Dla kogo środa będzie dniem energetycznego triumfu? Okazać się może jeszcze w tym tygodniu, bo jak wynika z naszych nieoficjalnych informacji, od rana rada nadzorcza Polskiej Grupy Energetycznej (PGE) wraz z agencją headhunterską przesłuchują czwórkę kandydatów (tylu znalazło się na krótkiej liście) do fotela prezesa energetycznego giganta. Zostali oni wybrani z co najmniej kilkunastu kandydatów przesłuchanych w zeszłym tygodniu w siedzibie PGE. Wtedy komisja prosiła o skrótowe (bo zaledwie 20-30-minutowe) przedstawienie wizji rozwoju spółki. O co zapyta tym razem? Nie wiadomo, ale dużo bardziej istotne wydaje się to — kogo zapyta. Jak udało nam się ustalić, w energetycznym finale weźmie udział Krzysztof Kilian, były wiceprezes Polkomtela, który już w grudniu był typowany przez media na zwycięzcę tych rozgrywek.
Problemem wiceprezesa Polkomtela może być przypięta łatka dobrego znajomego premiera Tuska. Dlatego, gdy w grudniu z kierowania PGE zrezygnował Tomasz Zadroga, a Krzysztof Kilian tego samego dnia odszedł z Polkomtela, branża natychmiast uznała go za pewnego kandydata na prezesa. Jednocześnie jednak minister skarbu oficjalnie ogłosił odpolitycznienie w państwowych spółkach. Wówczas mówiono, że opublikowanie kandydatury Kiliana w mediach jeszcze przed rozpoczęciem samego konkursu całkowicie pogrzebało jego szanse. Wydaje się jednak, że tak się nie stało, skoro były wiceprezes Polkomtela złożył aplikację i w rozmowach — na razie z sukcesem — zdecydował się uczestniczyć.
Na razie obowiązki prezesa pełni Paweł Skowroński, wiceprezes ds. operacyjnych, który, jeśli wierzyć spekulacjom rynkowym, nie zdecydował się wystartować w konkursie na prezesa spółki. Do obsadzenia w PGE pozostaje jeszcze stanowisko wiceprezesa ds. handlu, które zostało po zwolnionym również w grudniu Marku Szostku. O nie także walczy czterech wybranych wcześniej przez komisję kandydatów.