Dwugłos w sprawie przyszłości NATO

29-01-2017, 22:00

Gwałtowne przyspieszanie polsko-amerykańskiej integracji, takie jak zorganizowanie anormalnie szybko wspólnych manewrów, ma znaczenie wyłącznie propagandowe na użytek krajowy.

Pierwszy tydzień kadencji Donalda Trumpa potwierdził, że 45. prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki nie do końca zdaje sobie sprawę z konsekwencji wprowadzania w życie od ręki populistycznych haseł wyborczych. Przykładem jest dekret radykalnie ograniczający nie tylko napływ imigrantów, lecz także ruch osobowy z Bliskiego Wschodu. Prezydent od pierwszych dni wziął też na cel wielostronne umowy gospodarcze. Wywołując konflikt dyplomatyczny z Meksykiem, rozpoczął demontaż funkcjonującej od 1994 r. strefy NAFTA (North American Free Trade Agreement), przy czym, rzecz jasna, nie chodzi mu o odizolowanie Kanady. Zgodnie z zapowiedzią, wypowiedział umowę TPP (Trans-Pacific Partnership), podpisaną w 2015 r. przez Baracka Obamę, ale wciąż nie ratyfikowaną. Nie postawił jeszcze formalnie krzyżyka na TTIP (Transatlantic Trade and Investment Partnership), jednak eurokracja w Brukseli nie ma już chyba złudzeń, że negocjacyjne dokumenty można odłożyć do archiwum.

Zobacz więcej

Charakterystyczna była scenka podczas piątkowej konferencji prasowej Donalda Trumpa i Theresy May — brytyjska premier podkreśliła, że NATO to bastion wspólnego bezpieczeństwa, a prezydent jedynie milcząco, od niechcenia jej przytaknął. FOT. Reuters/Forum

Z polskiego punktu widzenia ważniejsza od losów TTIP jest oczywiście przyszłość Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO). Z Waszyngtonu słychać w tej sprawie wyraźny dwugłos. Sam lokator Białego Domu powtarza, że sojusz jest strukturą przestarzałą. Charakterystyczna była scenka podczas piątkowej konferencji prasowej Donalda Trumpa i Theresy May — brytyjska premier podkreśliła, że NATO to bastion wspólnego bezpieczeństwa, a prezydent jedynie milcząco, od niechcenia jej przytaknął. Podobnie przebiegła jego telefoniczna rozmowa z Angelą Merkel — komunikat jest optymistyczny, ale mówiła głównie pani kanclerz. Z drugiej strony, bardzo pozytywna dla Europy jest opinia emerytowanego generała Jamesa Mattisa, nowego sekretarza obrony. Potwierdza on, że USA pozostaną najważniejszym partnerem NATO oraz że ich zaangażowanie w Europie Środkowej i Wschodniej nie ulegnie zmianie.

Amerykańscy żołnierze, przysłani przez Baracka Obamę zgodnie z decyzją warszawskiego szczytu NATO, dopiero się aklimatyzują. Naturalne jest jednak pytanie, jak długo u nas zostaną. Szybkie wycofanie ich byłoby ruchem zbyt radykalnym nawet jak na niepoprawnego politycznie Donalda Trumpa — zwłaszcza że druga zmiana już się szkoli. W ciągu półtora roku można jednak spodziewać się korekty. Dlatego gwałtowne przyspieszanie integracji, takie jak zorganizowanie anormalnie szybko wspólnych manewrów polsko-amerykańskich, służy wyłącznie krajowej propagandzie i nie ma wpływu na docelowe decyzje strategiczne.

Rozstrzygający będzie udział Donalda Trumpa w tegorocznym szczycie NATO w Brukseli. Zostanie on połączony z otwarciem nowej, równie efektownej co kosztownej siedziby głównej kwatery sojuszu, przez pół wieku mieszczącej się w prowizorce. Prezydent USA przyjazdu na razie nie potwierdził, ale bardzo możliwe, że bytność w Brukseli połączy z wizytą państwową w Londynie u królowej Elżbiety II oraz udziałem w szczycie G20 w Hamburgu. W tym kontekście bardzo ciekawe jest, kiedy (wcześniej czy później?) spotka się osobiście z Władimirem Putinem, co obaj uzgodnili w piątkowej rozmowie telefonicznej…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Polityka / Dwugłos w sprawie przyszłości NATO