Po trzech dniach, wypełnionych puszeniem się aktorów sceny politycznej, nadal nie wiadomo, o co chodzi Prawdziwemu Przywódcy IV RP — który to tytuł Jarosławowi Kaczyńskiemu nadał przez aklamację sobotni konwentykiel PiS w Sali Kongresowej. Wniosek o skrócenie kadencji Sejmu jak nie miał żadnych szans, tak nie ma. Notabene jesteśmy gotowi postawić wielkie pieniądze, że gdyby prezes Kaczyński przeprowadził bez żadnej presji tajne głosowanie wewnątrz całego poselsko-senatorskiego klubu PiS, to nawet w takim gronie jego pomysł by przepadł.
Nie wiadomo natomiast, co stanie się po odrzuceniu wniosku klubu PiS przez Sejm. Ze względu na szczyt Rady Europejskiej, głosowanie na posiedzeniu zaczynającym się jutro jest niemożliwe i zostanie przeprowadzone zapewne dopiero 6 kwietnia. Wszyscy opowiadający się przeciw wnioskowi zostaną odsądzeni od politycznego i ludzkiego honoru przez prezesa Kaczyńskiego, który sam sobie nadał prawo wyznaczania moralnych standardów IV RP. Że niehonorowa okaże się PO — to wynika z definicji. Że zdradziecko zachowa się LPR — wiadomo na podstawie rozwoju sytuacji w ostatnich dniach. Ale przeciw wnioskowi zagłosują również Samoobrona i PSL, czyli partie hipotetycznie wchodzące w grę jako rządowi koalicjanci PiS. Czy partia ideowo czysta, niczym jakiś wzorzec miary ze skarbca w Sévres, może z takimi wchodzić w alianse?
W każdym razie premier Marcinkiewicz w ogóle nie bierze dziś pod uwagę możliwości dymisji rządu, która otworzyłaby konstytucyjną ścieżkę do przedterminowych wyborów. I trudno mu się dziwić, bo jak można przerywać misję najlepszego rządu IV RP — jak to zostało stwierdzone podczas studniówkowej fety. Zwracamy jednak uwagę na pewną okoliczność. Otóż Kazimierz Marcinkiewicz w identycznie zaskakującym go trybie, w jakim 27 września usłyszał, że to właśnie on, a nie np. Andrzej Urbański czy ktoś inny chętny, zostaje premierem — może nagle dowiedzieć się od Prawdziwego Przywódcy, iż... właśnie składa dymisję.