Dywidenda wpłynie od funta kłaków

Co to ma być? — mógłby spytać inwestor. Rzeźby autora to jakieś posklejane farfocle, a średnia cena w pięć lat wzrosła sześciokrotnie

Takie możliwości zarobkowe daje właśnie krajowy rynek rzeźby, który od kilku lat sprytnie się podkrada, żeby wyjść wreszcie z cienia malarstwa. Hegemon nie ustąpi, ale trójwymiarowe dzieła się nie poddają i na najbliższejaukcji wytoczą najcięższe działa — będą przedzierać się do obiegu ostro zakończonymi krawędziami, kawałkami stali, surową deską i grubym szkłem. W ruch pójdą długie pordzewiałe gwoździe. W ostateczności będą kneblowaćuformowanymi w kulkę kawałkami workowej tkaniny — a to już nie przelewki, dlatego że jedna taka kulka Magdaleny Abakanowicz może mieć wartość do 100 tys. zł. Jeśli inwestor myślał o ich rynku w kategoriigładkich fajansowych figurek w typie damy z parasolką, rzeźby z tym skończą w radykalny sposób, bo 17 listopada w Desie Unicum wystawione będą materiały, którymi rzeczywiście mógłby posłużyć się oprawca.

Chociażby na dowód tego, że kilka zbitych desek naprawdę uznaje się za dzieło — i to autora, którego aukcyjny rekord przebija 1 mln USD.

Po pierwsze, nie liczy się wnętrze

Gruda z estymacją do 100 tys. zł, ulepiona z tkaniny jutowej i żywicy, to „Twarz” autorstwa Magdaleny Abakanowicz. Skoro więc twarz wygląda tak, trudno nawet przypuszczać, jak miałaby wyglądać cała taka postać — a to pozory, bo właśnie korpusy bez głowy są chyba najbardziej rozpoznawalnymi dziełami rzeźbiarki. Jedna ze skorupowatych jutowych postaci (na zdj.) będzie licytowana od 90 tys. zł, a jej spodziewana cena dochodzi do 200 tys. zł. Jak na aukcje przestrzennych obiektów, to stosunkowo wysoko, ale rozsądnie, jak na podobne korpusy z juty — tłum dwudziestu dwóch wylicytowano w pewnym sensie hurtowo w nowojorskim Sotheby’s do 380 tys. USD (1,5 mln zł), ale dziesięć lat temu. W ubiegłym roku podobna siedząca figura osiągnęła próg 180 tys. zł — z osobliwym krzesełkiem z pustym siedziskiem w cenie.

Po drugie, lalkę przebija się gwoździem

Sześciokrotny wzrost przeciętnej wartości za farfocle to najprostszy opis rynku dzieł Władysława Hasiora. Jeśli inwestor miałby wątpliwości, z pomocą przyjdzie mu „Arka” (na zdj.) z ceną wywoławczą 80 tys. zł i składem: drewienka, wycinki starych fotografii, poszarpane sreberko, prawdopodobnie stara zabawka, kawałek mocno przykurzonej firanki. Gdyby wątpliwości miały się od tego opisu tylko pogłębić, trzeba zaznaczyć — „Arka” jest dziełem sztuki, tak samo jak inne prace Hasiora, czy to z zepsutą lalką, czy z przytwierdzonym kłębkiem kłaków. Ma potencjał jako inwestycja, ale jest w niej przede wszystkim dramatyzm, bo arka okazuje się przecież lichą wywróconą łódeczką, na której samotnie czekają dwie kozy z czarno-białych fotografii. Inaczej nikomu i do niczego nie byłyby przydatne.

Po trzecie, wystarczy pięć desek

Zgodnie z szorstką regułą, że na rynku rzeźby nie liczy się wnętrze, można sobie wyobrazić sprzedaż prostej skrzynki, na przykład zbitej z pięciu desek. Cena wywoławcza 30-centymetrowego pudełka (na zdj.) to 2,5 tys. zł — tylko tyle, bo w serii „Intuition” z 1968 r. powstało ich 12 tys. sztuk. Aż tyle natomiast, dlatego że zdrożały. W latach 60. sprzedawano je po 8 niemieckich marek w ramach udowadniania społeczeństwu, że sztuka może zawładnąć wszystkimi dziedzinami życia. Takim pomysłem zasłynął Joseph Beuys, którego najdroższą pracę wylicytowano w tym roku powyżej 1 mln USD, choć była to czarna tablica, trochę od góry zapisana kredą. Idea przyświecająca skrzynkom brzmiała „Każdy artystą”, z uwagi na to, że każdy mógł uzupełnić dzieło samemu. W związku ze wzrostem cenowym może należałoby ją zrewidować, na przykład: ten artystą, kto inwestorem.

Po czwarte, jak maczuga, to szklana

Zaczynało się niepozornie, bo od projektowania wzorów szlifów na kryształy, ale przyszedł i czas na takie „Fatum” (na zdj.), od którego nie było już odwrotu. Henryk Albin Tomaszewski pomyślał po prostu o szkle inaczej — nie jak o materiale na przedmioty codziennego użytku, tylko jak o surowcu, z którego mogą powstawać artystyczne dzieła. Chociaż każdy taki przejrzysty obiekt jest zupełnie unikatowy, rzeźby Tomaszewskiego do tego roku prawie nie pojawiały się na aukcjach, dlatego cenę startową „Fatum” na poziomie 5 tys. zł bardziej trzeba odnosić do obiegu galeryjnego. Na pytanie, do czego odnosić kształt, trudno konkretnie odpowiedzieć, ale ze szkłami w tak organicznych formach trzeba być ostrożnym — zdaniem krytyków, należą do istot prawie żyjących.

Po piąte, nie ubijaj

Auguste Coutin to XIX-wieczny autor, którego praktycznie w ogóle nie spotyka się na aukcjach, jednak cena wywoławcza „Popiersia młodej damy” (na zdj.) to 18 tys. zł. Taka jest stawka za damę o skórze z alabastru, której dekolt przesłania szata z jasnego marmuru, a włosy spina sznur wyrzeźbionych pereł — i nie ma w tym nieudolnej poezji, bo tak właśnie rozplanowano użycie materiałów. Typowo rzymskie popiersie opracowane zostało w dwóch rodzajach rzeźbiarskiej materii — w twardym nieprześwitującym marmurze i oddającym miękkość skóry alabastrze. W związku z tym, że kruchość ostatniego przebiła się ostatnio do mediów, inwestor powinien rzeźby pilnować — damy tak subtelne jak te alabastrowe nie mają zwykle mocnej głowy.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Alternatywne / Dywidenda wpłynie od funta kłaków