DZIAŁANIA URZĘDNIKÓW OBURZYŁY OUTDOOR
Firmy przygotowują się do konkursu na „meble” dla stolicy
Firmy zajmujące się reklamą zewnętrzną z niecierpliwością czekają na zapowiedziany przez władze Warszawy konkurs na „meble” dla stolicy. Wybór wiat przystankowych, toalet i kiosków jeszcze przed ogłoszeniem przetargu wzbudził niepokój i kontrowersje wśród znajdujących się na rynku podmiotów.
Outdoor już po raz drugi będzie rywalizował o prawo „umeblowania” stolicy. Ogłoszony w sierpniu 1998 roku konkurs na wiaty przystankowe został na początku tego roku unieważniony.
— Złożone przez firmy projekty nie spełniały postawionych w regulaminie warunków — wyjaśnia Zbigniew Derlikowski, kierownik działu zamówień publicznych w Zakładzie Transportu Miejskiego.
Na wiadomość o nowym konkursie firmy czekały ponad osiem miesięcy. W końcu jego organizację zapowiedział w połowie października prezydent Warszawy Paweł Piskorski, na zorganizowanej przez Biuro Miejskiego Systemu Informacji (MSI) wystawie „Meble dla miasta”.
Nie sprecyzowano jeszcze dokładnego terminu rozpoczęcia konkursu. Z urzędów wychodzą sprzeczne informacje. Zdaniem Zbigniewa Derlikowskiego, zostanie on ogłoszony już w tym tygodniu. Nic o tym nie wie, choć ma być członkiem jury konkursowego, Wojciech Sławiński, dyrektor MSI.
— Uchwała o konkursie jest już przegłosowana. Jednak bliższe szczegóły nie są jeszcze znane. Zapewne rozpocznie się on jeszcze w tym roku — tak zapowiedział prezydent Warszawy — tłumaczy Wojciech Sławiński.
Walka rozpoczęta
Do walki już przystąpiły chcące wziąć w nim udział firmy. Niepokój obecnych w Polsce podmiotów wzbudziła wystawa „Meble dla miasta”.
— Możliwość zaprezentowania wiat przystankowych, toalet i kiosków dano tylko trzem firmom — Adshel należącej do koncernu Clear Channel, Jean Claude Decaux i Wall AG. Innych firm nie poinformowano o wystawie. Ciekawe, na jakiej zasadzie wybrano podmioty biorące w niej udział i jakie kryteria władze miasta brały pod uwagę? — pyta Janusz Malinowski, dyrektor firmy reklamy zewnętrznej Europlakat Polska.
Wystawa zaskoczyła również Tomasza Kafkę, prezesa AMS.
— Zdziwiło nas, że nie zostaliśmy zaproszeni do wzięcia w niej udziału. Niestety, mogliśmy być tylko widzami — mówi Tomasz Kafka.
Wojciech Sławiński z MSI twierdzi, że władze miasta nie zapraszały ani nie wybierały firm mających wziąć udział w prezentacji „Mebli dla miasta”.
— Miasto nie dokonywało żadnej selekcji. Te trzy firmy po prostu same się zgłosiły i wystąpiły z inicjatywą zorganizowania prezentacji swoich wyrobów. Ich propozycja była na tyle interesująca, że władze miasta zgodziły się na wcielenie jej w życie. Przygotowania trwały od wielu miesięcy — wyjaśnia Wojciech Sławiński.
Przyznaje, że firmy w różny sposób reklamują swoje wyroby. Wszystko zależy od ich przedsiębiorczości.
— Są podmioty, które się reklamują w prasie, inne robią to na billboardach. Są też takie, które potrafią przekonać zarząd miasta, że warto zaprezentować ich wyroby pod nazwą „Meble dla miasta” — dodaje Wojciech Sławiński.
— Dlaczego jednym firmom dano taką możliwość, a innym nie? Inne podmioty, które również zgłosiły chęć zaprezentowania swoich wyrobów, po prostu nie zostały dopuszczone. Gdy miesiąc przed wystawą przypadkiem dowiedzieliśmy się o niej i wystąpiliśmy z chęcią wzięcia udziału, dyretor MSI nie znalazł czasu, by spotkać się z nami. Odwiedziłem go dziesięć dni przed prezentacją. Jeszcze bylibyśmy w stanie przygotować nasze wyroby do pokazu, ale wówczas biuro MSI zadecydowało, że jest już za późno — żali się Janusz Malinowski.
Wojciech Sławiński twierdzi, że wystawa nie była dla innych firm zamknięta.
— Owszem, zgłosiły się inne firmy. Jednak zrobiły to za późno, na kilka dni przed prezentacją. Jedna domagała się, byśmy jej wyroby przyjęli jeszcze dzień przed rozpoczęciem imprezy — podkreśla Wojciech Sławiński.
Przyznaje, że nikt przecież nie broni pozostałym firmom, które nie pokazały swoich „miejskich mebli”, by wystąpiły do miasta z podobną propozycją.
Dobry PR
— Wielokrotnie zgłaszaliśmy taką inicjatywę. W ubiegłym roku próbowaliśmy przeforsować zorganizowanie prezentacji. Nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi. W końcu wiaty przystankowe pokazaliśmy, ustawiając je na terenie prywatnym — wyjaśnia Lech Kaczoń, prezes grupy Outdoor.
Jego zdaniem, taka wystawa firmowana przez miasto i odbywająca się pod jego auspicjami jest doskonałym sposobem na to, by nieobecne dotąd firmy weszły na nasz rynek.
— Trzy firmy biorące udział w wystawie późno pojawiły się w Polsce i dlatego robią koło siebie dużo szumu. Tylko dlaczego odbywa się to pod egidą miasta? — zastanawia się Lech Kaczoń.
Zdaniem Janusza Malinowskiego, firmy małym kosztem zrobiły sobie świetne public relations (PR).
— To nie jest nic innego, jak ubijanie gruntu przed konkursem. Przecież dowiedzieliśmy się o nim właśnie na wystawie — dodaje.
Jeden z urzędników w zarządzie miasta deklaruje, że wystawa nie będzie mieć wpływu na planowany konkurs.
TYLKO TRZY: Tuż przed konkursem pokazano „meble miejskie” tylko trzech firm. Przecież inne działające na rynku podmioty też mogły zaprezentować podobnej jakości produkty — wyjaśnia Janusz Malinowski, prezes Europlakatu Polska. fot. M. Pstrągowska
KILKA STOPNI: Konkurs na „meble” dla stolicy ma być kilkuetapowy. Najpierw zostanie wybrany ich architektoniczny projekt. Później miasto wyłoni jego wykonawcę, a w trzeciej kolejności podmiot, który postawi i zagospodaruje gotowe meble. Przecież można było zrobić jeden przetarg. A tym sposobem firma X, która otrzyma prawo postawienia przystanków, będzie musiała kupić je od firmy Y, której projekt zostanie przez miasto wybrany — tłumaczy Lech Kaczoń, prezes grupy Outdoor. fot. Grzegorz Kawecki