Dzieci spieszą się na świat

opublikowano: 01-08-2017, 22:00

W danych o urodzeniach coś drgnęło, choć niekoniecznie dzięki 500+. Dla przyszłych rodziców ważniejsze są żłobki

W pierwszym półroczu 2017 r. zarejestrowano około 200 tys. urodzeń — wynika ze wstępnych danych GUS. To o ponad 14 tys. więcej niż przed rokiem. Liczby nie kłamią, ale czasem trudno jednoznacznie je zinterpretować — i tak jest w tym przypadku. Każdy wzrost w tabelkach speców od demografii jest bezcenny, ale na mówienie o baby boomie, który odmłodzi nasze starzejące się od lat społeczeństwo, jest niestety za wcześnie. Nadzieją napawają jednak ułatwienia w zakładaniu żłobków. Statystyczne zależności i ekonomiści wskazują, że to najlepszy sposób na zwiększenie dzietności w długim terminie.

Istotne przypisy

Urszula Kryńska, ekonomistka Banku Millennium, podkreśla, że dane GUS dotyczą urodzeń zarejestrowanych, obejmują więc także dzieci Polaków, które przyszły na świat za granicą.

— Możliwe, że w ostatnim czasie wzrosła motywacja Polaków mieszkających w innych krajach do rejestrowania dzieci w Polsce. Zachętą są korzyści związane z polityką socjalną — mówi Urszula Kryńska.

Statystyki mogą też zawyżać krótkoterminowe wahania. Dane dotyczą tylko pół roku, a to niewiele, gdy mowa o procesach demograficznych.

— Z danych wynika, że w ostatnich miesiącach rodzi się więcej dzieci. Trudno jednak stwierdzić, czy nie są to w pewnym stopniu urodzenia przyspieszone. Jeśli tak, to znaczy, że na przestrzeni lat niekoniecznie urodzi się więcej dzieci, ale jedynie przyjdą na świat wcześniej. To jednak będzie można stwierdzić dopiero w dłuższym okresie — mówi ekonomistka Banku Millennium.

— Od lat Polacy odkładają powiększenie rodziny na coraz późniejszy czas. Ten trend nie może jednak trwać w nieskończoność, a jego ustanie objawi się podniesieniem liczby bieżących urodzeń. Możliwe, że obecnie mamy do czynienia z takim zjawiskiem — dodaje Grzegorz Ogonek, ekonomista BZ WBK.

Nie pieniądze, ale opieka

Najprostszym wyjaśnieniem wzrostu liczby urodzeń może być efekt programu 500+. Wypłaty dla rodziców wystartowały pierwszego kwietnia 2016 r., więc teoretycznie urodzenia od początku roku mogą się wiązać z finansowym wsparciem ze strony państwa. Ekonomiści mają jednak wątpliwości.

— Rozpoznanie stałości wpływów do domowego budżetu wymaga czasu. Dlatego do łączenia wzrostu liczby urodzeń w tym roku z efektem wyższych świadczeń podchodzę z dystansem, przynajmniej na razie. Dane miesięczne czy kwartalne to zdecydowanie za mało, aby móc wnioskować o trendzie — zwłaszcza że badania MFW nie wskazują na zależność między zwiększeniem transferów pieniężnych a wzrostem liczby narodzonych dzieci — mówi Grzegorz Ogonek.

Dodatkowy zastrzyk gotówki z tytułu programu to niewątpliwie dobra wiadomość dla rodzin, które myślą o dziecku, ale Urszula Kryńska podkreśla, że wsparcie finansowe to nie wszystko.

— Chociaż obecna sytuacja na rynku pracy ułatwia kobietom podjęcie decyzji o macierzyństwie, to żeby dzietność wyraźnie się poprawiła, przede wszystkim w miastach, trzeba ułatwień w łączeniu pracy z opieką nad dzieckiem. Chodzi m.in. o ułatwienie dostępu do bezpłatnych żłobków i przedszkoli na wysokim poziomie. Takie czynniki będą decydowały o liczbie urodzeń w dłuższym okresie — mówi Urszula Kryńska.

— Liczy się nie tylko pomoc finansowa. Dla matek najważniejsze jest zapewnienie dziecku odpowiedniej opieki. Chodzi nie tylko o żłobki czy przedszkola, ale także nianie — dodaje Jarosław Janecki, główny ekonomista Societe Generale.

