Referendum z 23 czerwca 2016 r. w sprawie wyjścia Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej z Unii Europejskiej nie było wiążące prawnie, ale przełożenie zaskakującego wyniku głosowania na decyzyjne konkrety było oczywistością. Dziesięć lat temu zwolennicy brexitu wygrali w urnach procentowo 51,89 do 48,11. Odniesienie liczby głosów wtedy oddanych do wszystkich 46,5 mln uprawnionych Brytyjczyków dało wynik procentowy 37,44 do 34,71, zaś 27,84 proc. elektoratu kwestia być albo nie być w UE w ogóle nie obchodziła. Procedura rozwodowa Wielkiej Brytanii potrwała zdumiewająco długo, ponad 3,5 roku, sfinalizowała się dopiero 31 stycznia 2020 r., notabene tuż przed eksplozją pandemii.
Mało chlubny jubileusz brexitu poprzedzony został bardzo ważną decyzją o znaczeniu bieżącym i przyszłościowym. 22 czerwca 2026 r. rezygnację ze stanowisk przewodniczącego Partii Pracy oraz automatycznie premiera ogłosił Keir Starmer, który w wyborach 4 lipca 2024 r. odniósł spektakularny sukces. Partię Pracy podniósł z upadku i doprowadził ją do zdobycia aż 411 mandatów w 650-osobowej Izbie Gmin, odstawiając Partię Konserwatywną od rządów po 14 latach. Zmiana lokatora siedziby premierów przy Downing Street 10 nastąpi we wrześniu, po wakacjach parlamentarnych i wybraniu nowego przewodniczącego rządzącej partii.
Podczas brexitowej dekady Zjednoczone Królestwo miało aż sześcioro premierów, co daje średnią nieco ponad półtora roku. Pięcioro kierowało zarazem Partią Konserwatywną: David Cameron 2010–2016, Theresa May 2016–2019, Boris Johnson 2019–2022, Elizabeth Truss 2022 (przez 43 dni) i Rishi Sunak 2022–2024. Szósty to wspomniany Keir Starmer 2024–2026. Po nim szefem Partii Pracy i rządu na 99 proc. zostanie Andrew Burnham, 56-letni doświadczony polityk, niegdyś deputowany i minister, zaś od prawie dekady burmistrz metropolii Manchester. Jego aspiracje wymagały najpierw powrotu do Izby Gmin, który odbył się w sposób zdumiewający. Josh Simons, młody deputowany z manchesterskiego okręgu jednomandatowego Makerfield – który jako pierwszy ostro skrytykował Keira Starmera za porażkę partii w wyborach lokalnych i ogólną nieudolność – poświęcił się i złożył mandat. Dzięki temu popularny Andrew Burnham mógł wystartować w wyborach uzupełniających, bardzo pewnie je wygrał i 22 czerwca złożył poselskie ślubowanie. Od tej chwili wystartował po przewodzenie partii i premierostwo, albowiem w Wielkiej Brytanii nie tylko szef rządu, lecz każdy minister musi zasiadać w parlamencie.
Pięcioletnia kadencja Izby Gmin planowo trwa w okresie 2024-2029. Sondaże wskazują, że akcje Partii Pracy dołują i nie ma ona żadnych szans na powtórzenie znakomitego wyniku wyborczego sprzed dwóch lat, zatem nowy premier Andrew Burnham przez trzy lata będzie po prostu rządził. Przestrogą przed pochopnym skracaniem kadencji jest pamiętny przypadek Theresy May. Przejęła ona w 2016 r. stery od symbolizującego brexitową klęskę polityczną Davida Camerona z komfortową przewagą w Izbie Gmin, ale ambicjonalnie zapragnęła mieć własną przewagę, z silnym mandatem zwyciężczyni powszechnych wyborów, więc całkowicie bezsensownie rozpisała je w 2017 r. Konserwatyści co prawda wygrali, ale… stracili większość bezwzględną – był to początek końca pani premier na jej własne życzenie.
Według stabilnych sondaży głównym rywalem wyborczym labourzystów pierwszy raz nie są dość słabi konserwatyści. Zdecydowanie zwyżkuje prawicowo-populistyczna partia o nazwie Reform UK, której założycielem i liderem jest słynny Nigel Farage. Przez lata walczył o wystąpienie Wielkiej Brytanii z UE, zaś nowy byt polityczny założył po sukcesie brexitu. Reform UK w obecnej Izbie Gmin zajmuje tylko piątkę foteli, co wynika z brytyjskiej ordynacji jednomandatowej. Antyunijny Nigel Farage osiągał sukcesy paradoksalnie w wyborach do Parlamentu Europejskiego, albowiem obowiązuje w nich ordynacja proporcjonalna. W jednomandatówkach natomiast zdecydowana większość, a czasami wszystkie głosy oddawane na jego partie (poprzednia nosiła wprost nazwę Brexit) szły w gwizdek. Tzw. tradycyjne partie zawierały taktyczne sojusze i wręcz wycofywały w niektórych okręgach słabszych w sondażach kandydatów, aby unikać rozrzutu głosów i przede wszystkim eliminować ludzi Farage’a. Pierwszy raz w dziejach brytyjskiej demokracji w najbliższych wyborach do Izby Gmin – których Nigel Farage oczywiście żąda natychmiast – nawet większościowa ordynacja może nie zatrzymać Reform UK.

