GRZEGORZ ZALEWSKI, ekspert Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska:
Fundusze rzadko cechują się powtarzalnością wyników. W pewnych latach liderami są jedne, w kolejnych inne. Raczej nie spotyka się zdecydowanych liderów przez kilka lat z rzędu. Naturalnie mamy na myśli fundusze w obrębie jednej kategorii — fundusze akcji albo fundusze obligacji skarbowych. Ponadto wyniki funduszy mogą się od siebie bardzo mocno różnić. Zarządzający jednego funduszu akcji będzie koncentrował się wyłącznie na wyborze dużych stabilnych spółek, inny będzie starał się mieć jak najszerszą reprezentację całego rynku, jeszcze inny uzna, że warto mieć w portfelu nieco więcej przedsiębiorstw technologicznych lub z grupy małych i średnich spółek. To może w istotny sposób przełożyć się na wyniki.
W ciągu dwóch lat — od 2013 do 2014 r. — indeks akcji szerokiego rynku WIG zyskał około 5 proc. Można z dużym prawdopodobieństwem uznać, że podobnie zachowywały się duże fundusze akcji. Ale indeks małych i średnich spółek mWIG40 wzrósł około 35 proc. Podobnymi wynikami mogły pochwalić się fundusze koncentrujące się właśnie na tym segmencie firm. Nawet w obrębie ogólnych funduszy różnice w wynikach mogły być widoczne właśnie w zależności od tego, na których spółkach skupili się zarządzający danego funduszu. Lata 2013-14 były wyjątkowo trudne dla zarządzających funduszami. Najlepszy fundusz zarobił ponad 22 proc., najsłabszy zaś stracił 11 proc.
Wystarczy sobie wyobrazić, jakie uczucia mogą nami miotać, jeśli w naszym portfelu znajdzie się właśnie takie kukułcze jajo. Frustracja związana z nie najlepszym wyborem może być bardzo duża. Podobnie może być w czasie bardzo silnej hossy, gdy okaże się, że wszystkie fundusze zarabiają. Niestety — jedne więcej, inne mniej. Dopóki różnice będą niewielkie — powiedzmy o 2-3 pkt. proc. — prawdopodobnie będziemy w stanie to przełknąć, ale co poczujemy w momencie, gdy liderzy rynku zyskają na przykład 60 proc., a nasz wybranek „marne” 30 proc.?
Jak w takim razie uniknąć rozczarowania lub je zminimalizować? Pewnym rozwiązaniem — jak zawsze niezbyt doskonałym — jest wybór więcej niż jednego funduszu danego rodzaju. Mówimy wówczas o dywersyfikacji portfela. Kupno kilku różnych funduszy akcji, zamiast jednego, będzie dobrym pomysłem, jeśli obawiamy się, że przeoczymy liderów rynku lub trafimy na wyjątkowego pechowca, który sobie nie radzi w danym okresie. Nie będzie to jednak rozproszenie ryzyka, ale raczej rozproszenie naszej chciwości. Podczas dekoniunktury fundusze akcji będą spadały bardzo podobnie, choć jedne bardziej, inne mniej. Co więcej, dotychczasowi liderzy zwyżek mogą stać się liderami spadków. Warto mieć tego świadomość, by nie być zaskoczonym, że nie wszystko poszło tak, jak sobie wcześniej wyobrażaliśmy. Nieco więcej na temat tego, kiedy dywersyfikacja przestaje być ochroną przed ryzykiem opowiem podczas szkoleń, które w październiku i listopadzie będą odbywały się w całej Polsce (szczegółowe informacje na stronie bossafund.pl, w zakładce Edukacja — Szkolenia).
Fragment ebooka „Inwestuj w fundusze. To prostsze niż myślisz” do pobrania na stronie inwestujwfundusze.bossafund.pl.