Światełko w tunelu

Co ciekawe, dodatnią zależność między dzietnością a odsetkiem dzieci w żłobkach widać w danych historycznych, dotyczących krajów UE (patrz wykres). Trudno, co prawda, jednoznacznie stwierdzić, czy jest to zależność przyczynowo-skutkowa, ale nie można tego wykluczyć. Ponadto korelacja dzietności z „użłobkowieniem” jest silniejsza niż z wysokością transferów finansowych dla rodziców (0,6 vs 0,45), a to oznacza, że powstawanie żłobków może być ważniejsze dla demografii niż 500+. Tym bardziej cieszy, że w połowie lipca Senat poparł ustawę, która ma m.in. ułatwić zakładanie żłobków i obniżyć koszty opieki nad najmłodszymi dziećmi.

We wtorek kancelaria prezydenta poinformowała o jej podpisaniu przez Andrzeja Dudę. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS) szacuje, że w ciągu 2-3 lat utworzonych zostanie około 110 tys. miejsc, aby około 33 proc. dzieci w wieku 1-3 lata było objętych opieką instytucjonalną. Opłaty ponoszone przez rodziców spadłyby do około 400 zł miesięcznie. Ustawa przewiduje jednak zmniejszenie dofinansowania z budżetu państwa na zatrudnienie niani.

Miasta w opałach

Konieczność ułatwień w łączeniu macierzyństwa z pracą i zapewnienia dziecku odpowiedniej opieki podczas nieobecności matki nabiera szczególnego znaczenia w obliczu ubytku ludności miejskiej. W 2016 r. współczynnik przyrostu naturalnego (liczony na 1000 ludności) w miastach był ujemny (urodziło się mniej osób, niż zmarło) i wyniósł -0,5 promila, podczas gdy na terenach wiejskich przyrost naturalny był dodatni (0,3 promila). W ujęciu krajowym sytuacja od lat wygląda nieciekawie.

W 2016 r. współczynnik przyrostu naturalnego wyniósł -0,2 promila, a w liczbach bezwględnych nadwyżka zarejestrowanych zgonów nad urodzeniami wyniosła 5,8 tys. To właśnie ujemy przyrost naturalny był powodem spadku liczby ludności w ubiegłym roku (mają na nią wpływ także migracje zagraniczne). W efekcie na koniec 2016 r. ludność Polski liczyła około 38,4 mln i była o ponad 4 tys. niższa niż przed rokiem. Co ważne, większa liczba urodzeń w tym roku (w porównaniu z ubiegłym) w dalszym ciągu nie rekompensuje liczby zgonów. Od stycznia do czerwca 2017 r. zmarło około 211 tys. osób. Suma summarum, różnica między liczbą urodzeń i zgonów wyniosła więc 11 tys., co oznacza współczynnik przyrostu naturalnego na poziomie -0,6 promila.

Niepokojąca jest przede wszystkim struktura wiekowa naszego społeczeństwa i jej zmiany na przełomie lat. Od 1990 r. do 2016 r. liczba dzieci w wieku poniżej 15 lat zmniejszyła się o 3,5 mln, co zabrało tej grupie wiekowej aż 10 pkt. proc. z udziału w całej populacji. W ostatnich latach zmniejsza się także liczba i udział ludności w wieku produkcyjnym (kobiety w wieku 18-59 lat, mężczyźni — 18-64 lata). Liczebną przewagę zwiększają natomiast osoby w wieku poprodukcyjnym (mężczyźni po 65. roku życia i kobiety po sześćdziesiątce).

Na koniec 2016 r. było ich 7,8 mln (20,2 proc. populacji), a więc o 237 tys. więcej niż przed rokiem. W efekcie, od kilku lat rośnie tzw. współczynnik obciążenia (liczba osób w wieku nieprodukcyjnym przypadająca na 100 osób w wieku produkcyjnym). W 2016 r. wyniósł on 62, wobec 55 w 2010 r. „Obserwowane w ostatnich latach zmiany demograficzne wskazują, że sytuacja ludnościowa Polski jest nadal trudna, aczkolwiek nieco korzystniejsza niż na przełomie stuleci. Jednakże w najbliższej perspektywie nie należy oczekiwać znaczących zmian gwarantujących stabilny rozwój demograficzny” — czytamy w publikacji GUS z końca maja 2017 r.

382 tys. Tyle dzieci urodziło się w Polsce w 2016 r…

400 tys. …a tyle urodzeń w tym roku prognozuje Elżbieta Rafalska, minister rodziny, pracy i polityki społecznej.

 

 

 

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Justyna Dąbrowska, współpraca Ignacy Morawski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu