DYREKTORZY I PREZESI WOLĄ LEKCJE PRYWATNE

Karolina Guzińska
opublikowano: 1999-10-26 00:00

DYREKTORZY I PREZESI WOLĄ LEKCJE PRYWATNE

Największym powodzeniem wśród firm cieszą się kursy business english

Wiele szkół językowych specjalizuje się w obsłudze klientów instytucjonalnych. Oferta dla biznesu jest dopasowywana do indywidualnych potrzeb danej firmy. Ceny podlegają negocjacjom. Najdroższe są specjalistyczne szkolenia przygotowane na jednostkowe zlecenie.

Coraz więcej przedsiębiorstw inwestuje w edukację lingwistyczną własnej kadry. Zdaniem przedstawicieli szkół językowych, największą popularnością wśród klientów instytucjonalnych cieszą się kursy business english, zawierające charakterystyczną terminologię i zwroty funkcjonujące w świecie biznesu. Nie można wyróżnić branży najbardziej zainteresowanej szkoleniami.

Firmy i urzędy

— Obsługujemy ponad 150 firm. Są to instytucje finansowe, handlowe i usługowe. Mamy wielu klientów wśród firm z kapitałem obcym, ale współpracujemy także z ministerstwami, instytucjami państwowymi i prywatyzowanymi firmami — wylicza Anna Stępniewska, doradca ds. szkoleń w Linguaramie.

— Obecnie mamy około 60 klientów instytucjonalnych. Są to zarówno przedsiębiorstwa duże, jak i małe, zatrudniające tylko kilka osób — dodaje Wojciech Gajewski, prezes Centrum Oświatowego Akademos.

Według Martina Ratza, wiceprezesa English First, kilka lat temu większość klientów stanowiły firmy z kapitałem zagranicznym. Obecnie ta tendencja zmienia się.

Usługi na życzenie

Wiele szkół językowych wyodrębniło komórki zajmujące się wyłącznie obsługą biznesu.

— Firmy mające oddziały na terenie całej Polski chcą, żeby wszyscy pracownicy realizowali ten sam program i byli oceniani według jednakowych standardów. Dlatego jedna osoba zajmuje się danym klientem na terenie całego kraju, a nawet poza Polską — informuje Grażyna Słowikowska, dyrektor okręgowy szkół Berlitz w Polsce.

Często zdarza się, że jedna szkoła obsługuje tę samą firmę w wielu krajach. Na przykład English First współpracuje w ten sposób z firmą Skanska, także w Polsce.

Przedstawiciele szkół deklarują, że do potrzeb każdego klienta podchodzą indywidualnie.

— Analizujemy potrzeby danej firmy. Badamy poziom wyjściowy i ustalamy cele, które klient chce osiągnąć. Zakres i intensywność programu dostosowane są do wymogów oraz możliwości czasowych uczestników kursu. Pracujemy pod kątem ich doraźnych potrzeb — opowiada Agnieszka Kaczmarczyk, metodyk w Szkole Języka Angielskiego Archibald.

— Program profilowany jest nawet w zależności od działów, w jakich pracują uczestnicy kursu. Inne umiejętności językowe potrzebne są osobom zatrudnionym w marketingu, finansach, reklamie — dodaje Grażyna Słowikowska.

Indywidualnie traktowana jest także opłata za usługę.

— Istnieje możliwość wynegocjowania ceny. Zależy ona od programu, liczby godzin, wielkości grupy, lokalizacji zajęć. Na najkorzystniejsze warunki mogą liczyć stali klienci — tłumaczy Martin Ratz.

Najdroższe są programy nieszablonowe, wymagające większych nakładów pracy. Mogą dotyczyć języka prawnego, finansowego, technicznego. Zdarzają się jednak całkiem nietypowe zamówienia.

— Stworzyliśmy specjalne programy do nauki języka angielskiego związanego z bezpieczeństwem na płycie lotniskowej oraz na budowie. Szkoliliśmy także polskie wojsko — wspomina Martin Ratz.

