Działania rządu są już spóźnione

Marlena Kaczmarek
opublikowano: 2001-03-26 00:00

Przewóz nietypowych ładunków jest za drogi

Transportowcy walczą z restrykcyjnymi przepisami

Polskie zasady przewozów ładunków ponadgabarytowych są zbyt restrykcyjne. Opłaty drogowe i cena płacona za wytyczenie trasy przekraczają 50 proc. całości kosztów transportu. W rezultacie traci producent, rezygnuje inwestor, a grupa rodzimych firm specjalizujących się w przewozach ponadnormatywnych zmniejsza się.

W Polsce funkcjonuje zaledwie kilkanaście przedsiębiorstw przewozowych, posiadających odpowiedni sprzęt do transportowania ładunków ponadnormatywnych. Nie ma firm zajmujących się organizacją tego typu przewozów. Powodem tej sytuacji jest to, że transport ponadgabarytowych ładunków pochłania zbyt duże koszty i obwarowany jest restrykcyjnymi przepisami.

Drogi sprzęt

Przewóz nietypowych ładunków wymaga od przewoźnika dysponowania odpowiednim sprzętem.

— Naczepa hydrauliczna do przewozu 80-100-tonowego ładunku kosztuje około 1 mln DEM, czyli około 2 mln zł. Do tego potrzebny jest ciągnik, a to dalszy koszt 300-400 tys. DEM (600-800 tys. zł). Nasza firma dysponuje specjalnym zestawem do przewozu ładunków ponadnormatywnych (konfiguracja 28 osi, czyli 112 kół), którego wartość wraz z oprzyrządowaniem i ciągnikami sięga 2 mln USD (około 8 mln zł). Koszt amortyzacji takiego sprzętu stanowi nie więcej niż 20-30 proc. jego ceny — wylicza Zbigniew Sadowski, dyrektor Przedsiębiorstwa Państwowego Zakładu Transportu Energetyki Radom.

— Każda specjalistyczna naczepa jest minimum 2 razy droższa, niż standardowa naczepa plandekowa. Bywa jednak, że specjalistyczny sprzęt przewoźniczy jest nawet 5-10 razy droższy od tego, który wykorzystują firmy transportowe — dodaje Paweł Szewczyk, prezes poznańskiej firmy przewozowej Centrans.

Kosztowna biurokracja

Głównym problemem przewoźników ładunków ponadnormatywnych, a jednocześnie największym kosztem są czasochłonne i restrykcyjne zasady wydawania pozwoleń na przejazd.

— Organem wydającym zezwolenia na przejazd, wytyczającym trasę i pobierającym opłaty drogowe jest Generalna Dyrekcja Dróg Publicznych. Zgodnie z przepisami o zezwolenie na przejazd występuje zarządzający drogą, w miejscu gdzie rozpoczyna się transport — najczęściej wójt gminy. W praktyce, procedura pozyskiwania pozwoleń na przejazd jest nieprzewidywalna i długo trwa — twierdzi Zbigniew Sadowski.

— Jednym z problemów przewoźnika ładunków nienormatywnych jest czas, jaki marnuje na pozyskanie pozwoleń na przejazd. Drogami w Polsce zarządzają różne podmioty. Starający się o zezwolenie musi uzyskać zgodę od wszystkich, na których terenie ma się odbyć transport. Na skompletowanie dokumentów nie wystarcza miesiąc — mówi Paweł Szewczyk.

Koszt przewozu przez Polskę ładunków ponadgabarytowych jest wysoki. Zarządzający drogami zwykle narzucają gigantyczne opłaty drogowe. Unia Europejska dopuszcza maksymalny nacisk 11,5 tony na oś. W Polsce ładunek 40-tonowy musi być rozdzielony na 5 osi. Samochód ciężarowy musi też poruszać się bardzo wolno, gdyż dopuszczalna prędkość to 45-50 km/h, a przy przejeździe przez most — 10 km/h.

— Dla przewoźnika kosztowna jest sama trasa, jaką na przewiezienie ładunku wytycza Generalna Dyrekcja Dróg Publicznych. Przykładowo z Rybnika do Gdańska jest około 600 km, tymczasem nam wytyczono trasę mającą ponad 1000 km. Najdroższe są jednak zezwolenia na przejazd. Najczęściej uzyskanie wszystkich pozwoleń stanowi 40-50 proc. wszystkich kosztów związanych z transportem. Ostatnio Zarząd Dróg Miejskich w jednym mieście zażyczył sobie za przewóz ładunku 2 mln zł — mówi Zbigniew Sadowski.

— W większości krajów europejskich zasady przewozu ładunków nienormatywnych są tak ustalone, by ułatwiać życie przewoźnikowi. W Holandii i Danii zezwolenie na przejazd wydawane jest maksymalnie w czasie 2 tygodni i kosztuje około 350 DEM. W Niemczech koszt wynosi również około 350 DEm, niezależnie od długości trasy. W Polsce płaci się za każde przekroczenie parametrów i każdy kilometr przejazdu. Bywało, że za zezwolenie musieliśmy zapłacić 12 tys. DEM. Do tego dochodziły dalsze koszty ekspertyz obiektów mostowych sięgające również kwot od 12 do 15 tys. DEM. W przypadku przewozów nienormatywnych sam koszt wynajęcia samochodu stanowi zaledwie 25 proc. całej kwoty usługi — dodaje Paweł Szewczyk.

Wielu traci

Na restrykcyjnych zasadach przewozu ładunków ponadgabarytowych tracą nie tylko sami przewoźnicy. Koszty odstraszają inwestorów, tracą też rodzimi producenci.

— Jakiś czas temu angielska firma zleciła nam wykonanie budżetu przewozu ładunku na terenie naszego kraju. Wyliczyliśmy, że zadanie kosztować będzie 500 tys. DEM, z czego zaledwie 38 tys. DEM to były koszty naszej usługi. Aby obniżyć koszty, zaproponowaliśmy podział ładunku. Obydwie propozycje Brytyjczycy odrzucili. Restrykcyjne zasady przewozu szkodzą też naszym krajowym producentom branży ciężkiej, gdyż sprzedaż produktów tego typu zawsze wiąże się z transportem. Tymczasem kolej ogranicza przewóz ładunków pod względem dopuszczalnej szerokości, a dla transportu rzecznego w Polsce nie ma odpowiedniej infrastruktury przeładunkowej — twierdzi Zbigniew Sadowski.

Marlena Kaczmarek

[email protected] tel. (22) 611-62-74