Dylemat wart 10 mld zł

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2012-10-04 00:00

Trwale bezrobotni to duże obciążenie dla budżetu. Ale próba ich aktywizacji może kosztować podatników jeszcze więcej.

Osoby długotrwale bezrobotne, czyli bezskutecznie poszukujące pracy przynajmniej przez rok, to poważny problem społeczny, ale też spory koszt dla budżetu. Rocznie kosztują podatników 10,5 mld zł — wyliczył Deloitte. Tyle pieniędzy trafiałoby rocznie do budżetu, gdyby wszystkie takie osoby znalazły pracę.

None
None

— To jest bardzo konserwatywny szacunek. Gdyby przyjąć trochę bardziej optymistyczne założenia, kwota mogłaby być nawet dwukrotnie wyższa. Chodzi o wszystkie podatki czy składki, których dzisiaj bezrobotny i potencjalny pracodawca nie płaci — tłumaczy Rafał Antczak, wiceprezes Deloitte. Grono osób długotrwale bezrobotnych to niemal milion osób. Ich problem ze znalezieniem pracy zwykle nie wynika z problemów koniunkturalnych. Osoby te przeważnie albo nie mają żadnych specjalistycznych kwalifikacji, albo ich kwalifikacje się zdezaktualizowały.

— Długotrwale bezrobotni to osoby, które aktywizuje się znacznie trudniej niż tych, którzy niedawno stracili pracę. Wymagają bardzo wszechstronnej pomocy, by odnaleźć się na rynku. Muszą nauczyć się, jak szukać ofert zatrudnienia, jak zachować się na rozmowie kwalifikacyjnej, muszą nabyć podstawowe umiejętności pomagające wykonywać określony rodzaj pracy— mówi Anna Karaszewska, dyrektor zarządzająca Ingeus Polska, specjalizującej m.in. się w przywracaniu do pracy osób bezrobotnych.

Od kilku lat rząd rozważa prowadzenie reformy urzędów pracy. Aktywizacja zawodowa długotrwale bezrobotnych miałaby zostać powierzona prywatnym agencjom zatrudnienia.

Takie „prywatne pośredniaki” dostawałyby wynagrodzenie w zależności od tego, jak wiele powierzonych im osób udałoby się im zaktywizować. Ostatnio Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej wraca do tematu i rozmawia z potencjalnymi wykonawcami. Resort przeprowadziłjuż pilotaż takiego rozwiązania w Gdańsku (jak pisał „PB”, wyniki były rozczarowujące), a teraz podobny projekt prowadzony jest w Poznaniu.

— Prywatne służby zatrudnienia są w stanie bardziej efektywnie aktywizować bezrobotnych. Dysponują innowacyjnymi, specjalistycznymi metodami przygotowywania bezrobotnych do potrzeb rynku pracy — przekonuje Anna Karaszewska.

Problem w tym, że jest to dość kosztowna inwestycja i nie wiadomo, czy się zwróci. W pilotażu w Poznaniu koszt obsługi jednego bezrobotnego to około 10 tys. zł. Gdyby chcieć objąć takim wsparciem wszystkich długotrwale bezrobotnych, rząd musiałby znaleźć na ten cel 10 mld zł, czyli tyle samo, ile — według Deloitte — traci rocznie na długotrwale bezrobotnych.

A ponieważ nie ma szans na 100-procentową skuteczność aktywizacji, zyski z reformy mogłyby być znacznie niższe od jej kosztów. Gdyby „prywatne pośredniaki” zdołały obniżyć bezrobocie o 100- 200 tys. osób, byłby to ich sukces. Sęk w tym, że zysk z reformy wyniósłby 1-2 mld zł, czyli niewielką część poniesionych kosztów.