15 firm połączyło siły, by wspólnie podbić światowy rynek. Łączy ich pasja latania.
W ciągu najbliższych lat Bielsko-Biała ma szansę stać się światowym centrum lotnictwa lekkiego. Z dala od wielkich ośrodków działa tam 15 firm, które produkują samoloty i szybowce, sprzęt lotniczy oraz zajmują się działalnością okołolotniczą. Łącznie zatrudniają one ponad 200 osób, a ich obroty sięgają 20 mln USD (blisko 69 mln zł według aktualnego kursu).
Dla lotnictwa
Spółki te ściśle ze sobą współpracują, co okazało się bardziej owocne niż walka konkurencyjna. Efektem takiej współpracy stało się powołanie wspólnej organizacji: Federacji Firm Lotniczych Bielsko (FFLB).
— Współpraca to nie tylko wspólne stoisko na targach lotniczych, ale także pomoc w realizowaniu większych kontraktów. Pomagamy sobie udostępniając fachowców i sprzęt — mówi Edward Margański, prezes FFLB i właściciel Zakładu Remontów i Produkcji Sprzętu Lotniczego.
Podkreśla, że firmy razem załatwiają zaopatrzenie materiałowe, kooperują, a także wymieniają się informacjami na temat rynku.
Spółki zrzeszone w federacji prowadzą zróżnicowaną działalność, od fotografowania lotniczego do budowy niewielkich samolotów odrzutowych.
— Obecnie chcemy wprowadzić do produkcji dwusilnikowy samolot dyspozycyjno-turystyczny Orka. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to będziemy budować rocznie co najmniej 24 takie maszyny — opowiada Edward Margański.
Dodaje, że maszyna jest oferowana w cenie 240-300 tys. EUR (1-1,3 mln zł).
Firma Janusza Karasiewicza, kolejna ze zrzeszonych w FFLB, specjalizuje się w replikach historycznych samolotów T-131. PA Jungmann i T-133. PA Jungmeister. Wytwórnia Konstrukcji Kompozytowych Andrzeja Papioreka wyprodukowała natomiast ponad 100 motoszybowców.
— Tych producentów samolotów obsługuje kilka firm specjalizujących się w budowie i instalacji osprzętu lotniczego oraz serwisie — dodaje Jaroslaw Kaleta, właściciel spółki Osprzęt Lotniczy
Koledzy z klubu
Edward Margański uważa, że sukces firm działających w ramach FFLB, opiera się przede wszystkim na entuzjazmie ich właścicieli, którzy wywodzą się z aeroklubu bielskiego lub pracowali w nieistniejących już bielskich Zakładach Szybowcowych (ZS).
— Większość naszych firm rozwija się nieustannie od 10 lat. Działalność w tym biznesie trzeba traktować jak hobby. W innym przypadku trudno utrzymać się na rynku — mówi Edward Margański.
Podkreśla także, że żadna z prywatnych, bielskich firm lotniczych dotąd nie zbankrutowała.
Rynek dla małych
W branży lekkich samolotów i szybowców coraz bardziej się liczą małe zakłady. Związane jest to z niewielkim zapotrzebowaniem na szybowce i lekkie samoloty, używane do lotów rekreacyjnych.
— W ciągu ostatnich trzydziestu lat rozpowszechniło się bardzo lotniarstwo, wypierając szybowce. W latach 70. produkowano na świecie 4 tys. szybowców rocznie. Teraz wytwarza się nie więcej niż 300 — twierdzi Edward Margański.
Takiego załamania nie przetrzymało wiele dużych firm. Na ich miejsce weszły jednak małe zakłady, dla których lotnictwo jest sposobem na życie, a nie tylko biznesem. Edward Margański przyznaje, że głównymi odbiorcami bielskich samolotów są Niemcy.
— Ponad 90 proc. produkcji sprzedajemy pod niemiecką marką. To daje nam możliwość lepszej sprzedaży — podkreśla Edward Margański.