Dzika rozkosz

  • Tomasz Kolecki-Majewicz
28-11-2012, 11:48

W Piemoncie kryją się magiczne dla każdego winiarskiego i kulinarnego lubieżnika słowa, na których dźwięk ciarki biegną wszerz i wzdłuż pleców raz za razem.

Jesień to najlepszy czas, by do Piemontu nie jechać. Z drugiej strony — najlepszy, by tam być! Czterdzieści osiem kwadrylionów turystów, ceny noclegów sięgają zenitu, w knajpach o rezerwację trudniej niż o sezamki w sklepie Wedla w 1982 r. Za to w niemal wszystkich gminach rozpoczynają się festyny wina i jedzenia, spośród których najważniejsze są dwa — wina Barolo i tartufo bianco, czyli słynnych i niemiłosiernie kosztownych białych trufli.

2. Prunotto Barbera d’Alba DOC; Miękkie taniny, solidny zastrzyk alkoholu i kwasowości, trwały, owocowy sznyt świetnie poradzą sobie z treściwą podstawą, nie kłócąc się i nie zniekształcając atrakcji truflowego aromatu (FOT. ARC)
Wyświetl galerię [1/3]

2. Prunotto Barbera d’Alba DOC; Miękkie taniny, solidny zastrzyk alkoholu i kwasowości, trwały, owocowy sznyt świetnie poradzą sobie z treściwą podstawą, nie kłócąc się i nie zniekształcając atrakcji truflowego aromatu (FOT. ARC)

W miejscowościach komuny Barolo wino leje się potokiem, a w Albie i całym Langhe w restauracjach trwa szaleństwo. Trufle z tym, trufle z tamtym, trufle tak, trufle siak. A kto się nie boi zapakować pachnidełek do bagażu, ten w te pędy powinien znaleźć się na głównej ulicy Alby — Via Vittorio Emanuele, gdzie co roku odbywa się targ i aukcja najokazalszych egzemplarzy. O ceny lepiej nie pytajcie. Są kosmiczne.

Na czym polega fenomen roślinki, którą kiedyś zajadały się tylko dziki, dziś stojące bezradnie na uboczu i przyglądające się psom tresowanym do wyszukiwania tego przysmaku? Odpowiedź jest prosta — na intensywności aromatu, jego niezwykłości, odmienności, którego nie da się porównać do żadnego innego. Nawet kuchenka gazowa nie dostarczy takich wrażeń, a upartych głowa jednak zacznie boleć.

Ciśnie się na usta pytanie zasadnicze: z czym to jeść, co z tym pić? Jakąś dekadę wstecz wszystko wytłumaczył mi Aldo — rodowity piemontczyk i enolog. By docenić jego wspaniałomyślność, muszę wyznać, że wyjaśnień udzielał ponad godzinę na parkingu hotelu w Albie pośrodku ciemnej nocy. W telegraficznym skrócie podzielę się zatem tym, co Aldo prawił o klasycznych recepturach langijskich „ristoranti”. Do carpaccio z truflami pijamy lekką i dziarską barberę, oczywiście najlepiej d’Alba, choć przymusu nie ma.

Do pasta bianca con tartufo bianco wybieramy wino białe, ekstraktywne, nieprzesadnie kwasowe w smaku, ot, choćby lokalne arneis, jednak dobre pinot grigio znajdą się tu także. Do risotto bianco z białymi truflami znów patrzymy na barberę, a do clou programu — filetto di manzo al tartufo bianco, czyli soczystego kawałka polędwicy z wołu, zabieramy z festynu flaszkę Barolo, koniecznie jednak nie najmłodszego — ot, takiego 6-, 7-letniego oseska. Barbaresco też wyśmienicie da radę, a i młodsze nieco być może. Pamiętajcie o jednym: spieszcie się zamawiać trufle — tak szybko się kończą…

 

TOMASZ KOLECKI-MAJEWICZ, MISTRZ POLSKI SOMMELIERÓW 2007/2008/2009/2010, EKSPERT PORTALU WINEZJA.PL

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: TOMASZ KOLECKI-MAJEWICZ

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Dzika rozkosz