— Przygotowaliśmy pracowników koncernu farmaceutycznego do szkolenia na temat technik sprzedaży, które miało być prowadzone w języku angielskim. Potem otrzymaliśmy od nich pocztówkę z informacją, że szkolenie powiela materiał, który przerobili z nami. Uczyliśmy także kierowników działów jednego z hipermarketów słownictwa związanego z kuchnią polską — opowiada Grażyna Słowikowska.

Swoje kwalifikacje podnoszą pracownicy różnych szczebli. Od szeregowych do kluczowych osób w firmie. Oferta dla tych ostatnich musi być szczególnie elastyczna.

Prezes uczniem

— Osoby bardzo zajęte zwykle opuszczają zajęcia. Dlatego proponujemy im „business track programme”, skonstruowany na zasadzie szkoleń menedżerskich. Przez tydzień nauka trwa osiem godzin dziennie. Potem zadajemy kilientowi pracę, na wykonanie której ma miesiąc. Jeśli spełni te wymagania, może zacząć kolejny moduł. Jest to opcja dla osób, które same mogą decydować o swoim rozkładzie zajęć — informuje Anna Stępniewska.

W wielu szkołach istnieje możliwość rozłożenia puli godzin lekcyjnych w czasie, skrócenia, wydłużenia lub przełożenia lekcji. Dotyczy to zwłaszcza zajęć indywidualnych, wybieranych zwykle przez wyższą kadrę menedżerską. Zajęcia dla firm odbywają się w szkole językowej lub na terenie danej instytucji. Zdania na temat skuteczności każdej z lokalizacji są podzielone.

— Nasi lektorzy dojeżdżają do firm na terenie Warszawy. Jest to wygodniejsze dla klienta, bo oszczędza czas pracowników. Zajęcia odbywają się w godzinach porannych, lub późnopopołudniowych, ale bywa, że prezes uczący się języka polskiego ma czas dopiero o 20:00 i lektor musi się znaleźć — wyjaśnia Wojciech Gajewski.

Zdaniem Martina Ratza, lekcje w szkole są efektywniejsze, chociaż na życzenie klienta lektorzy mogą przyjechać do firmy.

— Integralną częścią kształcenia są dostępne w szkole pomoce multimedialne. Poza tym w firmie dzwonią telefony, przychodzą faksy, co powoduje spadek uwagi — twierdzi Martin Ratz.

Według Grażyny Słowikowskiej, dyrektor za własnym biurkiem wciąż pozostaje dyrektorem. Żeby nauka przyniosła efekt, powinien poczuć się uczniem. A do tego służy szkoła.

DWA W JEDNYM: Klienci instytucjonalni preferują lektorów, którzy mają więcej niż jeden fakultet. Dlatego staramy się zatrudniać osoby, które po filologii ukończyły np. Szkołę Główną Handlową — informuje Wojciech Gajewski, prezes Centrum Oświatowego Akademos. fot. B. Skrzyński

PRAWO BIZNESU: Dla tych, którzy chcą zainwestować w naukę języków, najważniejsza jest jakość. Dlatego nowoczesne firmy wybierają profesjonalne usługi. Różnica między szkołami a tzw. szarą strefą jest podobna do tego co różni usługi rzemieślnika i artysty: obaj robią to samo, ale z innym efektem — uważa Grażyna Słowikowska, dyrektor okręgowy szkół Berlitz w Polsce. fot. Borys Skrzyński

MARKETING BEZPOŚREDNI: Najczęściej zdobywamy klienta drogą marketingu bezpośredniego, stosujemy też narzędzia PR. Zdarza się również, że jeden klient poleca nas drugiemu — twierdzi Anna Stępniewska, doradca ds. szkoleń w Linguaramie. fot. MP

NIEZBĘDNY WYSIŁEK: Nie można opanować języka obcego drogą medytacji. Dlatego pojawiające się na rynku rewolucyjne metody, np. naukę we śnie, oceniamy jako zwykłe nabieranie klienta — przestrzega Martin Ratz, wiceprezes English First. fot. GK