Dyskomfort i podróży PKP, i rządów PiS

Janusz Lewandowski
opublikowano: 2006-09-29 00:00

W cieniu politycznej kompromitacji IV Rzeczypospolitej 80. rocznicę swoich urodzin świętują Polskie Koleje Państwowe, szczycące się rodowodem z II RP. Zbiegło się to z 25-leciem francuskiej szybkiej kolei TGV.

Teoretycznie i geograficznie PKP i TGV należą do tego samego świata, współtworząc system transportowy Unii Europejskiej. Przed wojną, kiedy nasza kolej trzymała europejskie standardy, jakość podróży we Francji i Polsce była porównywalna. Dziś dzieli je przepaść. PKP mają się tak do standardów europejskiego transportu jak gabinet Prawa i Sprawiedliwości do europejskiej kultury rządzenia. Mogę sobie porównać półtoragodzinną komfortową podróż z Brukseli do Paryża z wielogodzinną trasą Warszawa — Gdańsk, gdzie tylko cena uzasadnia dumną nazwę Intercity.

Francuska TGV jest rzadką ilustracją widzialnej ręki państwa, kreującej nową jakość usług publicznych. Sporo to kosztowało (22,5 mld euro), ale w XXI wieku tropem TGV ruszyły inne kraje. Zawiązuje się alians kolejowy Francji, Austrii, Niemiec, Belgii, Holandii i Szwajcarii, na podobieństwo aliansu lotniczego. Paneuropejska sieć połączeń z szybkością 300 km na godzinę pomiędzy ważniejszymi aglomeracjami, konkurencyjna wobec lotnictwa, staje się rzeczywistością. Gdzie my jesteśmy z naszymi drogami i kolejami? Czyż nie jest to ważniejsze niż pozyskiwanie posłanki Renaty Beger dla koalicji, która ma gospodarkę w „głębokim poważaniu”?