wybuchu wojny z Iranem.

— Jeżeli stan gospodarki będzie się poprawiać do końca roku, to dynamika debaty wokół ulg podatkowych wprowadzonych przez George’a W. Busha zacznie się zmieniać — twierdzi Simon Johnson, były główny ekonomista Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Prezydent Obama będzie mógł zagrozić, że pozwoli wygasnąć wszystkim ulgom, a to skłoni republikanów, by zgodzili się na przedłużenie jedynie wybranych zwolnień. Tylko to może sprawić, że Ameryka przestanie się zadłużać. W ciągu 10 lat deficyty budżetowe wyniosły łącznie 6 bln USD. Jak oblicza parlamentarne biuro ds. budżetu, za połowę tej wielkości odpowiadały cięcia wprowadzone przez poprzedniego prezydenta.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane