Dystrybutorzy przesyłek stworzyli własny kodeks
Dostarczanie pod drzwi i umieszczanie w skrzynkach pocztowych bezadresowych ulotek jest najtańszą formą marketingu bezpośredniego. Wzbudza ona kontrowersje wśród mieszkańców bloków i domów. Dlatego stworzono kodeks etyczny firm dystrybuujących masowe przesyłki bezadresowe.
Masową przesyłkę bezadresową, czyli wkładane do skrzynek pocztowych lub zostawiane pod drzwiami ulotki, firmy wykorzystują o wiele rzadziej niż przesyłki adresowe. Według badań TNS OBOP, w 2000 roku 50 proc. firm sięgnęło po przesyłki bezpośrednie. Wśród nich udział korespondencji bezadresowej był prawie dziesięć razy niższy niż adresowej.
— Tę formę marketingu bezpośredniego wykorzystują głównie sieci hipermarketów, pizzerie oraz działający lokalnie usługodawcy i mali producenci — wyjaśnia Monika Fortuna-Mężydło, dyrektor handlowy z ABC Direct Contact.
Przyznaje, że czasami dostarczanie masowych przesyłek bezadresowych napotyka trudności. Budzą one sporo kontrowersji wśród mieszkańców bloków.
— Do Stowarzyszenia Marketingu Bezpośredniego docierały sygnały, że lokatorzy skarżą się na tę formę marketingu. Ludzie żalili się na stosy rozrzucanych ulotek. Dlatego SMB postanowiło uregulować przepisy związane z przesyłkami masowymi. Nasz kodeks etyczny poszerzyliśmy o przepisy regulujące bezadresową przesyłkę masową — mówi Monika Zarzycka, dyrektor generalny Stowarzyszenia Marketingu Bezpośredniego.
— Rynek przesyłek bezadresowych w Polsce dopiero zaczyna się rozwijać. Trzeba go uporządkować — mówi Monika Fortuna-Mężydło.
Jej zdaniem, mieszkańców niezadowolonych z faktu, że otrzymują bezpłatne ulotki, tak naprawdę jest niewielu.
Proste zasady
Według kodeksu, przesyłki bezadresowe powinny być roznoszone tylko na obszarach wyznaczonych przez zleceniodawcę. Dystrybutorzy nie mogą pozostawiać w blokach i domach bałaganu. To bowiem przeszkadza mieszkańcom.
— Dobrym sposobem na to, by ulotki nie leżały rozrzucone na klatkach, jest pakowanie ich w torebki i wieszanie na klamkach. Tak już teraz robi Tesco i Ikea. Na Zachodzie przed klatkami są zainstalowane skrzynki na ulotki. Rozważaliśmy wprowadzenie takiego rozwiązania w Polsce. Nie wiadomo jednak, kto miałby pokryć koszty. Wymagałoby to wspólnego zainwestowania sporych pieniędzy. Rynek do tego jeszcze nie dojrzał — twierdzi Monika Fortuna-Mężydło.
Zdaniem Moniki Zarzyckiej, oprócz zachowania porządku podstawową zasadą, której powinny przestrzegać firmy dystrybucyjne, jest respektowanie sprzeciwu lokatorów nie wyrażających zgody na to, by w ich bloku roznoszone były materiały reklamowe. Ponadto dystrybutorzy powinni być ubrani tak, by można było rozpoznać ich pracodawcę oraz zleceniodawcę.
Jednolite standardy
Firmy dystrybucyjne zgodnie twierdzą, że coraz trudniej roznosi się ulotki. Powodem jest rosnąca liczba zamkniętych osiedli i bloków.
— Firmy zajmujące się przesyłkami masowymi powinny przyjąć wspólną politykę wobec rejonów, gdzie ich dystrybucja jest utrudniona. Można stworzyć bazę takich miejsc i określić modele dotarcia do nich, np. instalować skrzynki — twierdzi Monika Zarzycka.
Dodaje, że do tej pory firmy zajmujące się wysyłką masową nie miały opracowanych jednolitych standardów kontroli swoich akcji.
— Dystrybutorzy powinni w jednakowy sposób oceniać swoją pracę. Ten rynek jest bardzo rozdrobniony. Działa na nim zaledwie kilka firm ogólnopolskich, pozostałe mają zasięg lokalny — wyjaśnia Monika Fortuna-Mężydło.
Brak precyzji
Zdaniem Moniki Zarzyckiej przesyłka bezadresowa jest najtańszą, ale i też najmniej doskonałą formą marketingu bezpośredniego. Zwykle niewiele wiadomo o odbiorcy przesyłek. Dlatego wysyłka jest mało precyzyjna. Tutaj liczy się głównie ilość dostarczonych ulotek, a nie ich jakość.
— Coś za coś. Bezadresowa ulotka włożona do skrzynki kosztuje 15 gr, a wysłanie zaadresowanego listu 1,10 zł. Do tego trzeba jeszcze doliczyć koszt zakupu bazy danych, która w przypadku przesyłek adresowych jest podstawą — mówi Lidia Darwish, zastępca prezesa DCN Direct.
Jej zdaniem, firmy nie wykorzystują w pełni przesyłek bezadresowych, tym bardziej, że większość z nich jest dystrybuowana pod drzwi, a do skrzynek.
— To zacznie się jednak zmieniać. Coraz więcej osiedli jest bowiem zamkniętych. Pośrednictwo Poczty Polskiej, która jako jedyna instytucja ma dostęp do skrzynek pocztowych, powoduje, że przesyłka na pewno się w niej znajdzie. Listonosz zawsze będzie miał wstęp na osiedla, nawet te zamknięte — wyjaśnia Lidia Darwish.
Małgorzata Zgutka
[email protected] tel. (22) 611-62-24